27.12.2025, 22:59 ✶
- Eugenia? Coś czuję że by powiedziała, że to nie jej broszka. Przedstawienie incydentu w prasie nie zmieni też zbytnio tego, że stawiane są jej zarzuty, niestety. Chociaż może i tak lepiej że siedzi w Lecznicy, a nie w więzieniu - na pewno rokowało o wiele lepiej. Szalonemu można było jeszcze jakoś pomóc. Temu, na kogo przychylniej spojrzały dementory? No już niekoniecznie. - Jeśli uważasz, że z nią byłoby lepiej, to czemu nie - niezbyt wiedział jakie Longbottom miała relacje i z Caspianem i z Harper, ale skoro uważała że Moody była tutaj sensowniejszym wyborem, to nie zmierzał jej stawać na drodze. Na wspomnienie Departamentu Tajemnic prychną zniecierpliwiony. - Mam wrażenie, że niewymowni bardziej są zainteresowani miejscami, a nie samymi ludźmi. Ale ogólnie chyba tak, masz rację, że najlepiej będzie wyjść od Arcykapłana.
Atreus sam chyba nie był pewien, jak powinien ustosunkować się do rewelacji, którymi właśnie dzielił się z Brenną. Niby zastanawiał się nad tym co jakiś czas, od spotkania z Isobell, ale przez większość czasu niezbyt dokładnie, a jeszcze częściej spychał ten temat na dalszy plan. Nie był przecież aż tak ważny i istotny, prawda? Mógł go zignorować, ale mimo wszystko był gdzieś z tyłu głowy i przeszkadzał.
Było w nim jakieś napięcie, kryjące się na końcu każdego wypowiedzianego z rozbawieniem słowa. Żartował, ale ze sztywnością kogoś, kto nie był do końca pewien czy nie powinien przedstawić tego w zupełnie inny sposób. Może powinien być całkowicie poważny, a może włożyć w te słowa o wiele więcej luzu, żeby pokazać jak bzdurne były. Propozycja Macmillan jednak, nawet jeśli posiadanie dzieci nigdy nie fascynowało Atreusa, niosła za sobą coś innego - zagadkę, co właściwie mógłby zrobić z tą energią, gdyby się wziął za siebie i spróbował zgłębić ją w pełni świadomie.
- A chciałabyś, żebym żartował? - zapytał, odbijając nieco jej słowa i kierując uwagę na nią. Prawie się potknął o swoją własną głupotę, chcąc zaprzeczyć że nie, źle liczy. Dzieci nie w marcu, a byłyby dopiero na listopad. - Co najważniejsze, chyba, nie będę Isobell proponować żadnej cichej relacji - powiedział, nawet poważnym tonem, bo ta akurat opcja całkowicie odpadała. - Kiedy tak wszystko wymieniasz, nie sposób się nie zastanawiać co byś powiedziała, gdybym się faktycznie oświadczył - prychnął, uśmiechając się przy tym zaczepnie. Przez chwilę przyglądał jej się zza swojej maski, ale wreszcie podciągnął ją ku górze, a potem uniósł dłonie i zrobił to samo z jej, chcąc spojrzeć na jej twarz. - Nie ma innych opcji. A to co powiedziała Isobell nie jest nawet specjalnie ważne - powiedział cicho, palcami chwytając za kosmyk, który wcześniej szarpała i wsuwając go jej za ucho. - Nie wiem czy to przez Beltane, Spaloną Noc czy wojnę, ale cokolwiek nas łączy... wiesz, chyba się w tobie zakochałem i dlatego próbuję być szczery.
Atreus sam chyba nie był pewien, jak powinien ustosunkować się do rewelacji, którymi właśnie dzielił się z Brenną. Niby zastanawiał się nad tym co jakiś czas, od spotkania z Isobell, ale przez większość czasu niezbyt dokładnie, a jeszcze częściej spychał ten temat na dalszy plan. Nie był przecież aż tak ważny i istotny, prawda? Mógł go zignorować, ale mimo wszystko był gdzieś z tyłu głowy i przeszkadzał.
Było w nim jakieś napięcie, kryjące się na końcu każdego wypowiedzianego z rozbawieniem słowa. Żartował, ale ze sztywnością kogoś, kto nie był do końca pewien czy nie powinien przedstawić tego w zupełnie inny sposób. Może powinien być całkowicie poważny, a może włożyć w te słowa o wiele więcej luzu, żeby pokazać jak bzdurne były. Propozycja Macmillan jednak, nawet jeśli posiadanie dzieci nigdy nie fascynowało Atreusa, niosła za sobą coś innego - zagadkę, co właściwie mógłby zrobić z tą energią, gdyby się wziął za siebie i spróbował zgłębić ją w pełni świadomie.
- A chciałabyś, żebym żartował? - zapytał, odbijając nieco jej słowa i kierując uwagę na nią. Prawie się potknął o swoją własną głupotę, chcąc zaprzeczyć że nie, źle liczy. Dzieci nie w marcu, a byłyby dopiero na listopad. - Co najważniejsze, chyba, nie będę Isobell proponować żadnej cichej relacji - powiedział, nawet poważnym tonem, bo ta akurat opcja całkowicie odpadała. - Kiedy tak wszystko wymieniasz, nie sposób się nie zastanawiać co byś powiedziała, gdybym się faktycznie oświadczył - prychnął, uśmiechając się przy tym zaczepnie. Przez chwilę przyglądał jej się zza swojej maski, ale wreszcie podciągnął ją ku górze, a potem uniósł dłonie i zrobił to samo z jej, chcąc spojrzeć na jej twarz. - Nie ma innych opcji. A to co powiedziała Isobell nie jest nawet specjalnie ważne - powiedział cicho, palcami chwytając za kosmyk, który wcześniej szarpała i wsuwając go jej za ucho. - Nie wiem czy to przez Beltane, Spaloną Noc czy wojnę, ale cokolwiek nas łączy... wiesz, chyba się w tobie zakochałem i dlatego próbuję być szczery.