24.12.2025, 08:06 ✶
z Astorią idziemy do drinków
Sprawa Heli była zwyczajnie skomplikowana. Niby wciąż istniała na granicy rodziny, ale nie znalazła się tam bez powodu, a rozmawianie o niej wśród gości i w posiadłości Lestrangów, cóż, mogło zwyczajnie zostać podchwycone przez kogoś nieodpowiedniego i tylko napędzać niestworzone plotki, a nikt tego nie chciał.
Dalsze słowa Astorii natomiast, skwitował częściowo milczeniem. Nie było w nich złych zamiarów, wiedział o tym przecież aż za dobrze, a wyrzucone w przestrzeń zostały pewnie z zakłopotania i jakiejś takiej potrzeby zbycia sytuacji. Ale pod ciszą rozwijały się warstwy kompleksów, które nosił w sobie Rowle.
Byli przyjaciółmi, prawda? Przyjaciele nie obcałowywali się przy innych, nawet pod wpływem eliksirów. Obydwoje byli też z czystokrwistych rodzin, a to z kolej znaczyło kolejne nieprzyjemne konsekwencje i równie szybko rozrastające się plotki, gdyby ktoś ich rozpoznał. Ale od kiedy Smocza Łuska faktycznie zaciążyła na świadomości Leviego, dotykały go momenty kiedy ktoś aż tak wzbraniał się od bliskości, nawet jeśli od sam nigdy z tą osobą by nie zainicjował. Brzydził się momentami siebie, kiedy patrzył w lustro, a z odbicia spoglądały na niego pionowe źrenice i mrugała trzecia powieka. Brzydził się, kiedy spoglądał na wspinającą się po skórze drobną, szarą łuskę która powoli, ale systematycznie szpeciła coraz większe połacie jego ciała. Rowle mogli być dumni ze swojego powiązania ze smokami, mogli uważać się za smoki, ale Leviathan nie posiadał złudzeń co do tego, jak ludzie na klątwy reagowali. Jak reagowali na niego. Nie wszyscy, oczywiście, ale każdy cień emocji, która mogłaby się kojarzyć z jego własnym obrzydzeniem, coś w nim poruszała. Dodawała kropli do czary goryczy. Może też dlatego tak bardzo uciekał w cielesne uciechy, w bliskości znajdując pewnego rodzaju ukojenie, które utwierdzało go w przekonaniu że nie zmieniał się w potwora.
- Smok byłby aż zanadto oczywisty, nie uważasz? - zapytał, uśmiechając się do niej przelotnie. - Gdybym kogoś z taką zobaczył, zaraz bym się zastanawiał czy to nie jakiś mój krewny - prychnął rozbawiony, oferując jej ramię, zgniatając wszelkie wątpliwości i rozterki, które mogły go teraz nawiedzać. Mąż, ciekawe. Ciekawe co by powiedziała gdyby wiedziała, że teoretycznie miał żonę. To był wypadek, oczywiście. Taki, który należało pośpiesznie rozwiązać. - Zawsze uważałem, że zabija to odrobinę indywidualność. Pasujące stroje w sensie - pokręcił głową, zgadzając się bez słowa na skierowanie do baru i zaraz ruszając w tamtą stronę.
!balmaskowy
Sprawa Heli była zwyczajnie skomplikowana. Niby wciąż istniała na granicy rodziny, ale nie znalazła się tam bez powodu, a rozmawianie o niej wśród gości i w posiadłości Lestrangów, cóż, mogło zwyczajnie zostać podchwycone przez kogoś nieodpowiedniego i tylko napędzać niestworzone plotki, a nikt tego nie chciał.
Dalsze słowa Astorii natomiast, skwitował częściowo milczeniem. Nie było w nich złych zamiarów, wiedział o tym przecież aż za dobrze, a wyrzucone w przestrzeń zostały pewnie z zakłopotania i jakiejś takiej potrzeby zbycia sytuacji. Ale pod ciszą rozwijały się warstwy kompleksów, które nosił w sobie Rowle.
Byli przyjaciółmi, prawda? Przyjaciele nie obcałowywali się przy innych, nawet pod wpływem eliksirów. Obydwoje byli też z czystokrwistych rodzin, a to z kolej znaczyło kolejne nieprzyjemne konsekwencje i równie szybko rozrastające się plotki, gdyby ktoś ich rozpoznał. Ale od kiedy Smocza Łuska faktycznie zaciążyła na świadomości Leviego, dotykały go momenty kiedy ktoś aż tak wzbraniał się od bliskości, nawet jeśli od sam nigdy z tą osobą by nie zainicjował. Brzydził się momentami siebie, kiedy patrzył w lustro, a z odbicia spoglądały na niego pionowe źrenice i mrugała trzecia powieka. Brzydził się, kiedy spoglądał na wspinającą się po skórze drobną, szarą łuskę która powoli, ale systematycznie szpeciła coraz większe połacie jego ciała. Rowle mogli być dumni ze swojego powiązania ze smokami, mogli uważać się za smoki, ale Leviathan nie posiadał złudzeń co do tego, jak ludzie na klątwy reagowali. Jak reagowali na niego. Nie wszyscy, oczywiście, ale każdy cień emocji, która mogłaby się kojarzyć z jego własnym obrzydzeniem, coś w nim poruszała. Dodawała kropli do czary goryczy. Może też dlatego tak bardzo uciekał w cielesne uciechy, w bliskości znajdując pewnego rodzaju ukojenie, które utwierdzało go w przekonaniu że nie zmieniał się w potwora.
- Smok byłby aż zanadto oczywisty, nie uważasz? - zapytał, uśmiechając się do niej przelotnie. - Gdybym kogoś z taką zobaczył, zaraz bym się zastanawiał czy to nie jakiś mój krewny - prychnął rozbawiony, oferując jej ramię, zgniatając wszelkie wątpliwości i rozterki, które mogły go teraz nawiedzać. Mąż, ciekawe. Ciekawe co by powiedziała gdyby wiedziała, że teoretycznie miał żonę. To był wypadek, oczywiście. Taki, który należało pośpiesznie rozwiązać. - Zawsze uważałem, że zabija to odrobinę indywidualność. Pasujące stroje w sensie - pokręcił głową, zgadzając się bez słowa na skierowanie do baru i zaraz ruszając w tamtą stronę.
!balmaskowy
We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast