25.12.2025, 19:01 ✶
– Biorąc pod uwagę, że prawdopodobnie ktoś nawiózł je tajemniczymi, czarnoksięskimi eliksirami, to nie jest wykluczone. Ale nie rozpowiadaj o tym na prawo i lewo, pewnie Lestrangowie wolą nie zasiewać paniki – odparła Brenna, całkiem poważnie. Wspomniała o fiolce Victorii, która z kolei miała z tym iść do Harper, więc sprawa trafiła już i do aurorów, i do rodziny Lestrangów, a kto wie, co znaleźli tutaj jeszcze…
Czy brała pod uwagę, że fiolki zakopał ktoś z rodziny? Tak. Ale akurat do toczenia takiego śledztwa samodzielnie nie miała nie tyleż uprawnień (to wszak nigdy jej nie powstrzymywało) ile odpowiednich zdolności: wypadałoby wiedzieć cokolwiek o botanice i eliksirach.
– Mówili o stawie w oranżerii? Wiem, że jeden jest tam za krzakami, ale może w środku mają jakiś mniejszy…
Oderwała spojrzenie od nieba, przenosząc wzrok na oranżerię, po której ścianach też pięły się róże. Nie znała się na kwiatach bardziej niż na gwiazdach, ale nawet to, że te wyrastały w tak wielu postaciach, tu pnące, tam po prostu kwiaty i krzewy, zdawało się już w pewien sposób nienaturalne. Pchnęła drzwi od oranżerii, najpierw ostrożnie zaglądając do środka i nasłuchując, bo istniała całkiem spora szansa, że ktoś wybrał się tam przodem i Brenna wolałaby nikomu nie przeszkodzić w… podziwianiu kwiatów.
– Skąd wiesz? Może jednak się zdarzyło? – spytała, spoglądając na niego przez ramię, a kąciki jej ust drgnęły, w czymś na kształt ledwo widocznego półuśmiechu, bo przecież wiedziała, do czego tutaj pił. – Chociaż chyba ważniejsze, żeby nikt takich oświadczyn nie przyjął. Albo nie zaciągnął od razu do kapłana, bo potem, gdyby amortencja wywietrzała, mogłoby zrobić się niezręcznie… jakby się zastanowić, to chyba pomysł na powieść.
Oczywiście, w książce wszystko skończyłoby się wielką miłością. W życiu albo cichym unieważnieniem, albo związkiem, w którym obie osoby byłyby głęboko nieszczęśliwe.
– Hm… Pięć albo sześć na dziesięć – oceniła bezlitośnie po chwili zastanowienia, chociaż wciąż uśmiechała się lekko, było więc to przekomarzanie raczej niż faktyczna opinia: zwłaszcza że doskonale wiedziała, że potrafił być naprawdę czarujący, ale chyba nie chciałaby, aby odnosił się do niej jak choćby do Lauretty na przedstawieniu. – Zależy, czy zniewalająca, bo mogłabym komuś przywalić, czy z powodu sukienki. Jeśli to pierwsze, to chyba bliżej piątki.
czy w oranżerii ktoś jest?
1 – nie
2 – tak, i ich usłyszymy
3 – tak, i ich nie usłyszymy
Czy brała pod uwagę, że fiolki zakopał ktoś z rodziny? Tak. Ale akurat do toczenia takiego śledztwa samodzielnie nie miała nie tyleż uprawnień (to wszak nigdy jej nie powstrzymywało) ile odpowiednich zdolności: wypadałoby wiedzieć cokolwiek o botanice i eliksirach.
– Mówili o stawie w oranżerii? Wiem, że jeden jest tam za krzakami, ale może w środku mają jakiś mniejszy…
Oderwała spojrzenie od nieba, przenosząc wzrok na oranżerię, po której ścianach też pięły się róże. Nie znała się na kwiatach bardziej niż na gwiazdach, ale nawet to, że te wyrastały w tak wielu postaciach, tu pnące, tam po prostu kwiaty i krzewy, zdawało się już w pewien sposób nienaturalne. Pchnęła drzwi od oranżerii, najpierw ostrożnie zaglądając do środka i nasłuchując, bo istniała całkiem spora szansa, że ktoś wybrał się tam przodem i Brenna wolałaby nikomu nie przeszkodzić w… podziwianiu kwiatów.
– Skąd wiesz? Może jednak się zdarzyło? – spytała, spoglądając na niego przez ramię, a kąciki jej ust drgnęły, w czymś na kształt ledwo widocznego półuśmiechu, bo przecież wiedziała, do czego tutaj pił. – Chociaż chyba ważniejsze, żeby nikt takich oświadczyn nie przyjął. Albo nie zaciągnął od razu do kapłana, bo potem, gdyby amortencja wywietrzała, mogłoby zrobić się niezręcznie… jakby się zastanowić, to chyba pomysł na powieść.
Oczywiście, w książce wszystko skończyłoby się wielką miłością. W życiu albo cichym unieważnieniem, albo związkiem, w którym obie osoby byłyby głęboko nieszczęśliwe.
– Hm… Pięć albo sześć na dziesięć – oceniła bezlitośnie po chwili zastanowienia, chociaż wciąż uśmiechała się lekko, było więc to przekomarzanie raczej niż faktyczna opinia: zwłaszcza że doskonale wiedziała, że potrafił być naprawdę czarujący, ale chyba nie chciałaby, aby odnosił się do niej jak choćby do Lauretty na przedstawieniu. – Zależy, czy zniewalająca, bo mogłabym komuś przywalić, czy z powodu sukienki. Jeśli to pierwsze, to chyba bliżej piątki.
czy w oranżerii ktoś jest?
1 – nie
2 – tak, i ich usłyszymy
3 – tak, i ich nie usłyszymy
Rzut 1d3 - 1
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.