23.12.2025, 18:12 ✶
Stając tam, na środku tego parkietu, wśród tych wszystkich tańczących par, Alexander poczuł to dziwne napięcie między nim, a Yeleną. Zupełnie jakby to było jego miejsce, w tym tańcu obok niej. I może nie było to idealne miejsce, nie wiedział jak zakończy się ta ich gra, jak potoczą się ich losy. Wiedział tylko, że po dzisiejszym wieczorze nic już nie będzie takie samo. Że nie wróci już do swojej zwyczajowej rutyny, że prędzej czy później zacznie wokół niej orbitować. Bo mógł przecież odejść od niej, próbować zapomnieć. Nie robić sobie nic z tego jak irytująco obojętna by nie była. To jedna wiedział, że od teraz to ona będzie spędzała mu sen z powiek, w ten sposób, lub inny.
I tak, to prawda, że nic o sobie nie wiedzieli, ale czy przez to ta cała sytuacja nie była jeszcze bardziej interesująca? Jeszcze ciekawsza? Mogli przecież poznawać się w biegu. Z czasem. Lub nie poznawać się wcale.
-Kolejne spotkania? Oh nie. To jedno, pierwsze, nigdy się nie zakończy. Będzie trwać wiecznie. - powiedział zanim jeszcze zaczęli taniec. A potem ruszyli, on prowadząc ją, a ona... Z tą swoją gracją i wdziękiem, jakby już świętowała swoje zwycięstwo. Jednak jeszcze nie wygrała, bo i nie było co wygrywać. Jeszcze nie postawili wszystkich figur na szachownicy, jeszcze plansza nie była zastawiona pionkami. Nie było nagrody dla zwycięzcy. -I byłabyś w stanie, tak po prostu, porzucić najbardziej interesującego mężczyznę na tej sali? Tak po prostu uciec, gdy tak wiele jest do zobaczenia, do odkrycia, do doświadczenia?
Zamruczał jej cicho do ucha, powoli sunąć z nią po parkiecie, zupełniej jakby to nie był taniec, a naturalnie wyćwiczone, płynne chodzenie. Jakby ich taniec był tak naturalny jak oddychanie, jak jazda na rowerze. Jak objęcia ukochanej osoby. Było w tym coś niepokojącego, jak doskonale do siebie teraz pasowali, jak jej ciało wciskało się w jego, jak ich ciała, wirując po parkiecie, stawały się jednym organizmem.
-W końcu musisz mi przyznać rację, ale zaprosiłaś mnie do tańca, licząc na to że polegnę, że przegram z twoim małym wyzwaniem... - tutaj zwolnił ich taniec nieco, aby zaraz przesunąć dłoń wzdłuż jej pleców, przechylając ją do tyłu, jak wyćwiczoną tancerkę. Jej ciało mogło co prawda protestować, ale znał to spojrzenie. To wyczekiwanie. Jej serce tego pragnęło, może nawet bardziej niż rozmowy z nim. Tańca. Potem Alexander postawił ją pionu, obracając ją wokół własnej osi, oplatając ją ich rękami w talii. -A tutaj proszę. Kolejna niespodzianka.
Uśmiechnął się niczym drapieżnik polujący na smakowitą ofiarę. Jak lew. Albo inne dzikie zwierzę. Zdążyła tylko zauważyć błysk w jego oku, błyśnięcie długi i ostrych zębów... I zaszczepił w niej to zaintrygowanie. Tą ciekawość. I może rzeczywiście nie wpadła tak głęboko jak on. Nie tak skrupulatnie, nieodwołalnie i beznadziejnie jak on, nie zakochała się w nim od pierwszego wejrzenia. Ale zainteresowanie... Zainteresowanie było to czego w tym momencie potrzebował. Jej ciekawości. Dociekania kim jest ten mężczyzna?
Jednak gdy jej mina zmieniła się, twarz wyrażała melancholię, może nawet tęsknotę, na wspomnienie o matce, Alexander nie mógł sympatyzować z nią bardziej. On również tęsknił za swoją, za jego rodzicielką, która zmarła, zostawiając jego i siostrę bez matczynej miłości. Zupełnie jakby coś mu odebrano. Czegoś mu odmówiono. Jednak matka miała dobrą śmierć. Była otoczona ludźmi którzy ją kochali, osobami dla których znaczy wiele. I gdzieś w duchu Alexander pomyślał, że chciałby umrzeć podobnie, bo śmierć jest tak dobra jak życie, które się wiodło. I jeśli on nie będzie żałował niczego, to i śmierci nie powinien żałować. Bo śmierć jest podsumowanie życia.
-W takim razie twoja matka musiała być niesamowitą kobietą. I widocznie przekazała Ci swoje najlepsze cechy Yeleno. Szkoda, że nie dane mi będzie jej poznać. - no chyba, że Alexander zrozumiał to kompletnie źle i matka Yeleny po prostu wyłysiała, ale to by było... Tragiczne w skutkach. Źle, że to powiedział. Oj źle.
-Więc skoro tak dobrze radzisz sobie z takimi zaklęciami, to pewnie z innymi jest równie dobrze, prawda? - rzucił wyzywającym tonem, jakby chciał jej dać jakieś wyzwanie. Bo może w zasadzie chciał. Był ciekaw jej odpowiedzi, czy pokaże się jako przykładna dama, która nie stosuje brudnych sztuczek, która nie potrzebuje żadnych zaklęć bojowych? Czy może jako kobieta, która osiągnie swój cel każdymi możliwymi środkami, nie patrząc na to, czy to się godzi? Był bardzo ciekaw tego małego eksperymentu i jej odpowiedzi. Nie to, żeby którejś oczekiwał...
I tak, to prawda, że nic o sobie nie wiedzieli, ale czy przez to ta cała sytuacja nie była jeszcze bardziej interesująca? Jeszcze ciekawsza? Mogli przecież poznawać się w biegu. Z czasem. Lub nie poznawać się wcale.
-Kolejne spotkania? Oh nie. To jedno, pierwsze, nigdy się nie zakończy. Będzie trwać wiecznie. - powiedział zanim jeszcze zaczęli taniec. A potem ruszyli, on prowadząc ją, a ona... Z tą swoją gracją i wdziękiem, jakby już świętowała swoje zwycięstwo. Jednak jeszcze nie wygrała, bo i nie było co wygrywać. Jeszcze nie postawili wszystkich figur na szachownicy, jeszcze plansza nie była zastawiona pionkami. Nie było nagrody dla zwycięzcy. -I byłabyś w stanie, tak po prostu, porzucić najbardziej interesującego mężczyznę na tej sali? Tak po prostu uciec, gdy tak wiele jest do zobaczenia, do odkrycia, do doświadczenia?
Zamruczał jej cicho do ucha, powoli sunąć z nią po parkiecie, zupełniej jakby to nie był taniec, a naturalnie wyćwiczone, płynne chodzenie. Jakby ich taniec był tak naturalny jak oddychanie, jak jazda na rowerze. Jak objęcia ukochanej osoby. Było w tym coś niepokojącego, jak doskonale do siebie teraz pasowali, jak jej ciało wciskało się w jego, jak ich ciała, wirując po parkiecie, stawały się jednym organizmem.
-W końcu musisz mi przyznać rację, ale zaprosiłaś mnie do tańca, licząc na to że polegnę, że przegram z twoim małym wyzwaniem... - tutaj zwolnił ich taniec nieco, aby zaraz przesunąć dłoń wzdłuż jej pleców, przechylając ją do tyłu, jak wyćwiczoną tancerkę. Jej ciało mogło co prawda protestować, ale znał to spojrzenie. To wyczekiwanie. Jej serce tego pragnęło, może nawet bardziej niż rozmowy z nim. Tańca. Potem Alexander postawił ją pionu, obracając ją wokół własnej osi, oplatając ją ich rękami w talii. -A tutaj proszę. Kolejna niespodzianka.
Uśmiechnął się niczym drapieżnik polujący na smakowitą ofiarę. Jak lew. Albo inne dzikie zwierzę. Zdążyła tylko zauważyć błysk w jego oku, błyśnięcie długi i ostrych zębów... I zaszczepił w niej to zaintrygowanie. Tą ciekawość. I może rzeczywiście nie wpadła tak głęboko jak on. Nie tak skrupulatnie, nieodwołalnie i beznadziejnie jak on, nie zakochała się w nim od pierwszego wejrzenia. Ale zainteresowanie... Zainteresowanie było to czego w tym momencie potrzebował. Jej ciekawości. Dociekania kim jest ten mężczyzna?
Jednak gdy jej mina zmieniła się, twarz wyrażała melancholię, może nawet tęsknotę, na wspomnienie o matce, Alexander nie mógł sympatyzować z nią bardziej. On również tęsknił za swoją, za jego rodzicielką, która zmarła, zostawiając jego i siostrę bez matczynej miłości. Zupełnie jakby coś mu odebrano. Czegoś mu odmówiono. Jednak matka miała dobrą śmierć. Była otoczona ludźmi którzy ją kochali, osobami dla których znaczy wiele. I gdzieś w duchu Alexander pomyślał, że chciałby umrzeć podobnie, bo śmierć jest tak dobra jak życie, które się wiodło. I jeśli on nie będzie żałował niczego, to i śmierci nie powinien żałować. Bo śmierć jest podsumowanie życia.
-W takim razie twoja matka musiała być niesamowitą kobietą. I widocznie przekazała Ci swoje najlepsze cechy Yeleno. Szkoda, że nie dane mi będzie jej poznać. - no chyba, że Alexander zrozumiał to kompletnie źle i matka Yeleny po prostu wyłysiała, ale to by było... Tragiczne w skutkach. Źle, że to powiedział. Oj źle.
-Więc skoro tak dobrze radzisz sobie z takimi zaklęciami, to pewnie z innymi jest równie dobrze, prawda? - rzucił wyzywającym tonem, jakby chciał jej dać jakieś wyzwanie. Bo może w zasadzie chciał. Był ciekaw jej odpowiedzi, czy pokaże się jako przykładna dama, która nie stosuje brudnych sztuczek, która nie potrzebuje żadnych zaklęć bojowych? Czy może jako kobieta, która osiągnie swój cel każdymi możliwymi środkami, nie patrząc na to, czy to się godzi? Był bardzo ciekaw tego małego eksperymentu i jej odpowiedzi. Nie to, żeby którejś oczekiwał...