Morpheus miewał często dziwne sny, zwłaszcza, gdy pił eliksir nasenny, co robił od ósmego właściwe codziennie, bo nie mógł zasnąć, a jeśli mu się to już udało, to śnił o płomieniach, śmierci swoich bliskich i własnej. Mało regenerujące. Dlatego pił eliksiry, pokusiłby się nawet na stwierdzenie, że nadmiernie, bo zaczął się obawiać, że zwyczajnie nie będzie mógł spać bez niego wcale, a dawki staną się coraz mocniejsze.
Tej nocy również tak było, co gorsza, miał dziwne przeczucie, że jest to sen proroczy, chociaż w żaden sposób nie umiał go interpretować w taki sposób. Śnił bowiem, że leżą z Vasilijem na gładkiej tafli lustra, dookoła unosi się nieco cmentarny zapach białych kwiatów. Nad nimi niebo i księżyc. Nagle dookoła nich, z tego lustra, zaczęły wyrastać gałęzie jemioły, tworząc dookoła nich łuk. Któreś z nich powiedziało, a może żadne i była to myśl boga, że para pod jemiołą musi się pocałować. I Vasilij go pocałował, a na taflę szkła opadały jego łzy, w formie diamentów, stukając i turlając się na wszystkie strony. Morpheus nie miał pojęcia, co to miało oznaczać, bo na pewnie nie to, że Dolohov go pocałuje w najbliższej przyszłości. Nawet jeżeli on sam bardzo by chciał spełnić ten sen.
Poprawił szatę, idąc szybkimi krokami przez korytarz.
— Dynie z piekła rodem zainfekowały nam Departament Tajemnic, wybacz — wyjaśnił z zadyszką bratankowi. Otrzepał ramiona z nieistniejącego kurzu ochrowej szaty, poprawił mankiety. Spojrzał na stan gazety, ale nieszczególnie go zaskoczył. Sam swój próbował do skutku transmutować w papierosy.
Zapukał do drzwi i je otworzył. W końcu byli umówieni.
— Cześć, tato! — Morpheus zdobył się na dość wesoły uśmiech, ale nie przytłaczająco wesoły. W końcu sprawa nie była wesoła. Od razu sięgnął ku trzeciemu oku, aby sprawdzić, jakie ojciec ma nastawienie do wszystkiego.
Percepcja ◉◉◉◉◉: Wykaz Intencji (III) rzut na Godryka
Sukces!