25.12.2025, 19:45 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.02.2026, 17:47 przez Lana Dolohov.)
Potwierdzam swoją tożsamość, wchodzę do sali balowej i staję gdzieś z boku
Lana miała poważne wątpliwości co do tego, czy powinna pojawiać się na balu maskowym; przecież była aktualnie w żałobie po matce. Zgodnie z wpajanymi przez lata zasadami etykiety, powinna przez ten czas ograniczyć udział w hucznych imprezach. Ponadto, nawet przed śmiercią rodzicielki Dolohovówna była typem samotniczki, która nie przepadała za podobnymi wydarzeniami. Najwyraźniej jednak członkowie jej rodziny z Praw Czasu zorientowali się, że bez zewnętrznej inicjatywy dziewczyna prawdopodobnie będzie siedzieć zamknięta w pokoju, więc zachęcili ją do pójścia na bal. Za ich namową Lana ostatecznie zgodziła się i nawet poszła zamówić kostium u krawca. Kiedy jednak w końcu nadszedł dzień imprezy, zawahała się. Czy to na pewno nie było nietaktowne? Poza tym, na samą myśl o przebywanie w tłumie gości robiło jej się niedobrze. Z drugiej strony, gdyby matka żyła, zapewne chciałaby, żeby Lana pojawiła się na przyjęciu u rodziny Lestrange. Ta myśl ostatecznie zmotywowała Dolohovównę do pójścia. Zresztą, bal maskowy miał taką zaletę, że mogła wyjść wcześniej niezauważona.
Te rozterki sprawiły, że ostatecznie Lana przybyła na bal spóźniona. Przed wejściem oczywiście okazała ochroniarzom zaproszenie i uchyliła maskę, by potwierdzić swoją tożsamość. Nie była przebrana za nic konkretnego; miała a sobie elegancką, czarną sukienkę i ażurową maskę pod kolor. Był gustowny strój dla osoby w żałobie, ale jednocześnie nie na tyle charakterystyczny, by dało się ją rozpoznać. Przed wejściem do sali balowej odmówiła eliksiru. Była nauczona by uważać z magicznymi miksturami w towarzystwie. Potem widok różnych dziwnych wyczynów gości przekonał ją, że była to dobra decyzja.
Kiedy weszła na salę balową, akurat ogłaszano licytację. Na ten moment Dolohovówna nie planowała brać w niej udziału, więc postanowiła znaleźć jakieś spokojne miejsce, z którego mogła obserwować otoczenie...
!balmaskowy
Lana miała poważne wątpliwości co do tego, czy powinna pojawiać się na balu maskowym; przecież była aktualnie w żałobie po matce. Zgodnie z wpajanymi przez lata zasadami etykiety, powinna przez ten czas ograniczyć udział w hucznych imprezach. Ponadto, nawet przed śmiercią rodzicielki Dolohovówna była typem samotniczki, która nie przepadała za podobnymi wydarzeniami. Najwyraźniej jednak członkowie jej rodziny z Praw Czasu zorientowali się, że bez zewnętrznej inicjatywy dziewczyna prawdopodobnie będzie siedzieć zamknięta w pokoju, więc zachęcili ją do pójścia na bal. Za ich namową Lana ostatecznie zgodziła się i nawet poszła zamówić kostium u krawca. Kiedy jednak w końcu nadszedł dzień imprezy, zawahała się. Czy to na pewno nie było nietaktowne? Poza tym, na samą myśl o przebywanie w tłumie gości robiło jej się niedobrze. Z drugiej strony, gdyby matka żyła, zapewne chciałaby, żeby Lana pojawiła się na przyjęciu u rodziny Lestrange. Ta myśl ostatecznie zmotywowała Dolohovównę do pójścia. Zresztą, bal maskowy miał taką zaletę, że mogła wyjść wcześniej niezauważona.
Te rozterki sprawiły, że ostatecznie Lana przybyła na bal spóźniona. Przed wejściem oczywiście okazała ochroniarzom zaproszenie i uchyliła maskę, by potwierdzić swoją tożsamość. Nie była przebrana za nic konkretnego; miała a sobie elegancką, czarną sukienkę i ażurową maskę pod kolor. Był gustowny strój dla osoby w żałobie, ale jednocześnie nie na tyle charakterystyczny, by dało się ją rozpoznać. Przed wejściem do sali balowej odmówiła eliksiru. Była nauczona by uważać z magicznymi miksturami w towarzystwie. Potem widok różnych dziwnych wyczynów gości przekonał ją, że była to dobra decyzja.
Kiedy weszła na salę balową, akurat ogłaszano licytację. Na ten moment Dolohovówna nie planowała brać w niej udziału, więc postanowiła znaleźć jakieś spokojne miejsce, z którego mogła obserwować otoczenie...
!balmaskowy
She was like a star,
nothing but a beautiful echo of death.
nothing but a beautiful echo of death.