26.12.2025, 21:14 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.12.2025, 21:14 przez Atreus Bulstrode.)
Skoro można było ropuchami wysiadywać kurze jaja, to Atreus wychodził z założenia, że niewiele go już mogło zdziwić. Kaprys, by wyhodować sobie czarne kwiatki bo na czarnomagicznym eliksirze? Brzmi okej, a przynajmniej jak coś czego podjąłby się odpowiednio rąbnięty na głowę czarodziej. Pozostawało mieć tylko nadzieję, że zaangażowany w tę aferę nie będzie żaden z Lestrange'ów, bo wtedy mogło być różnie z ich reputacją - w końcu ogród był ogólnootwarty i to jeszcze w niemagicznej dzielnicy Londynu.
Nie pomyślał nawet o Maddie, kiedy plotka wleciała mu do głowy. Może powinien, ale wypity drink wprawiał go w jakiś taki ulotny, rozluźniony nastrój. Było mu lekko i z lekkim sercem wypowiadał kolejne słowa, chociaż inaczej pewnie zastanowiłby się nad nimi chociaż raz, no bo po co niby miał wracać myślami do tego co zostało powiedziane podczas zabaw patrolu na Beltane?
- No to trzy na pięć. Lecę do przodu jak burza - parsknął rozbawiony. Może i dobrze, że na samym Philipie się skończyło, jako dodatkowym punkcie do kolekcji, bo zaraz trzeba by brać odpowiedzialność za swoje własne słowa. Może na oświadczanie się było chyba odrobinę za szybko, ale przecież nie mógł przegrać (nawet jeśli byłaby to przegrana samemu ze sobą). No bo przyklęknięciu na jedno kolano co dalej? Jeszcze by się okazało, że wypadałoby poruszyć kwestię pewnej wizji, którą nakreśliłaby przed nim Isobell...
- O, wreszcie coś do czego przydał się prefekt - zaśmiał się, bo pewnie faktycznie uratowała tym niejeden mecz, który był w planach. Już nawet nie że ślizgoński, a tak ogólnie, bo przecież miłość nie wybierała domu i te przeklęte czekoladki latały po wszystkich dormitoriach jak plaga.
Nie lubił rozmawiać o emocjach, to prawda. Tak samo swoich, jak i cudzych, bo te mnożyły mu się przed oczami nieustannie. Barwy wybuchały zmiennym kolorytem, dając znać co druga osoba miała w głowie i nawet jeśli był do tego przyzwyczajony, to momentami to po prostu męczyło. Przez to też chyba uważał trochę, że każdy powinien wiedzieć więcej, zupełnie jak on i zapominał że to absolutnie tak nie działało. Irytował się więc i denerwował, bo jak po ludzku opisać te wszystkie kolory i zastąpić je konkretnymi słowami, kiedy to wszystko wydawało się o wiele bardziej subtelne i złożone?
- Daję ci sześć na dziesięć za tego buziaka - zawyrokował, spoglądając na nią z zaczepnym uśmiechem, kiedy już się wyprostowała. - Ale jeszcze nad tym popracujemy. W każdym razie, słuchaj jak już jesteśmy sami, śmieszna sprawa ale co byś zrobiła gdyby Arcykapłanka przewidziała ci że możesz być rodzicem w sumie to takiego Wybrańca?
Nie pomyślał nawet o Maddie, kiedy plotka wleciała mu do głowy. Może powinien, ale wypity drink wprawiał go w jakiś taki ulotny, rozluźniony nastrój. Było mu lekko i z lekkim sercem wypowiadał kolejne słowa, chociaż inaczej pewnie zastanowiłby się nad nimi chociaż raz, no bo po co niby miał wracać myślami do tego co zostało powiedziane podczas zabaw patrolu na Beltane?
- No to trzy na pięć. Lecę do przodu jak burza - parsknął rozbawiony. Może i dobrze, że na samym Philipie się skończyło, jako dodatkowym punkcie do kolekcji, bo zaraz trzeba by brać odpowiedzialność za swoje własne słowa. Może na oświadczanie się było chyba odrobinę za szybko, ale przecież nie mógł przegrać (nawet jeśli byłaby to przegrana samemu ze sobą). No bo przyklęknięciu na jedno kolano co dalej? Jeszcze by się okazało, że wypadałoby poruszyć kwestię pewnej wizji, którą nakreśliłaby przed nim Isobell...
- O, wreszcie coś do czego przydał się prefekt - zaśmiał się, bo pewnie faktycznie uratowała tym niejeden mecz, który był w planach. Już nawet nie że ślizgoński, a tak ogólnie, bo przecież miłość nie wybierała domu i te przeklęte czekoladki latały po wszystkich dormitoriach jak plaga.
Nie lubił rozmawiać o emocjach, to prawda. Tak samo swoich, jak i cudzych, bo te mnożyły mu się przed oczami nieustannie. Barwy wybuchały zmiennym kolorytem, dając znać co druga osoba miała w głowie i nawet jeśli był do tego przyzwyczajony, to momentami to po prostu męczyło. Przez to też chyba uważał trochę, że każdy powinien wiedzieć więcej, zupełnie jak on i zapominał że to absolutnie tak nie działało. Irytował się więc i denerwował, bo jak po ludzku opisać te wszystkie kolory i zastąpić je konkretnymi słowami, kiedy to wszystko wydawało się o wiele bardziej subtelne i złożone?
- Daję ci sześć na dziesięć za tego buziaka - zawyrokował, spoglądając na nią z zaczepnym uśmiechem, kiedy już się wyprostowała. - Ale jeszcze nad tym popracujemy. W każdym razie, słuchaj jak już jesteśmy sami, śmieszna sprawa ale co byś zrobiła gdyby Arcykapłanka przewidziała ci że możesz być rodzicem w sumie to takiego Wybrańca?