• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[18.07.1959] Igrając z ogniem

[18.07.1959] Igrając z ogniem
Bitch boży
The Lightbringer in the streets,
Delightbringer in the sheets
wiek
33
sława
III
krew
mugolak
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
Połykacz ognia, akrobata cyrkowy
Pożoga gorejąca w niebieskich oczach (he's always in heat!!) i figlarne iskierki ognia: te igrające w jego spojrzeniu – zawsze zbyt intensywnym, jak u męczennika przeżywającego ekstazę – i te pośród zmierzwionych wiatrem blond włosów, w których blask pochodni wydobywa rudawe refleksy świetlne. Pod opuszkami wiecznie poparzonych palców czai się obietnica płomieni. Sam jest niczym żyjący płomień, z ruchami, w których tkwi niewymuszona pewność siebie – ale i swego rodzaju nieprzewidywalność. Ogień otula tego postawnego (1,80 m) mężczyznę równie szczelnie, co płaszcz bożej łaski, i tylko woń kościelnych kadzideł potrafi zamaskować towarzyszący mu zawsze swąd dymu i zapach benzyny. Podstawowe wyposażenie Jima obejmuje: uśmiech cherubina z renesansowych obrazów, bardzo charakterystyczny, wyjątkowo głęboki głos, w którym przebrzmiewają nuty irlandzkiego akcentu, starą podręczną biblię, elegancki komplet składający się z białej koszuli, dopasowanych spodni, kamizelki i niewielkiego noża od Flynna (all removable) oraz drewnianego krzyżyka (NOT REMOVABLE), a także chęć zbawienia całego świata (w butonierce).

The Lightbringer
#1
27.12.2025, 22:55  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.02.2026, 00:29 przez The Lightbringer.)  
Dolina Godryka, okolice chatki Helloise

– Helloise, chodź zobaczyć! Musisz zobaczyć! Helloise, pójdź ze mną zobaczyć Boga! – zawołał z wielkim przejęciem Jim, z impetem wbiegłszy na podwórko przy chatce na kurzej łapce. Zdążył wyhamować przy płocie, przeskoczył potem z rozpędu ponad grządką, zanim wreszcie przypadł do otwartych na oścież drzwi. Przestraszył przy tym leniwie dziobiące kury, które zaczęły głośno gdakać, obrażone bijąc skrzydłami na niespodziewanego intruza. Ale Jim wcale się tym nie przejął. Zdyszany, z rozwianym włosem i błyszczącymi oczyma, pokazywal palcem w dal, mniej więcej w kierunku, z którego przybiegł. Zaniósł się śmiechem, jak szaleniec, jak gdyby wciąż nie wierzył w to, co się stało. Bo oto dostał właśnie namacalny dowód na to, że Bóg mówi do niego, tak jak mówił do starotestamentowych proroków! Przechadzając się pośród łąk, odnalazł gorejący krzew, który nie spalał się, mimo że stał w ogniu. Taki sam jak ten, pod postacią którego objawił się Mojżeszowi Bóg.

– Wiem, że gdy mówiłem ci o Bogu, najczęściej mówiłem tylko o jednym z Trójcy, o Panu Jezusie. O Synu Boga, który za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Maryi i stał się człowiekiem. Pamiętasz, jak mowiłem o Jezusie? "Zrodzony, a nie stworzony, współistotny Ojcu." – opowiadał naprędce Jim, ciągnąc za sobą Helloise. – Jezus Chrystus. Ten, który tak samo jak i my biegał po drogach z kurzem na stopach i potem na skroniach. Ten, który jadł chleb z ludźmi, pił wino na weselu... Pozwalał się dotykać chorym i cierpiącym, płakał nad zmarłymi, śmiał się, gdy się radował, a w gniewie rozwalił stragan w świątyni! Ale zanim świat poznał Syna, znał jego Ojca. Bóg Ojciec, ten, który jest. Nie zrodzony, nie uczyniony, po prostu... Obecny. Jezus znał go od zawsze i urodził się po to tylko, żeby nas do niego doprowadzić. Zanim przyszedł Jezus... Bóg był głosem, płomieniem, znakami. Jak Matka, która pokazuje ci się w liściach i wodzie.

Pociągnął ją za sobą w stronę obrzeży lasu. Po raz pierwszy spotkał Helloise właśnie tutaj, gdy szukał ognistych wróżek, których miód miał mieć magiczne właściwości. Szukał ich gniazd na obrzeżach starej Kniei, która okalała Dolinę Godryka, trochę obawiał się bowiem zejść z wydeptanej ścieżki i zapuścić w głąb lasu. Wdrapał się na drzewo, koszulą osłaniając twarz przed drażniącym pyłkiem. Nie chciał, żeby psotne wróżki spaliły mu brwi. Zbliżając się, śpiewał im cicho starą piosnkę maryjną, słyszał bowiem, że te stworzonka znajdują upodobanie w muzyce. Nie spodziewał się, jednak, że usłyszy go ktoś jeszcze. Ktoś nieco większy od wróżki, choć można by się kłócić, że równie kapryśny, co one. Zwłaszcza wtedy, gdy domagała się uparcie, żeby nauczył jej wcześniej zaśpiewanej piosenki! Helloise za osobistą obrazę uznała, że nie zna tego jednego hymnu do Matki. Skąd mogła wiedzieć, że chodzi o Maryję? Jim pamiętał, jak powoli odłożył rozespaną wróżkę z powrotem do jej dziupli. Dmuchnął leciutko w jej drobną twarzyczkę, jak gdyby próbował podsycić tlące się płomię ogniska. Wróżki popadały wtedy w letarg, który może i nie trwał długo, ale wystarczająco, aby Jim zdążył podebrać im nieco miodu z ula. Nie wziął dużo. Zawinął dwie niewielkie bryłki w zerwane z drzewa liście, po czym zręcznie zeskoczył na ziemię tuż obok Helloise. Podzielił się z nią wróżkowym miodem, który przyjemnie parzył język. Komunia dwójki dzieciaków, których dzieliło niemal wszystko. Wszystko poza starym psalmem i liściem pomazanym wyrwaną Kniei słodyczą. Od tamtej pory minęło już dobrych kilka lat, w ciągu których zdążyli się trochę z Helloise zapoznać. A bo to Jim wpadł do chatki na kurzej łapce z prośbą o jakąś maść na oparzenia, a bo to przyniósł jej znowu jakieś kwiatki... Nie żeby zdołał ją nawrócić na właściwą drogę. Ale kto powiedział, że dzieło ewangelizacji będzie łatwym? Helloise zadawała mu trudne pytania na temat wiary chrześcijańskiej, które prowokowały do rozmyślań. Umacniały Jima w jego przekonaniach, który zadawał podobnie trudne pytania na temat Matki.

Biegnąc, naprędce streszczał Helloise opowieść o Mojżeszu zawartą na kartach Księgi Wyjścia. Wreszcie dotarli jednak na miejsce. Jim zzuł sandały ze stóp, bo chociaż żaden głos nie nakazał mu tego tak, jak Mojżeszowi, święta musiała być ziemia, po której właśnie stąpał. Bo patrzyli przecież na cud! Z zachwytem pokazał Helloise na krzak, który po chwili... Naprawdę buchnął płomieniem.

– ...Więc powiedział do siebie: "Podejdę, żeby się przyjrzeć temu niezwykłemu zjawisku. Dlaczego krzew się nie spala?" – powtórzył Jim słowa Pisma, po czym znowu się zaśmiał, głośno i radośnie.


gniew mój wybuchnie
jak ogień będzie płonął
i nikt nie zdoła go zgasić
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Helloise Rowle (890), The Lightbringer (1321)




Wiadomości w tym wątku
[18.07.1959] Igrając z ogniem - przez The Lightbringer - 27.12.2025, 22:55
RE: [18.07.1959] Igrając z ogniem - przez Helloise Rowle - 28.12.2025, 18:29
RE: [18.07.1959] Igrając z ogniem - przez The Lightbringer - 11.04.2026, 19:22

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa