25.12.2025, 08:59 ✶
- O ile już nie zżarły - dodał, absolutnie nie przejmując się romantycznością otaczającej ich scenerii. Mieli bowiem cel - oranżeria, a dokładniej rzecz ujmując, to co potencjalnie mogło znajdować się w sadzawce, która tam się znajdowała.
Kwiatki, same w sobie, wyglądały raczej ładnie, a przynajmniej unikatowo. Atreus nie był jednak nigdy przesadnym pasjonatem przyrody, nie na tyle by ani teraz, ani kiedykolwiek indziej, garnąć się do nadmiernego doceniania jej uroków. Prędzej już poszedłby grzebać w tych różach żeby sprawdzić, czy coś było z nimi nie tak, ale czy faktycznie coś im dolegało oprócz nietypowego koloru? Pewnie nie, bo gdyby było inaczej to Maida Vale już dawno stałaby zamknięta, a ogród rozkopaliby albo aurorzy albo Departament Tajemnic.
Wykorzystywał chwilę na świeżym powietrzu i spacer w kierunku przeszklonego budynku, by wyciągnąć z wewnętrznej kieszeni papierośnicę i zapalić jednego z upchanych do niej papierosów. Ale spojrzenie mimo wszystko błądziło; po rozrastających się krzewach, płożących tak samo po ziemi, jak i wijących się po wszystkim co wzrastało do góry. Różane krzewy oplatały posągi, ławeczki i ściany budynków. Pewnie gdyby tylko dać im szansę, to zakryłyby całe niebo; to tego wieczora wydawało się wyjątkowo czyste, przynajmniej w tym momencie, a nawet dało się dostrzec na nim gwiazdy. Atreus patrzył przez chwilę na ciemny nieboskłon, idąc wciąż przed siebie nieśpiesznym krokiem i zwracając uwagę na najjaśniej świecącą tam gwiazdę. Nie miał bladego pojęcia jak mogła się nazywać, bo na wieżę astronomiczną to chodziło się z dziewczynami żeby wygadywać głupoty, z kolegami żeby zakładać się który skoczy z niej z miotłą w ręku i najpóźniej nad ziemią się poderwie, a już na pewno nie po to żeby uczyć się tych wszystkich gwiazdozbiorów.
- Całować to tam jeszcze... Ważne, że nikt nikomu się nie oświadczał, prawda? - prychnął, zerkając na nią kątem oka. - A czy mi się podoba to w sumie nie wiem. Ładne, takie czarne, ale nie powiedziałbym że chciałbym je sobie sadzić w ogrodzie, gdybym jakkolwiek kwalifikował się do robót ogrodniczych. Ewentualnie mogę powiedzieć ci tak: nawet po zmianach nie jest tak zniewalające, jak moja partnerka. Jak wypadłem?
Kwiatki, same w sobie, wyglądały raczej ładnie, a przynajmniej unikatowo. Atreus nie był jednak nigdy przesadnym pasjonatem przyrody, nie na tyle by ani teraz, ani kiedykolwiek indziej, garnąć się do nadmiernego doceniania jej uroków. Prędzej już poszedłby grzebać w tych różach żeby sprawdzić, czy coś było z nimi nie tak, ale czy faktycznie coś im dolegało oprócz nietypowego koloru? Pewnie nie, bo gdyby było inaczej to Maida Vale już dawno stałaby zamknięta, a ogród rozkopaliby albo aurorzy albo Departament Tajemnic.
Wykorzystywał chwilę na świeżym powietrzu i spacer w kierunku przeszklonego budynku, by wyciągnąć z wewnętrznej kieszeni papierośnicę i zapalić jednego z upchanych do niej papierosów. Ale spojrzenie mimo wszystko błądziło; po rozrastających się krzewach, płożących tak samo po ziemi, jak i wijących się po wszystkim co wzrastało do góry. Różane krzewy oplatały posągi, ławeczki i ściany budynków. Pewnie gdyby tylko dać im szansę, to zakryłyby całe niebo; to tego wieczora wydawało się wyjątkowo czyste, przynajmniej w tym momencie, a nawet dało się dostrzec na nim gwiazdy. Atreus patrzył przez chwilę na ciemny nieboskłon, idąc wciąż przed siebie nieśpiesznym krokiem i zwracając uwagę na najjaśniej świecącą tam gwiazdę. Nie miał bladego pojęcia jak mogła się nazywać, bo na wieżę astronomiczną to chodziło się z dziewczynami żeby wygadywać głupoty, z kolegami żeby zakładać się który skoczy z niej z miotłą w ręku i najpóźniej nad ziemią się poderwie, a już na pewno nie po to żeby uczyć się tych wszystkich gwiazdozbiorów.
- Całować to tam jeszcze... Ważne, że nikt nikomu się nie oświadczał, prawda? - prychnął, zerkając na nią kątem oka. - A czy mi się podoba to w sumie nie wiem. Ładne, takie czarne, ale nie powiedziałbym że chciałbym je sobie sadzić w ogrodzie, gdybym jakkolwiek kwalifikował się do robót ogrodniczych. Ewentualnie mogę powiedzieć ci tak: nawet po zmianach nie jest tak zniewalające, jak moja partnerka. Jak wypadłem?