25.12.2025, 13:08 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.12.2025, 13:30 przez Baldwin Malfoy.)
Takie bycie wiewiórką musiało być fajne.
Pomyślała gloulka, obracając w rączkach otrzymany prezent. Taki piękny. I tylko dla niej! Wiewiórki mieszkały w drzewach i mogły po nich się wspinać i skakać, a Frida nie mogła. Znaczy mogła, ale tylko kiedy mama nie widziała. Chociaż tam gdzie mieszkali nie było dużo drzew. Ale były murki i krawężniki i niektóre chłopaki to nawet potrafili się wspinać po ścianach. Wtykali palce między cegły i włazili na parapety! A raz to nawet zrzucili całą doniczkę z kwiatkami. Ojej jakie to było straszne. A potem stara pani Fletcherowa krzyczała i machała na nich laską. A raz to nawet poskarżyła na nią tacie! Jak ta taka sześćdziesiona! Frida była bardzo oburzona, ale tata się tylko śmiał, a potem kazał jej obiecać, że się wspinać nie będzie, bo przecież nie jest wcale małpką. Z tym argumentem się kłócić nie mogła, a przy tym tata powiedział, że wcale mamie nie powie, więc obiecała. I już się wcale nie wspinała. Ale jakby była wiewióreczką to Fletcherowa by się nie mogła na nią złościć.
Mama kazała podziękować, więc ghoulka jeszcze raz bardzo mocno mocno przytuliła się do spódnicy nie-mamy Heli, po czym podskakując radośnie (aż jej się tiara przekrzywiła) pobiegła do taty.
Malfoy nie dawał tego po sobie poznać, ale nie lubił, kiedy Frida się oddalała. Nawet jeśli powtarzał Lorraine, że swoboda Młodej dobrze zrobi, a Nokturn jest jednym z najlepszych placów zabaw jakie to dziecko mogło dostać, tak w innych częściach Londynu wcale nie był tak chętny do puszczania jej wolno.
Dlatego odetchnął z ulgą dopiero, gdy Frida zaczęła go ciągnąć za rąbek szaty, żeby pochwalić się swoją nową wiewióreczką. Więc kucnął przy niej, podobnie jak Lorraine i wyciągnął ręce do córki. Ghoulka postanowiła się przytulić. Wszystko super, tylko zrobiła to z taką ekscytacją, że przywaliła figurką Baldwinowi prosto w ledwo co zagojony nos.
Aż mu pociemniało przed oczami. Zagryzł zęby, mnąc w ustach parę przekleństw.
Frida natychmiast cofnęła rączkę, wpatrując się w tatę z szaloną skruchą. Nie chciała! Naprawdę nie chciała. Skuliła się w sobie, wydęła drżące usteczka, gotowa rozpłakać się tu i teraz.
- Hela, możesz na przyszłość nie dawać mojemu dziecku broni do ręki?- Westchnął cierpiętniczo, dociskając palcami nasadę nosa. Chwała bogom, że ghoulka miała w sobie siły tyle co przeciętny puszek pigmejski, więc i ciosy wyprowadzała równie mordercze. Otarł więc wierzchnią część dłoni zbierające się w nozdrzach krople krwi.
- No dobrze, już dobrze.- Mruknął, zdejmując jej z głowy tiarę, która ewidentnie przeszkadzała Fridzie się przytulić. Oddał nakrycie głowy w ręce siostry. Podniósł się, biorąc dziewczynkę na ręce, która natychmiast objęła Baldwina za szyję, kryjąc zawstydzona buźkę w jego kołnierzu.
- Pożegnaj się ładnie z ciocią Helą.
Parsknął śmiechem, gdy dziewczynka tylko wyciągnęła rączkę i zamachała nią mniej więcej w kierunku Helloise. Wcale jej się nie podobało, że musieli już iść. Zaraz pewnie mama powie, że Frida jest bardzo zmęczona i trzeba wracać do domu. A to nie było prawda. Wcale nie była zmęczona. Nic, a nic. Westchnęła głęboko, wciskając noc mocniej w ramię Baldwina.
- Wpadnij do nas chociaż na moment, Hell. Scarlett też się ucieszy, że cię zobaczy.- Powiedział jeszcze. Może i nie czuł się najlepiej, ale dziecko jeszcze na rękach był w stanie utrzymać. Zwłaszcza, że panienka nawet się specjalnie nie wierciła. Zerknął jeszcze na córkę kątem oka i zniżył nieco głos. Najwyraźniej zaczęła przysypiać. Nic dziwnego, w końcu tyle emocji wykończyłoby każdego, co dopiero takiego małego ghoulka- Wezmę ją jeszcze zobaczyć ołtarz bliżej, a potem do domu. Idziecie z nami?
Zaczekał jeszcze na odpowiedź obu dziewczyn i ruszył w stronę złożonych w tym roku darów i krzątających się tam kapłanów...
Nie wiem czy będą dziewczyny tu jeszcze odpisywać, ale Baldwin na pewno opuszcza kowen.
EDIT: Wychodzi razem z Lorraine Malfoy.
Pomyślała gloulka, obracając w rączkach otrzymany prezent. Taki piękny. I tylko dla niej! Wiewiórki mieszkały w drzewach i mogły po nich się wspinać i skakać, a Frida nie mogła. Znaczy mogła, ale tylko kiedy mama nie widziała. Chociaż tam gdzie mieszkali nie było dużo drzew. Ale były murki i krawężniki i niektóre chłopaki to nawet potrafili się wspinać po ścianach. Wtykali palce między cegły i włazili na parapety! A raz to nawet zrzucili całą doniczkę z kwiatkami. Ojej jakie to było straszne. A potem stara pani Fletcherowa krzyczała i machała na nich laską. A raz to nawet poskarżyła na nią tacie! Jak ta taka sześćdziesiona! Frida była bardzo oburzona, ale tata się tylko śmiał, a potem kazał jej obiecać, że się wspinać nie będzie, bo przecież nie jest wcale małpką. Z tym argumentem się kłócić nie mogła, a przy tym tata powiedział, że wcale mamie nie powie, więc obiecała. I już się wcale nie wspinała. Ale jakby była wiewióreczką to Fletcherowa by się nie mogła na nią złościć.
Mama kazała podziękować, więc ghoulka jeszcze raz bardzo mocno mocno przytuliła się do spódnicy nie-mamy Heli, po czym podskakując radośnie (aż jej się tiara przekrzywiła) pobiegła do taty.
—
Malfoy nie dawał tego po sobie poznać, ale nie lubił, kiedy Frida się oddalała. Nawet jeśli powtarzał Lorraine, że swoboda Młodej dobrze zrobi, a Nokturn jest jednym z najlepszych placów zabaw jakie to dziecko mogło dostać, tak w innych częściach Londynu wcale nie był tak chętny do puszczania jej wolno.
Dlatego odetchnął z ulgą dopiero, gdy Frida zaczęła go ciągnąć za rąbek szaty, żeby pochwalić się swoją nową wiewióreczką. Więc kucnął przy niej, podobnie jak Lorraine i wyciągnął ręce do córki. Ghoulka postanowiła się przytulić. Wszystko super, tylko zrobiła to z taką ekscytacją, że przywaliła figurką Baldwinowi prosto w ledwo co zagojony nos.
Aż mu pociemniało przed oczami. Zagryzł zęby, mnąc w ustach parę przekleństw.
Frida natychmiast cofnęła rączkę, wpatrując się w tatę z szaloną skruchą. Nie chciała! Naprawdę nie chciała. Skuliła się w sobie, wydęła drżące usteczka, gotowa rozpłakać się tu i teraz.
- Hela, możesz na przyszłość nie dawać mojemu dziecku broni do ręki?- Westchnął cierpiętniczo, dociskając palcami nasadę nosa. Chwała bogom, że ghoulka miała w sobie siły tyle co przeciętny puszek pigmejski, więc i ciosy wyprowadzała równie mordercze. Otarł więc wierzchnią część dłoni zbierające się w nozdrzach krople krwi.
- No dobrze, już dobrze.- Mruknął, zdejmując jej z głowy tiarę, która ewidentnie przeszkadzała Fridzie się przytulić. Oddał nakrycie głowy w ręce siostry. Podniósł się, biorąc dziewczynkę na ręce, która natychmiast objęła Baldwina za szyję, kryjąc zawstydzona buźkę w jego kołnierzu.
- Pożegnaj się ładnie z ciocią Helą.
Parsknął śmiechem, gdy dziewczynka tylko wyciągnęła rączkę i zamachała nią mniej więcej w kierunku Helloise. Wcale jej się nie podobało, że musieli już iść. Zaraz pewnie mama powie, że Frida jest bardzo zmęczona i trzeba wracać do domu. A to nie było prawda. Wcale nie była zmęczona. Nic, a nic. Westchnęła głęboko, wciskając noc mocniej w ramię Baldwina.
- Wpadnij do nas chociaż na moment, Hell. Scarlett też się ucieszy, że cię zobaczy.- Powiedział jeszcze. Może i nie czuł się najlepiej, ale dziecko jeszcze na rękach był w stanie utrzymać. Zwłaszcza, że panienka nawet się specjalnie nie wierciła. Zerknął jeszcze na córkę kątem oka i zniżył nieco głos. Najwyraźniej zaczęła przysypiać. Nic dziwnego, w końcu tyle emocji wykończyłoby każdego, co dopiero takiego małego ghoulka- Wezmę ją jeszcze zobaczyć ołtarz bliżej, a potem do domu. Idziecie z nami?
Zaczekał jeszcze na odpowiedź obu dziewczyn i ruszył w stronę złożonych w tym roku darów i krzątających się tam kapłanów...
Nie wiem czy będą dziewczyny tu jeszcze odpisywać, ale Baldwin na pewno opuszcza kowen.
EDIT: Wychodzi razem z Lorraine Malfoy.
Postacie opuszczają sesję