28.12.2025, 16:49 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.01.2026, 23:02 przez Hannibal Selwyn.)
Hannibal westchnął cichutko, przerwał dziubanie widelcem w talerzu i zdecydowanym ruchem podniósł do ust kubek zawierający najmocniejszy trunek. Poważny, niemal melancholijny wyraz twarzy zniknął tak nagle, jak się pojawił, zastąpiony pewnym siebie uśmiechem. Dopiero wtedy Selwyn spojrzał na Jessiego.
- Kto nie czuje się przytłoczony po tym pandemonium? Ale zamrożony? Nie, powiedziałbym nawet, że wręcz przeciwnie - odpowiedział beztrosko, wzruszając ramionami. Wpakował do ust dwie frytki naraz, jakby żadne zmartwienie ani zły sen nie spędzały mu snu z powiek.
Ten Jessiego wcale nie wydawał mu się lepszy. Było coś niepokojącego w wizji, jaką malował przyjaciel, w nierozpoznawalnych postaciach, w wyborze, przed którym wydawały się go stawiać.
- Nie wiesz, kto to móg być? - zapytał. Rodzice? Ojciec Jessiego nie żył, taka sugestia mogła być zbyt bolesna i Hannibal nie chciał ryzykować sprawienia mu przykrości. Dwie dziewczyny, między którymi się wahał? To wydawało się zbyt błahe, a poza tym chyba coś by pisnął, gdyby tak było, prawda?
Sen Hestii przynajmniej był czymś lekkim i wesołym, w sam raz, by zagłuszyć jego własny, całkiem nieprzystający do radosnego otoczenia nastrój.
- Zazdroszcze Ci - powiedział do niej - tez bym sobie pozjeżdżał na sankach w Wielkiej Sali. Ale... macie rację, jestem przekonany, że to tylko sny, nic więcej.
Przybycie Electry już niemal całkiem rozwiało hannibalowe smuteczki. Uściskał przyjaciółkę i nie zaprotestował ani słowem, kiedy całkiem swobodnie poczęstowała się grzańcem z jego kubeczka. Wręcz przeciwnie - patrzył na pijącą dziewczynę z zachwytem, a kiedy odstawiła kubek, przesunął się, robiąc jej miejsce obok siebie.
- Karniak ci się należy teraz - uśmiechnął się do niej, przesuwając niedokończony najsłodszy grzaniec w jej stronę - A co do tego, który lepszy… Jest tylko jeden sposób, by się o tym przekonać - odparł i po chwili już szukał wzrokiem kelnerki, by zamówić jeszcze jeden zestaw degustacyjny.
- Skoro już jesteśmy w takich zimowych klimatach… - powiódł wzrokiem po zebranych z błyskiem w oku - Powiedzcie, gdybyście mieli kogoś pocałować pod jemiołą, kogo byście wybrali?
To było całkiem niepoważne i może trochę szczeniackie zagranie, ale być może tego właśnie potrzebował - nic nie znaczących spekulacji, albo jeszcze lepiej, nic nie znaczących pocałunków, choćby i pod jemiołą. Może to właśnie powinien zrobić - zamiast wracać do siebie, iść stąd prosto do klubu, wypić jeszcze trochę, znaleźć kogoś, kto zabierze go ze sobą do domu i sprawić, by alkohol, przyjemność i wyczerpanie przegnały wszelkie sny - i te o ogniu, i te o śniegu.
- Kto nie czuje się przytłoczony po tym pandemonium? Ale zamrożony? Nie, powiedziałbym nawet, że wręcz przeciwnie - odpowiedział beztrosko, wzruszając ramionami. Wpakował do ust dwie frytki naraz, jakby żadne zmartwienie ani zły sen nie spędzały mu snu z powiek.
Ten Jessiego wcale nie wydawał mu się lepszy. Było coś niepokojącego w wizji, jaką malował przyjaciel, w nierozpoznawalnych postaciach, w wyborze, przed którym wydawały się go stawiać.
- Nie wiesz, kto to móg być? - zapytał. Rodzice? Ojciec Jessiego nie żył, taka sugestia mogła być zbyt bolesna i Hannibal nie chciał ryzykować sprawienia mu przykrości. Dwie dziewczyny, między którymi się wahał? To wydawało się zbyt błahe, a poza tym chyba coś by pisnął, gdyby tak było, prawda?
Sen Hestii przynajmniej był czymś lekkim i wesołym, w sam raz, by zagłuszyć jego własny, całkiem nieprzystający do radosnego otoczenia nastrój.
- Zazdroszcze Ci - powiedział do niej - tez bym sobie pozjeżdżał na sankach w Wielkiej Sali. Ale... macie rację, jestem przekonany, że to tylko sny, nic więcej.
Przybycie Electry już niemal całkiem rozwiało hannibalowe smuteczki. Uściskał przyjaciółkę i nie zaprotestował ani słowem, kiedy całkiem swobodnie poczęstowała się grzańcem z jego kubeczka. Wręcz przeciwnie - patrzył na pijącą dziewczynę z zachwytem, a kiedy odstawiła kubek, przesunął się, robiąc jej miejsce obok siebie.
- Karniak ci się należy teraz - uśmiechnął się do niej, przesuwając niedokończony najsłodszy grzaniec w jej stronę - A co do tego, który lepszy… Jest tylko jeden sposób, by się o tym przekonać - odparł i po chwili już szukał wzrokiem kelnerki, by zamówić jeszcze jeden zestaw degustacyjny.
- Skoro już jesteśmy w takich zimowych klimatach… - powiódł wzrokiem po zebranych z błyskiem w oku - Powiedzcie, gdybyście mieli kogoś pocałować pod jemiołą, kogo byście wybrali?
To było całkiem niepoważne i może trochę szczeniackie zagranie, ale być może tego właśnie potrzebował - nic nie znaczących spekulacji, albo jeszcze lepiej, nic nie znaczących pocałunków, choćby i pod jemiołą. Może to właśnie powinien zrobić - zamiast wracać do siebie, iść stąd prosto do klubu, wypić jeszcze trochę, znaleźć kogoś, kto zabierze go ze sobą do domu i sprawić, by alkohol, przyjemność i wyczerpanie przegnały wszelkie sny - i te o ogniu, i te o śniegu.