24.12.2025, 11:55 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.01.2026, 15:23 przez Anthony Shafiq.)
Bywały takie momenty, że Anthony zapominał się w swoim magicznym talencie do języków. Taki moment miał miejsce i teraz, kiedy skojarzenia ze słoneczną Italią były zbyt silne, by od łaciny nie przeszedł do włoskiego. Jonathan pochylił się ku niemu i zaczął... zamawiać kawę z rogalikiem i Shafiq potrzebował momentu, żeby zrozumieć co właściwie się wydarzyło. Kącik ust zadrgał mu ku górze, gdy przyjął tą wypchanioną karnawałem uwagę o tym, że może jednak nie mówi po angielsku, jak mu się wydawało. Fukanie Hannibala zdawało się niknąć gdzieś w przestrzeni dźwiękowej biura.
–Scusi..., przepraszam. A po zakupie jak mniemam... kawa i croisanty?. – Było coś przyjemnego w tej grze słów, było coś szalenie przykrego, jak echo życia, które nie miało prawa już wrócić.
Zdjęcia były takie jak większość fotografii mugolskich apartamentów, nie wzbudzały więc w Anthonym nic więcej ponad wrodzoną nieufność.
– Były wykonane przed czy po pożarze? – zapytał już po angielsku, obdarzając obsługującą ich osobę ściągniętymi brwiami i tonem wyzbytym jakiejkolwiek ufności. Lekko zeszklone oczy obserwowały też plany, podejmowały próbę uchwycenia ścieżek ucieczki... tak na wszelki wypadek.
–Nie jestem pewien, czy to dobre miejsce. Ewentualna ewakuacja może być urudniona przez wzgląd na wysokość. Ciężko też w mugolskich mieszkaniach instalować kominki. Z resztą teraz z kominkami ogólnie może być problem. – Zauważył tym razem po francusku, aby nikt nie czuł się wykluczony z konwersacji poza pośrednikiem, którego mugolskim uszom można było tego oszczędzić. Z drugiej strony widział, ze chłopak właściwie jest już zdecydowany, cóż więcej potrzebował wiedzieć od nich, nić ewentualnej rady?
–Scusi..., przepraszam. A po zakupie jak mniemam... kawa i croisanty?. – Było coś przyjemnego w tej grze słów, było coś szalenie przykrego, jak echo życia, które nie miało prawa już wrócić.
Zdjęcia były takie jak większość fotografii mugolskich apartamentów, nie wzbudzały więc w Anthonym nic więcej ponad wrodzoną nieufność.
– Były wykonane przed czy po pożarze? – zapytał już po angielsku, obdarzając obsługującą ich osobę ściągniętymi brwiami i tonem wyzbytym jakiejkolwiek ufności. Lekko zeszklone oczy obserwowały też plany, podejmowały próbę uchwycenia ścieżek ucieczki... tak na wszelki wypadek.
–Nie jestem pewien, czy to dobre miejsce. Ewentualna ewakuacja może być urudniona przez wzgląd na wysokość. Ciężko też w mugolskich mieszkaniach instalować kominki. Z resztą teraz z kominkami ogólnie może być problem. – Zauważył tym razem po francusku, aby nikt nie czuł się wykluczony z konwersacji poza pośrednikiem, którego mugolskim uszom można było tego oszczędzić. Z drugiej strony widział, ze chłopak właściwie jest już zdecydowany, cóż więcej potrzebował wiedzieć od nich, nić ewentualnej rady?