23.12.2025, 16:21 ✶
Flinty zatrzepotał woalką gęstych, grubych rzęs, uśmiechając się przy tym głupkowato. Kiedy inni robili sobie zaczepne żarty, zwykle obdzierali je z tego typu teatralnych gestów – nie trzeba przecież było krzyczeć głośno: tak, to żart!, żeby wszyscy zrozumieli, że tak – to był żart. On to jednak robił, nawet mimo głębokiego zmęczenia, bo w jego przekonaniu tak właśnie postępowali dobrzy, uczciwi ludzie – wysyłali sobie sygnały świadczące o tym, że druga osoba głupkiem nie była i odbierała sytuację w sposób, który nie jest zakrzywiony. Przesadna szczerość i momentami łopatologiczna mimika szkodziły mu zwłaszcza wtedy, kiedy odpływał myślami w siną dal, a jednak nigdy z tej ścieżki nie zboczył.
– Dobrze, pomóż mi się podnieść – powiedział rozbawiony, sprytnie doszukując się najmniej oczywistego znaku zapytania wśród tych, które zdążyła postawić w trakcie tejże niezbyt długiej rozmowy. Następnie jego wzrok podążył za jej palcem dokładnie trzy razy, po czym parsknął i spojrzał na jej twarz pytająco. – Myślisz, że uderzyłem się w głowę? Nie musisz na to odpowiadać, pewnie znajdę lepsze pytanie na wymianę pytaniową. Gdybym się uderzył i zmienił mi się charakter, domyślam się, że wybraliby mnie na Kanclerza Skarbu. – Nie umiał wyszukać w głowie żadnego zawodu, który oddałby lepiej przeciwieństwo chaosu, jaki wokół siebie budował. Odpowiedzialny, stały człowiek rozumiejący wartość pieniądza kontra nieokrzesany wagabunda, któremu w głowie nie były ustawy, lecz wiersze.
Ale tak szczerze, czuł się trochę… jak to się, dizzy? Jak to się mówiło po angielsku… Przygryzł wargę i ścisnął usta w wąską linię, próbując odgonić przedziwne uczucie wywołane nawdychaniem się kadzidła. Wydawało mu się, że po tylu latach na morzu i tysiącach butelek rumu, powinien znosić to minimalnie lepiej, a jednak…!
– Dobrze, pomóż mi się podnieść – powiedział rozbawiony, sprytnie doszukując się najmniej oczywistego znaku zapytania wśród tych, które zdążyła postawić w trakcie tejże niezbyt długiej rozmowy. Następnie jego wzrok podążył za jej palcem dokładnie trzy razy, po czym parsknął i spojrzał na jej twarz pytająco. – Myślisz, że uderzyłem się w głowę? Nie musisz na to odpowiadać, pewnie znajdę lepsze pytanie na wymianę pytaniową. Gdybym się uderzył i zmienił mi się charakter, domyślam się, że wybraliby mnie na Kanclerza Skarbu. – Nie umiał wyszukać w głowie żadnego zawodu, który oddałby lepiej przeciwieństwo chaosu, jaki wokół siebie budował. Odpowiedzialny, stały człowiek rozumiejący wartość pieniądza kontra nieokrzesany wagabunda, któremu w głowie nie były ustawy, lecz wiersze.
Ale tak szczerze, czuł się trochę… jak to się, dizzy? Jak to się mówiło po angielsku… Przygryzł wargę i ścisnął usta w wąską linię, próbując odgonić przedziwne uczucie wywołane nawdychaniem się kadzidła. Wydawało mu się, że po tylu latach na morzu i tysiącach butelek rumu, powinien znosić to minimalnie lepiej, a jednak…!
Matka nadała mi takie imię,
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr