25.12.2025, 09:32 ✶
z Helloise
Cierpienie roztaczało się dookoła nich, a Leviathan wydawał się zwyczajnie nie zwracać na nie uwagi. Smutne, zmęczone oczy, jeszcze marniejsze treści karteczek, które niektórzy ustawiali na swoich straganach, jakby mieli tym wzbudzić w kimkolwiek litość. Niektórzy pewnie się na to łapali, ale on ani nie czuł narastającego współczucia, ani nie podsycało to nudności.
Dlaczego ich nie zabili? Pytanie powinno chyba raczej brzmieć, czemu Czarny Pan ich oszczędził. Czemu nie zaklął ognia tak, by ścigała wszystkich zbyt słabych, połykając ich w całości i zostawiając za sobą tylko poczerniałe kości. Ale może gdyby zapytała, mógłby odpowiedzieć jej wtedy - bo nie miałby się kto bać. Nie można było ludzi ograbić ze wszystkiego, bo kiedy nie mieli nic do stracenia, mogli stać się niebezpieczni. Słabi natomiast, ciągnęli silnych w dół - tych, którzy sprzeciwiali się wizji Mistrza. Nakreślali moralność, którą lepsi od nich i wciąż troszczący się, musieli przestrzegać.
Słabi musieli przeżyć, żeby ktoś mógł na nich żerować.
- Jarmark jak jarmark. Pieniądz trafi do dłoni i do kieszeni. Można na nim zacisnąć palce. Modlitwę musisz oddać Matce. Kolejna strata - mruknął beznamiętnie. Inna sprawa, że Matka nie słuchała, bo czemu by miała? Wraz za nią podążała Dziewica i Starucha, jakby trzy oblicza miały być tak samo bezwzględne. - Ja potrzebuję tych spalonych jabłek. To jedyne, co mnie tutaj faktycznie ciekawi. Jeśli okażą się nie warte sykla, to przynajmniej zrobisz z nich dżem. Idealnie na zbliżającą się zimę, a mnie ostatnio w snach tylko sypie śniegiem. Zamiecie i zawieruchy, które na nowo przykrywają Snowdonię bielą.
We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast