27.12.2025, 18:21 ✶
Na ślubie Ambroise'a i Geraldine przyszła ta charakterystyczna pora, gdy muzyka grała przyjemne tony, a pary, w większości podpite, wstępowały na parkiet. Słońce chyliło się już ku zachodowi, malując niebo jaskrawymi kolorami. Powietrze przesiąkły zapachy wilgotnego lasu, niezwykle odświeżające dla osób, które na co dzień przebywały w dotkniętym Spaloną Nocą mieście.
Icarus raczył się gazowaną wodą i lemoniadą, choć patrzenie na to, jak inni pili wpędzało go w niepokój. Straszliwie go kusiło, by chwycić za kieliszek. Jeden szampan wystarczyłby jednak, żeby wszystko zaczęło się od nowa. Nikt nie mówił, że abstynencja była łatwa. Najchętniej by uciekł stamtąd i zamknął się w jakimś odizolowanym pokoju, byle nie widzieć wokół siebie trunków. Jednak nie był tu dla siebie, lecz dla kobiety, która właśnie siedziała naprzeciwko niego. Chciał, by ten wieczór był dla niej jak najwspanialszy. Uznał, że skoncentruje się na Monie. Raczył ją swoim poczuciem humoru, po cichu komentował niektórych co to bardziej napuszonych gości, a wszystko po to, by wywołać jej uśmiech.
– Wiesz, co? – Oparł się o powierzchnię lekko chybotliwego stołu. – Przyszła chyba najwyższa pora, bym pokazał ci, że nie każdy czystokrwisty kawaler potrafi tańczyć. W tym celu posłużę się przykładem mojej skromnej osoby, jeśli pozwolisz. Wszystko, by obalić tezę przyjętą na podstawie stereotypu. W nauce nazywane jest to falsyfikacją.
Zapędził się w słowotok i po chwili zdał sobie sprawę z tego, że gadał kompletnie niezrozumiale. Nawet nie był zabawny, brzmiał raczej jak kujon, który używał żargonu naukowego, kiedy stresował się przed klarownym wyrażeniem swoich myśli. A przecież... Pytanie było tak proste.
Prewett westchnął. Trzeba było zrobić to porządnie. Dlatego wstał i wyciągnął rękę do Mony.
– Miałem na myśli, żebyśmy zatańczyli. Jeśli masz ochotę.
Icarus raczył się gazowaną wodą i lemoniadą, choć patrzenie na to, jak inni pili wpędzało go w niepokój. Straszliwie go kusiło, by chwycić za kieliszek. Jeden szampan wystarczyłby jednak, żeby wszystko zaczęło się od nowa. Nikt nie mówił, że abstynencja była łatwa. Najchętniej by uciekł stamtąd i zamknął się w jakimś odizolowanym pokoju, byle nie widzieć wokół siebie trunków. Jednak nie był tu dla siebie, lecz dla kobiety, która właśnie siedziała naprzeciwko niego. Chciał, by ten wieczór był dla niej jak najwspanialszy. Uznał, że skoncentruje się na Monie. Raczył ją swoim poczuciem humoru, po cichu komentował niektórych co to bardziej napuszonych gości, a wszystko po to, by wywołać jej uśmiech.
– Wiesz, co? – Oparł się o powierzchnię lekko chybotliwego stołu. – Przyszła chyba najwyższa pora, bym pokazał ci, że nie każdy czystokrwisty kawaler potrafi tańczyć. W tym celu posłużę się przykładem mojej skromnej osoby, jeśli pozwolisz. Wszystko, by obalić tezę przyjętą na podstawie stereotypu. W nauce nazywane jest to falsyfikacją.
Zapędził się w słowotok i po chwili zdał sobie sprawę z tego, że gadał kompletnie niezrozumiale. Nawet nie był zabawny, brzmiał raczej jak kujon, który używał żargonu naukowego, kiedy stresował się przed klarownym wyrażeniem swoich myśli. A przecież... Pytanie było tak proste.
Prewett westchnął. Trzeba było zrobić to porządnie. Dlatego wstał i wyciągnął rękę do Mony.
– Miałem na myśli, żebyśmy zatańczyli. Jeśli masz ochotę.