Uważała się za kogoś spostrzegawczego, ale jednak przez lata nie zauważyła, że Dægberht patrzy na nią jakoś inaczej, że w jego spojrzeniu jest coś więcej ponad przyjaźń, jaka łączyła ich od lat – niezależnie od tego, jak długo się nie widzieli.
– Wejdź chociaż na chwilę – odsunęła się, by go wpuścić i zauważyła w jego torbie znacznie więcej fiolek, i jakoś jej się nie wydało, że nie chodził z nimi ot tak i być może chce je wręczyć innym mu bliskim ludziom, jak jej ten syrop do herbaty. Ścisnęła mocniej swoją fiolkę w dłoni i za chwilę poczuła jak miękki puszek (czarny kociak) otarł się jej o nogę i musiała się schylić, by wziąć Lunę na ręce, by tej nie przyszło do głowy, żeby wyjść na zewnątrz. Flinty wyglądał dobrze. – Chciałam ci podziękować jeszcze za informację o statku, nie zdążyłam ci odpisać, a potem jakoś zapomniałam – mruknęła. – Za tę informację nikt się nie pogniewa, że sobie wziąłeś róże do domu.