24.12.2025, 20:52 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.12.2025, 20:54 przez Brenna Longbottom.)
– Uważaj, Bulstrode po swoim eliksirze miał ochotę zamordować pierwszego Lestrange’a, który wpadnie mu w ręce. Chociaż teraz może mu już przeszło. Ale te maski to było genialne posunięcie, widziałam na przykład kogoś całującego na wejściu powietrze, tak przynajmniej nie wiadomo, kto to był – mówiła Brenna przyciszonym tonem do Victorii, gdy przy akompaniamencie szelestu sukien weszły do jednej z łazienek, które udostępniono gościom. – Z ciekawostek, usłyszałam też, że podobno macie topielce kręcące się po ogrodzie, ale kto inny wspominał o wampirzycach i wilkołakach, przechadzających się tutaj nocami, więc… – Kąciki ust drgnęły jej lekko, gdy powiedziała o tych wampirzycach i wilkołakach. Być może swego czasu zobaczył je jakiś ogrodnik, który nie mógł zasnąć i wybrał się na nocną przechadzkę, a teraz legenda zataczała coraz większe kręgi.
Była zmęczona tym balem trochę bardziej niż zwykle tego typu przyjęciami, i to wcale nie z powodu eliksirów, po które przecież sama nie sięgnęła. Wyjście do łazienki dawało szansę nie tylko na poprawienie fryzury, bo pojedyncze kosmyki zaczynały powoli wymykać się z niewoli spinek, ale też choć na moment opuszczenia tłumu i oddalenia się od źródła dźwięków.
Widząc w środku młodą dziewczynę, może nawet nastolatkę jeszcze, uśmiechnęła się odruchowo – maska nie zakrywała jej dolnej części twarzy, więc było to widoczne. Nie rozpoznała dziewczyny, bo choć kojarzyła nazwisko, pojawiające się pod obrazami, wystawianymi latem na koncercie Muzy, to samej Lyssie Dolohov nie miała dotąd okazji się przyjrzeć na tyle, by rozpoznać ją w tym stroju i makijażu, nawet jeżeli ta odłożyła maskę na bok.
– Świetny makijaż – rzuciła krótko, skoro zdjęta maska nie skrywała kresek, wykonanych wokół oczu. Sama podeszła do umywalki obok i wysunęła z włosów jedną ze srebrzystych spinek, by lepiej pochwycić włosy, które miewały tendencje do nieposłuszeństwa, nawet jeżeli teraz w ryzykach trzymała je częściowo Ulizanna, nałożona w bardzo dużych ilościach.
Była zmęczona tym balem trochę bardziej niż zwykle tego typu przyjęciami, i to wcale nie z powodu eliksirów, po które przecież sama nie sięgnęła. Wyjście do łazienki dawało szansę nie tylko na poprawienie fryzury, bo pojedyncze kosmyki zaczynały powoli wymykać się z niewoli spinek, ale też choć na moment opuszczenia tłumu i oddalenia się od źródła dźwięków.
Widząc w środku młodą dziewczynę, może nawet nastolatkę jeszcze, uśmiechnęła się odruchowo – maska nie zakrywała jej dolnej części twarzy, więc było to widoczne. Nie rozpoznała dziewczyny, bo choć kojarzyła nazwisko, pojawiające się pod obrazami, wystawianymi latem na koncercie Muzy, to samej Lyssie Dolohov nie miała dotąd okazji się przyjrzeć na tyle, by rozpoznać ją w tym stroju i makijażu, nawet jeżeli ta odłożyła maskę na bok.
– Świetny makijaż – rzuciła krótko, skoro zdjęta maska nie skrywała kresek, wykonanych wokół oczu. Sama podeszła do umywalki obok i wysunęła z włosów jedną ze srebrzystych spinek, by lepiej pochwycić włosy, które miewały tendencje do nieposłuszeństwa, nawet jeżeli teraz w ryzykach trzymała je częściowo Ulizanna, nałożona w bardzo dużych ilościach.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.