Uśmiechnęła się promiennie, kiedy usłyszała, że idzie z Brenną. - Wspaniale!- Odparła z entuzjazmem. Tak naprawdę była jedyną osobą, którą tutaj znała. Dobrze, że Longbottom była osobą, która nie miała problemu z tym, żeby wziąć pod swoje skrzydła żółtodzioba. Udało jej się ją poznać przez te kilka miesięcy i wiedziała, że nie wprowadzi jej na minę, a do tego wszystkiego była świetnym mentorem. Naprawdę wiele ją nauczyła w tak krótkim czasie, była wdzięczna losowi, że trafiła akurat na Brennę, w końcu zawsze mogła nie mieć tyle szczęścia i wylądować u boku z jakąś podstarzałą marudą.
- Tak, myślę, że jest w porządku. - Nie wiedziała do końca, co innego mogliby zrobić, trochę też bała się, że jej pomysły zostaną potraktowane za głupie. Nie czuła się tu aż tak pewnie, jak na boisku, gdzie nigdy nikt nie negował jej pomysłów. Musiała się trochę wprawić i nabyć doświadczenia, aby poczuć się pewniej.
Heather szła równo z Brenną. Nie chciała zostawać w tyle, w końcu nie wiadomo, co może czaić się w tym lesie. Rozglądała się przy tym uważnie, bo teren wcale nie był łatwy do pracy. Nie zamierzała utknąć w błocie, przy tych wszystkich doświadczonych osobach, narobiłaby sobie tylko wstydu. Machnęła różdżką, aby wyczarować światło, jak reszta towarzyszy. Musieli zauważyć, gdzie kończy się magia, a zaczyna ta dziwna energia, która powoduje, że nie można czarować.
Zastanawiała się, co może powodować takie anomalia. Czy ktoś specjalnie rzucił jakiś czar na te mokradła? Skoro powiązane z tym były jakieś trupy, to na pewno nie było to przypadkowe. Tylko po co i dlaczego w takim miejscu? Miała wiele pytań, jednak pozostawiała je dla siebie.
W pewnym momencie światło zniknęło z jej różdżki. Najwyraźniej doszli do granicy. Rozejrzała się uważnie wokół, aby zapamiętać, gdzie do tego doszło. Wood rozglądała się bardzo uważnie, szukała jakichś wskazówek. Może przegapili znaki, które mogły naprowadzić ich do celu?
Sukces!