23.12.2025, 15:13 ✶
Słowa o „płotce” i braku pokrewieństwa sprawiły, że uśmiech Ceolsige momentalnie zgasł, pozostawiając jej twarz w masce chłodnego, niemal arystokratycznego dystansu. Jej ramiona napięły się pod białą tkaniną marynarki, a błękitne oczy zwęziły w niebezpieczne szczeliny. Przez ułamek sekundy w jej postawie zaniknęły zupełni ślady usłużnej kelnerki. Na tło jej emocji na chwilę wypłynęła przemoc przyćmiewając ekscytację i podniecenie.
Wszystko zmieniło się jednak, gdy padło hasło o jemiole.
Twarz Urd znalał się w jedo z lokami zamkniętymie wewnątrz jej wspomnień. Oczy wyobraźni przywołały postać „anielskiej” kuzynki z północy. Wysokiej, ważnej, imponującej i egzotycznej. Pamiętała, jak Urd jawiła jej się wtedy jako niedostępny, złocisty ideał. Zwłaszcza kiedy pocylała do niej swój policzek i uch pod zawieszoną jemiołom. Pamiętała jak wtedy podstępem, z którego byłą zadowolona, a który teraz wydawał się zupełnie czytelny, nakłoniła Urd do nachylenia się do niej. Pozornie pod pretekstem powiedzenia czegoś tajemniczego i sekretnego. Jednak kiedy jej włosy załaskotały nos Ceolsige, zamaist dobyć szept jej usta złożyły, nastoletni, przekorny i przesadny całys na rumianym policzku Urd. Całus pod jemiołą na oczach plotkujacych ciotek.
Nie pamietała do końca dlaczego ale robiłą to chyba na przekór temu co podłsysząła wcześniej do gadających ciotek. Chyba chciała komuś zrobić na złość albo coś udowodnić tym całusem pod jemiołą.
Gdy Urd w końcu się odsunęła, Ceolsige odetchnęła głęboko, a napięcie opuściło jej mięśnie w jednym, falującym ruchu, który przeszedł od barków aż po stopy. Wyprostowała się, poprawiając mankiety białej marynarki z taką gracją, jakby właśnie przyjmowała gości w rodzinnym dworku, a nie stała w ciasnej kajucie mugolskiego jachtu.
– Ceolsige Burke, do usług – odezwała się, a jej głos odzyskał melodyjną, pewną siebie nutę. – Muszę przyznać, że bycie przyduszoną przez ciebie ma w sobie pewien... poetycki urok. Matka zawsze wspominała cię z charakterystycznie ciepłym tonem, Urd dobrze oddajacym takze mój sentyment. Zdaje się, że obie mamy słabość do sprawiania, by krew w żyłach płynęła nieco szybciej, niezależnie od tego, czyja to krew. - teraz sobie uświadomiła, że krew Urd była chyba tematem tamtej rozmowy ciotek.
Oparła się swobodnie o ścianę, splatając ramiona na piersi i obserwując, jak Urd pewnym, choć nieco chwiejnym krokiem zmierza w stronę barku. Jej spojrzenie na moment spoczęło na plecach kuzynki, po czym uciekło w stronę walizki, o której niemal zapomniała.
– Co tu robię? – powtórzyła, a w jej oku błysnął figlarny ognik. – Oficjalnie dbam o to, by tutejsi goście nie umarli z pragnienia. Nieoficjalnie... szukałam pewnego drobiazgu, który został mi sprzątnięty sprzed nosa z domu aukcyjnego. – dodała, a jej wzrok spoczął na lśniącej krawędzi szklanki, którą Urd właśnie unosiła do ust. Są tu jednak ciekasze fanty. Przemknęło jej mimowolnie przez myśl.
Wypuściła cichy, gardłowy chichot, który szybko stłumiła, posyłając Urd przepraszające spojrzenie.
– Wybacz, nie chciałam przerywać tak obiecującej nocy moimi sentymentami. Mam nadzieję, że moja obecność wciąż mieści się w granicach „Lady’s agreement”? W końcu obiecałam dbać o komfort gości, a ty wyglądasz, jakbyś potrzebowała kogoś, kto potrafi zachować sekret równie dobrze, jak ty potrafisz trzymać różdżkę przy czyimś gardle.
Wszystko zmieniło się jednak, gdy padło hasło o jemiole.
Twarz Urd znalał się w jedo z lokami zamkniętymie wewnątrz jej wspomnień. Oczy wyobraźni przywołały postać „anielskiej” kuzynki z północy. Wysokiej, ważnej, imponującej i egzotycznej. Pamiętała, jak Urd jawiła jej się wtedy jako niedostępny, złocisty ideał. Zwłaszcza kiedy pocylała do niej swój policzek i uch pod zawieszoną jemiołom. Pamiętała jak wtedy podstępem, z którego byłą zadowolona, a który teraz wydawał się zupełnie czytelny, nakłoniła Urd do nachylenia się do niej. Pozornie pod pretekstem powiedzenia czegoś tajemniczego i sekretnego. Jednak kiedy jej włosy załaskotały nos Ceolsige, zamaist dobyć szept jej usta złożyły, nastoletni, przekorny i przesadny całys na rumianym policzku Urd. Całus pod jemiołą na oczach plotkujacych ciotek.
Nie pamietała do końca dlaczego ale robiłą to chyba na przekór temu co podłsysząła wcześniej do gadających ciotek. Chyba chciała komuś zrobić na złość albo coś udowodnić tym całusem pod jemiołą.
Gdy Urd w końcu się odsunęła, Ceolsige odetchnęła głęboko, a napięcie opuściło jej mięśnie w jednym, falującym ruchu, który przeszedł od barków aż po stopy. Wyprostowała się, poprawiając mankiety białej marynarki z taką gracją, jakby właśnie przyjmowała gości w rodzinnym dworku, a nie stała w ciasnej kajucie mugolskiego jachtu.
– Ceolsige Burke, do usług – odezwała się, a jej głos odzyskał melodyjną, pewną siebie nutę. – Muszę przyznać, że bycie przyduszoną przez ciebie ma w sobie pewien... poetycki urok. Matka zawsze wspominała cię z charakterystycznie ciepłym tonem, Urd dobrze oddajacym takze mój sentyment. Zdaje się, że obie mamy słabość do sprawiania, by krew w żyłach płynęła nieco szybciej, niezależnie od tego, czyja to krew. - teraz sobie uświadomiła, że krew Urd była chyba tematem tamtej rozmowy ciotek.
Oparła się swobodnie o ścianę, splatając ramiona na piersi i obserwując, jak Urd pewnym, choć nieco chwiejnym krokiem zmierza w stronę barku. Jej spojrzenie na moment spoczęło na plecach kuzynki, po czym uciekło w stronę walizki, o której niemal zapomniała.
– Co tu robię? – powtórzyła, a w jej oku błysnął figlarny ognik. – Oficjalnie dbam o to, by tutejsi goście nie umarli z pragnienia. Nieoficjalnie... szukałam pewnego drobiazgu, który został mi sprzątnięty sprzed nosa z domu aukcyjnego. – dodała, a jej wzrok spoczął na lśniącej krawędzi szklanki, którą Urd właśnie unosiła do ust. Są tu jednak ciekasze fanty. Przemknęło jej mimowolnie przez myśl.
Wypuściła cichy, gardłowy chichot, który szybko stłumiła, posyłając Urd przepraszające spojrzenie.
– Wybacz, nie chciałam przerywać tak obiecującej nocy moimi sentymentami. Mam nadzieję, że moja obecność wciąż mieści się w granicach „Lady’s agreement”? W końcu obiecałam dbać o komfort gości, a ty wyglądasz, jakbyś potrzebowała kogoś, kto potrafi zachować sekret równie dobrze, jak ty potrafisz trzymać różdżkę przy czyimś gardle.