24.12.2025, 12:01 ✶
Dora nie była taka mała, ale momentami czuła się bardzo, ale to bardzo malutka. Była przecież tylko pyłkiem, wobec całego wszechświata. Częścią natury, która w końcu przeminie by mogło narodzić się co zupełnie nowego. Teraz jednak czuła się jeszcze mniejsza, szczególnie w momencie kiedy Millie objęła ją ramionami.
Spalona Noc wróciła do niej, przyglądając się jej złowrogo i ubrana w charakterystyczną maskę. To jak Voldemort ubierał swoich wyznawców, zdawało się niezwykle przemyślane. Nie chodziło o to jak szaty ukrywały kim byli, a raczej o sam efekt. Czarne, poszarpane cienie z koszmarów, które przemykały wśród mroku, gotowe nagle z niego wyskoczyć. Napadały, niszczyły, wdzierały się do głowy i nie dawały spokoju.
Dziewczyna zadrżała z pierwszym oddechem, czując jak oczy na nowo robią się wilgotne, jak coś nią wstrząsa, a w środku na nowo rodzi się jakiś ból, a może zbyt silne jego wspomnienie. Ale nie zamknęła się w sobie, nie skuliła w pełni i nie poddała żalowi, zamiast tego podejmując historię. Opowiedziała Millie jak trafiła na ulicę, jak bardzo nierozsądnie, mimo że Brenna przecież ją przestrzegała. Jak stanął na przeciwko niej śmierciożerca i zapytał, tak okropnie zwyczajnie, czy się zgubiła. Oh, jaka ona się czuła wtedy zagubiona, dokładnie tak samo jak czuła się teraz. Mówiła tym odległym tonem straumatyzowanej osoby, która nie opisuje tego co działo się w czasie przeszłym, a przeprowadzała przez wszystko Moody, jakby to było tu i teraz i naokoło niej. Opowiedziała, jak próbowała się bronić, ale nie była w stanie. Jak cruciatus uderzył w nią nie raz, a dwa razy i jak czuła że coś w niej pęka. Bolało tak strasznie, tak rozdzierająco, jakby co najmniej ktoś rozdzierał ją od środka i miała wrażenie, ze ten ból wciąż niej jest i nigdy go nie zapomni. A potem przeszła do muru i kiedy siedząc pod nim tak bardzo już nie wiedziała co ma zrobić. Pewnie gdyby się wtedy teleportowała, to od rozszczepienia straciłaby głowę. Cała się trzęsła i nie mogła tego opanować...
- A potem... - wyszeptała cicho. - A potem przypomniałam sobie o tym gwizdku z Lammas i w niego dmuchnęłam. I on zadziałał Mills. On zadziałał i przybiegli brygadziści. Znałam nawet jednego z nich, to był mój kolega ze szkoły...
Spalona Noc wróciła do niej, przyglądając się jej złowrogo i ubrana w charakterystyczną maskę. To jak Voldemort ubierał swoich wyznawców, zdawało się niezwykle przemyślane. Nie chodziło o to jak szaty ukrywały kim byli, a raczej o sam efekt. Czarne, poszarpane cienie z koszmarów, które przemykały wśród mroku, gotowe nagle z niego wyskoczyć. Napadały, niszczyły, wdzierały się do głowy i nie dawały spokoju.
Dziewczyna zadrżała z pierwszym oddechem, czując jak oczy na nowo robią się wilgotne, jak coś nią wstrząsa, a w środku na nowo rodzi się jakiś ból, a może zbyt silne jego wspomnienie. Ale nie zamknęła się w sobie, nie skuliła w pełni i nie poddała żalowi, zamiast tego podejmując historię. Opowiedziała Millie jak trafiła na ulicę, jak bardzo nierozsądnie, mimo że Brenna przecież ją przestrzegała. Jak stanął na przeciwko niej śmierciożerca i zapytał, tak okropnie zwyczajnie, czy się zgubiła. Oh, jaka ona się czuła wtedy zagubiona, dokładnie tak samo jak czuła się teraz. Mówiła tym odległym tonem straumatyzowanej osoby, która nie opisuje tego co działo się w czasie przeszłym, a przeprowadzała przez wszystko Moody, jakby to było tu i teraz i naokoło niej. Opowiedziała, jak próbowała się bronić, ale nie była w stanie. Jak cruciatus uderzył w nią nie raz, a dwa razy i jak czuła że coś w niej pęka. Bolało tak strasznie, tak rozdzierająco, jakby co najmniej ktoś rozdzierał ją od środka i miała wrażenie, ze ten ból wciąż niej jest i nigdy go nie zapomni. A potem przeszła do muru i kiedy siedząc pod nim tak bardzo już nie wiedziała co ma zrobić. Pewnie gdyby się wtedy teleportowała, to od rozszczepienia straciłaby głowę. Cała się trzęsła i nie mogła tego opanować...
- A potem... - wyszeptała cicho. - A potem przypomniałam sobie o tym gwizdku z Lammas i w niego dmuchnęłam. I on zadziałał Mills. On zadziałał i przybiegli brygadziści. Znałam nawet jednego z nich, to był mój kolega ze szkoły...
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.