Prudence obawiała się tego, co mogło się wydarzyć. Najgorsze było to, że w głowie miała czarną dziurę, powodowało to ogromny dyskomfort, bo nigdy jej się coś takiego nie zdarzało. Wypity wczoraj alkohol okazał się zadziałać na jej przypadłość, miała tendencje do pamiętania wszystkiego, wystarczyło nieco brandy profesora od astronomii i było zupełnie przeciwnie - nie pamiętała niczego. Westchnęła ciężko, gdy o tym pomyślała. To było niedopuszczalne, nie powinna była zachować się w ten sposób, komuś takiemu jak ona, nie wypadało podejmować takich nieprzemyślanych decyzji. Wieczór potoczyłby się zupełnie inaczej, gdyby on nie pojawił się w Wieży Astronomicznej, nie miała co do tego żadnych wątpliwości, poczęstował ją tym sokiem dyniowym, jego smak był dziwny... Miał być niby tylko sokiem dyniowym, teraz jej coś kliknęło, ten ostry smak... On musiał już wtedy wlewać w nią jakieś procenty, od tego się zaczęło, dlatego później tak ochoczo zgodziła się na to, aby sięgnąć po butelkę profesora.
Nie dało się nie zauważyć, że gadka wyjątkowo im się kleiła, że w święta okazali sobie bardzo dużo empatii, tak właściwie bardzo łatwo udało im się ignorować to jak ich relacja wyglądała przez ostatnie kilka lat, nie zionęli w sobie nienawiścią, wręcz przeciwnie komunikowali się ze sobą jak dawniej, jakby nic nie popsuło tego, co kiedyś między nimi było.
Łapała się na tym, że reagowała na niego impulsywnie, ale nie czuła wyłącznie złości, już od jakiegoś czasu chodziło też o coś innego, do czego nie chciała się przyznać sama przed sobą, co skrywała głęboko, próbowała udawać, że te emocje nie istnieją, ale wczoraj, wczoraj mogła pozwolić wypłynąć im ja powierzchnię i co najgorsze była spora szansa na to, że tego nie pamiętała. Wróciła do dormitorium w jego czapce, to też o czymś świadczyło, tylko o czym? Być może dał jej ją bo było zbyt chłodno, może sama mu ją zabrała, bo przecież miała w pamięci skrawki rozmowy i o tym też dyskutowali. Najgorsze było to, że nie miała pewności, co właściwie się między nimi wydarzyło.
- Zazwyczaj nie miewam problemów z tym, aby trzymać się gruntu, to wyjątkowy dzień. Bardzo wyjątkowy. - W jej głosie dało się wyczuć chłód, starała się jakoś trzymać swoich zasad, udawała, że wszystko jest w porządku, chociaż nie było. Wczoraj straciła kontrolę, dzisiaj czuła się fatalnie, słońce okropnie ją drażniło i jeszcze ledwie wyłoniła się z pokoju wspólnego to wpadła na sprawcę całego zamieszania, który na sto procent wiedział więcej niż ona. Musiała gracz musiała udawać, że nic takiego się nie wydarzyło, gdyby jednak tak było, to nie przyglądałaby mu się tak uważnie, próbowała z niego wyczytać cokolwiek, ale zupełnie jej się to nie udawało.
- Jasne, następnym razem pozwolę Ci wygrać, chociaż tak właściwie to chyba nie będzie następnego razu, będę musiała jakoś pogodzić się z brakiem rewanżu. - Jedyne, czego była pewna to to, że nie zamierzała tego powtarzać. Na pewno nie wypije ani kropli alkoholu do końca edukacji, nie po tym, co się wydarzyło, nie po tym, jak się teraz czuła, nie zamierzała doprowadzać do tego stanu ponownie, na pewno niezbyt szybko.
Weszła do Wielkiej Sali, w przeciwieństwie do niego nie rozglądała się za nikim, nie szukała znajomych, chciała usiąść sama, napić się czegokolwiek, zjeść być może sucha kromkę chleba, nie spodziewała się bowiem, że jej żołądek będzie w stanie przy tych mdłościach przyjąć coś innego, wręcz przeciwnie miała wrażenie, że jeśli spróbowałaby wmusić w siebie coś konkretniejszego to skończy się szybką ucieczką z tego miejsca. Usiadła więc w końcu, wcale nie szła daleko, w odpowiedniej odległości od ludzi, na których nie miała ochoty teraz patrzyć, to było chyba jednym co jej się udało tego poranka.
Nie powinna jednak chwalić dnia przed zachodem słońca, krzesło na przeciwko niej się poruszyło, przez co uniosła głowę z nad stołu i zobaczyła jego. Dosiadł się do niej, cóż pewnie wszystkie, najlepsze miejsce były już zajęte, bo spóźnili się na śniadanie, jednak czy naprawdę był, aż tak zdesperowany, aby usiąść obok? Jasne, nawiązali wczoraj drobny sojusz, tak naprawdę nie miała pojęcia, jak bardzo go nawiązywali i co dokładnie się wydarzyło, ale żeby przez to teraz siadał niedaleko? Nie wydawało jej się, aby ten jeden wieczór wystarczył do tego, by zmieniły się ich stosunki, wczoraj było Yule, dzisiaj rzeczywistość, zresztą już widziała zmianę w jego zachowaniu, znowu robił się zaczepny, pewny siebie, czego wczoraj nie demonstrował w ten sposób.
- Dzień dobry. - Przyglądała mu się spod grzywki, która opadała jej na oczy, nie miała siły jej dzisiaj poprawiać, zresztą dzięki niej słońce wydawało się świecić nieco mniej jasno. Jakoś powinno im się udać przetrwać razem śniadanie, zwłaszcza, że spędzili ze sobą noc, a przynajmniej jej część, cholera to brzmiało źle - zwłaszcza, że nie miała pojęcia, co tak do końca robili poza obserwowaniem nieba i dyskusją o nietoperzach.
Pamiętał, go lubiła pić do śniadania, postawił przed nią kubek z herbatą z mlekiem, sięgnęła po niego i upiła niewielki łyk, wcześniej podmuchała na zawartość bo wydawała jej się być gorąca.
- Dzięki. - Mruknęła jeszcze cicho, całkiem naturalnie, nie przestawała mu się przyglądać. Na szczęście nie była w stanie dostrzec tych śladów, które na nim zostawiła poprzedniej nocy, bo pewnie uciekłaby stąd w podskokach, niczego nieświadoma siedziała wciąż na przeciwko, jakby wcale do niczego między nimi nie doszło, jakby wczoraj przy nim nie czuła się jakby znalazła swoje miejsce na ziemi.
- Jesteś pewien, że dasz radę dotrzymać tej obietnicy? - Nie miała siły dzisiaj go prowokować, więc może dobrze było utrzymać to zawieszenie broni jeszcze na śniadanie, to mogłoby im wiele ułatwić.
Później zaczął wybierać półprodukty, mieszać je ze sobą, takie których ona pewnie nigdy by nie połączyła, spoglądała na to mrużąc oczy, nie do końca wiedziała, co robi, czy gust smakowy mógł mu się, aż tak zmienić w przeciągu tych kilku lat? Dość szybko uzyskała odpowiedź. Lekarstwo na kaca, faktycznie, musiał mieć w tym spore doświadczenie, skoro tworzył własne mieszanki, które miały pomóc jakoś poradzić sobie z tym dniem po spożywaniu alkoholu.
Wypił to jednym haustem i nie wypluł zawartości, dość niepewnie spojrzała na szklankę którą przed nią postawił, jeśli jednak miało to przynieść chociaż odrobinę ukojenia, to była skłonna zaryzykować. Sięgnęła po nią, przechyliła, zamknęła przy tym oczy i nie skupiała się na smaku, czy zapachu, po prostu przełknęła całość tej jego mikstury, popiła ją herbatą, jakoś to przetrwała.
- Kiedy zacznie działać? - Skoro stosował takie metody wcześniej to powinien wiedzieć takie rzeczy.
- Ja je uwielbiam, kolejna rzecz, która nad różni. - Dodała jeszcze, nie odrywała od niego wzroku, sama sięgnęła po kubek z herbatą złapała go w obie ręce, które odrobinę jej drżały, pewnie przez ten alkohol, który wczoraj w siebie wlała.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control