Geraldine nie widziała nic złego w tym, aby podzielić się, jak świat wyglądał jej oczami, nie miała pojęcia, że gdzieś indziej ludzie nie żyli tak jak oni, znaczy tatuś coś tam wspominał, ale po co to robili, skoro życie jak to było takie wspaniałe? Nie mogło być piękniejsze, każdego dnia czuła się, jakby świat należał do niej.
- Tak! Ona się dostosowuje do mnie, bo wiesz, dlaczego by nie? Walia należy do mnie, do nas teraz i tak codziennie, kiedyś, kiedyś jak będę już starsza to świat będzie należał do mnie, też się będzie dostosowywał. - Wydawała się być bardzo pewna tych słów, zdecydowanie nie można jej było zarzucić braku pewności siebie - naprawdę wierzyła w to, że kiedyś go zdobędzie, bo czemu by nie, jak czegoś chciała to to dostawała - prosta sprawa.
Nie potrzebowała żadnych argumentów, tak miało być, koniec i kropka. Nauczono ją tego, że warto podążać za marzeniami, że warto robić to na co ma się ochotę i kiedy się już na coś uparła to nikt, ani nic nie mogło tego zmienić, tak musiało być.
Wspomniała o tym, że kiedyś ktoś zginął, jakby to miało być potwierdzeniem, że dzięki temu będą się dobrze bawić, bo przecież niebezpieczeństwo zwiększało poziom zabawy o milion procent, albo jeszcze więcej, ile to właściwie był milion? Trudno jej było to ogarnąć, na pewno wiele, bardzo wiele.
- Największy, najwspanialszy, lepszy od tych bohaterów z książek, bo jest żywy i mój! - Naprawdę ceniła swojego ojca, nie bała się o tym mówić, wręcz przeciwnie mogłaby to powtarzać każdemu, kochała swojego tatę nad życie, cały świat o tym wiedział. Nie dostrzegła tego, że słuchał jej uważniej, gdy o tym wspominała. Geraldine nie do końca zdawała sobie sprawę, że są dzieci, które nie mają takich cudownych tatusiów, wydawało jej się, że to normalne, że to nic nadzwyczajnego, bo przecież taka była rola ojca, kochać dziecko nad życie i chcieć uchylić mu nieba.
- Okej, to rozumiem, chyba, tak mi się wydaje. - Pokiwała głową na znak, że do niej dotarło. Nie miała pojęcia, że można latać bez skrzydeł, ale kiedy o tym wspominał to faktycznie zaczynała wierzyć, że dokładnie tak jest.
- Mamy, i to jaką, nikt nas nie pobije, będziemy się najlepiej bawić, obiecuję Ci to! - Nie widziała w ogóle innej możliwości, nie kiedy zdała sobie sprawę, że trafiła na swojego, widziała ten błysk w jego oczach, może z początku jego rodzina wydawała się nieco drętwa, ale on był inny, był taki jak ona. Rzadko kiedy spotykała kogoś, kto tak samo jak ona uwielbiał się bawić i chciał sięgać po więcej, to mogło być niesamowite, najlepszy kulig w jej życiu!
- Tak, jak będziesz uciekał to szukaj łosi, lepiej nie trafisz, i nikt ci nie będzie przeszkadzał. - Wydawało jej się to całkiem rozsądną poradą, najlepszą ze wszystkich, najlepiej może jakby nie uciekał... ale o tym nie wspomniała, jeśli już chciałby to zrobić to niech szuka domu wśród łosi.
Później sanie ruszyły, konie gnały przed siebie, a oni znajdowali się na samym końcu tej kolumny. Najlepsze miejsce z możliwych, śnieg uderzał im w twarze, bo jechali szybko, bardzo szybko. Linia się napinała, raz skręcali bardziej lewo, raz w prawo, poruszali się naprawdę szybko, miała wrażenie, że czas się zatrzymał, słyszała śmiech, sama się śmiała, to była naprawdę wyśmienita zabawa, najlepsza z możliwych.
Niemalże się przewrócili bo grunt był nierówny, udało im się jednak jakoś wyrównać sanie, przynajmniej przy pierwszej takiej sytuacji, za drugą było nieco gorzej. Płozy oderwały się nad ziemią bardzo wysoko, wysoko wysoko - prawie, że do nieba, oni podskoczyli na saniach, a kiedy spadli to już nie na sanie, tylko na ziemię. Konie ruszyły do przodu, sanki również, tylko, że bez nich.
Yaxley śmiała się w głos, do rozpuku, kiedy wylądowała tyłkiem na lodzie, chociaż nie było to najbardziej przyjemnym uczuciem, mimo wszystko uważała samą sytuację, za całkiem zabawną.
- Dobra, oni nas odbiorą, jak będą wracać, tata się nie zatrzyma, mamy czas dla siebie! - To też było ekstra, nie wiadomo przecież kiedy wrócą, nikt nie będzie ich tutaj pilnował. - Lepimy bałwana, już! Szybko, szybko, nie uwierzą, że daliśmy radę tak szybko go zrobić. - Prosta sprawa, skoro zakończyli kulig na tym etapie, to mogli znaleźć sobie nową rozrywkę na tę chwilę. Jak powiedziała tak też zrobiła, nachyliła się nad ziemią, w sumie to nad jedną z zasp, i zaczęła zbierać śnieg, by stworzyć pierwszą, wielką kulę, która miała być jego podstawą.