26.12.2025, 12:57 ✶
Dora cała poczerwieniała i ze stresu, bo właśnie spaliła porcję ciastek i zasmrodziła kuchnię, i z faktu że właśnie spojrzała Erikowi prosto w oczy i on ją na tym przyłapał!!! Zastygła na moment, czerwieniąc jeszcze bardziej, bo ona naprawdę nie chciała tutaj rzucać oskarżeń i być niemiłą.
- To nie tak! - krzyknęła nawet, machając rozpaczliwie ścierką. - Ja nic takiego nie powiedziałam przecież! - głos jej się trochę od tej rozpaczy załamał, bo gdyby tylko miała właśnie dostęp do zmieniacza czasu, to przekręciłaby go maksa i dopilnowała tych nieszczęsnych ciastek.
Potem równie żałośnie spojrzała na Brennę, która kazała się jej nie przejmować. To tak przecież nie działało i Longbottom doskonale o tym wiedziała. Dziewczyna otworzyła zrezygnowana okno, żeby chociaż odrobinę przewietrzyć w kuchni, a potem zerknęła jeszcze raz na poczerniałe ciasteczka. Domki, mikołaje, choinki śnieżynki i kiście jemioły. Uniwersalny symbol zwiastujący wszystkim, którzy się pod nim znaleźli, że oto czas na buziaki. Ale Dora chyba nigdy nie uważała, że miała kogoś kogo chciałaby pod tą jemiołą całować. W policzek, po przyjacielsku - okej, może. Ale tak inaczej? A co ważniejsze; kto by chciał ją całować pod tą jemiołą, skoro nie potrafiła nawet upiec ciasteczek?
Zgarnęła spaleniznę z patelni i wrzuciła ją do miski, nie mogąc jeszcze zebrać się w sobie, żeby zwyczajnie wyrzucić ją do śmieci. Może potem coś z nią zrobi. Nawiezie ogródek, czy coś. No bo co innego?
- Mur przy bramie? - uniosła spojrzenie na Brennę, która zaraz znikła za rogiem pomieszczenia, idąc po pudło z dekoracjami. W sumie to nie był taki zły pomysł, więc Crawley sama otrzepała ręce, zdjęła z siebie fartuszek i ruszyła ubrać się w płaszcz, by ostatecznie ruszyć na dwór w ślad za przyjaciółką.
- To nie tak! - krzyknęła nawet, machając rozpaczliwie ścierką. - Ja nic takiego nie powiedziałam przecież! - głos jej się trochę od tej rozpaczy załamał, bo gdyby tylko miała właśnie dostęp do zmieniacza czasu, to przekręciłaby go maksa i dopilnowała tych nieszczęsnych ciastek.
Potem równie żałośnie spojrzała na Brennę, która kazała się jej nie przejmować. To tak przecież nie działało i Longbottom doskonale o tym wiedziała. Dziewczyna otworzyła zrezygnowana okno, żeby chociaż odrobinę przewietrzyć w kuchni, a potem zerknęła jeszcze raz na poczerniałe ciasteczka. Domki, mikołaje, choinki śnieżynki i kiście jemioły. Uniwersalny symbol zwiastujący wszystkim, którzy się pod nim znaleźli, że oto czas na buziaki. Ale Dora chyba nigdy nie uważała, że miała kogoś kogo chciałaby pod tą jemiołą całować. W policzek, po przyjacielsku - okej, może. Ale tak inaczej? A co ważniejsze; kto by chciał ją całować pod tą jemiołą, skoro nie potrafiła nawet upiec ciasteczek?
Zgarnęła spaleniznę z patelni i wrzuciła ją do miski, nie mogąc jeszcze zebrać się w sobie, żeby zwyczajnie wyrzucić ją do śmieci. Może potem coś z nią zrobi. Nawiezie ogródek, czy coś. No bo co innego?
- Mur przy bramie? - uniosła spojrzenie na Brennę, która zaraz znikła za rogiem pomieszczenia, idąc po pudło z dekoracjami. W sumie to nie był taki zły pomysł, więc Crawley sama otrzepała ręce, zdjęła z siebie fartuszek i ruszyła ubrać się w płaszcz, by ostatecznie ruszyć na dwór w ślad za przyjaciółką.
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.