Nie widziała innej możliwości, jak przejście do tej typowej dla siebie ostrożności, kiedy znajdowała się przy nim. Wczorajszy wieczór pokazał, że nie musiała tego robić, ale ten dzień był wyjątkowy, nie oszukiwała się, wiedziała, że wszystko będzie musiało wrócić do normy. Szczególnie, że nie pamiętała zbyt wiele, wydawało jej się, iż on posiada więcej informacji od niej, na pewno częściej niż ona sięgał po alkohol, co wydawało jej się argumentem za tym, że to tylko ona nie do końca potrafiła ułożyć sobie w głowie te obrazy, że tylko jej to się rozmywało, że tylko ona miała w myślach czarną dziurę. Było to dla niej okropnie niekomfortowe.
- Tak potrafią, to może być bardzo brutalne. - Mogła mieć żal tylko do siebie, że wszystko potoczyło się tak, a nie inaczej. Gdyby wczoraj wyznaczyła jakąś granicę, to dzisiaj nie czułaby się w ten sposób, a miała okropne poczucie winy. Nie miała pojęcia, co między nimi zaszło, mogło wydarzyć się dosłownie wszystko, zwłaszcza, że rozmowa sama się kleiła, nie potrzebowali wiele, aby znaleźć się razem na parapecie, by oparła na nim swoją głowę, a później? Kto wiedział co było później, na pewno nie ona, spodziewała się, że on mógł to wiedzieć, ale nie zamierzała o to pytać, nie pozwalała jej na to duma. Nie chciała mu pokazać, że zupełnie nie panowała nad tym, co się z nią wczoraj działo. Najgorsze było to, że tak łatwo przyszło jej zatracenie się w tym wszystkim kiedy znajdował się obok niej, kiedy nieco zszedł z tonu, kiedy rozmawiał z nią jak dawniej. Wydawało się Prue, że miała to za sobą, ale dotarło do niej, że nadal miała do niego pewien rodzaj sentymentu, co nie powinno w ogóle istnieć, a jednak nie umarło w niej nigdy.
- W tym raczej nigdy nie będę w stanie Ci dorównać. - Nie miała najmniejszego problemu, aby powiedzieć to w głos. Zresztą nie wydawało jej się, aby prześciganie się w ilości spożywanego alkoholu powinno należeć do jej zainteresowań. Wolała więc jasno określić, że to się nigdy więcej nie powtórzy, nigdy, była tego pewna. Prudence nie popełniała tych samych błędów dwa razy.
- Tak, zauważyłam, raczej grasz po to, aby zobaczyć, jakie granice Twój przeciwnik jest w stanie jeszcze przekroczyć, czerpiesz z tego przyjemność, prawda? - Wiedziała, że do tego zmierzał. Sama nie potrafiła odrzucać jego propozycji gier, za każdym razem angażowała się w nie, nie potrafiła oprzeć się kolejnym konfrontacjom. Wzbudzał w niej zbyt wiele emocji, a skoro nie mogła mieć nic innego, to chciała dostać chociaż to, nie mogli się już przyjaźnić, nadal nie wiedziała dlaczego, ale mogli zostać swoimi wrogami, lepszy taki kontakt niż żaden.
Później znaleźli się w Wielkiej Sali, myślała, że będzie miała już spokój, jednak los udowadniał jej ciągle, że to nie był jej dzień. Aloysius usiadł na przeciwko niej, jakby nie było żadnego lepszego miejsca, być może nie było, pojawili się na śniadaniu dość późno, trudno było znaleźć jeszcze coś w miarę logicznego.
Nalał jej herbaty, przesunął kubek w jej stronę, sięgnęła po nią bez zawahania, pamiętał, jakie napoje wybierała, jakby przez ostatnie kilka lat wcale się od siebie nie odsunęli, mógł zapomnieć, mógł udawać, że zapomniał, jednak tego nie zrobił.
Upiła więc łyk herbaty, to było przydatne, aby pozbyć się tej okropnej suchości z ust, miała wrażenie, że nie uda jej się szybko nawodnić, wczorajsze picie nie było zbyt dobre dla jej organizmu. Jego słowa, wcześniej rzucone potwierdziły to, że wyglądała fatalnie, wcale się temu nie dziwiła, fatalnie też się czuła.
- Wydaje mi się, że w tym wypadku mamy wspólny cel, nie wiem, czy to dobrze, chociaż kiedyś, gdy zdarzało nam się współpracować, to nie wychodziło nam tak najgorzej. - Przetrwanie śniadania nie brzmiało, jak coś wielkiego, być może będą mogli je zjeść w spokoju, a później się rozejść, każde w swoją stronę, i udawać, że to się nigdy nie wydarzyło. Tak właściwie do końca nawet nie wiedziała, co się wydarzyło, więc to byłaby najlepsza z możliwości.
Przeszła do wypicia mikstury, która niby miała pomóc, naprawdę na to liczyła, bo nie spodziewała się tego, że ból głowy może aż tak bardzo przeszkadzać w egzystencji, do tego ten światłowstręt i wirowanie świata. Kac był naprawdę paskudną dolegliwością.
- Mam nadzieję, warto, żeby po wypiciu tego okropnego napoju faktycznie coś się zmieniło, inaczej będę rozczarowana. - Nie bez powodu wlała w siebie tę obrzydliwą mieszankę, oby naprawdę coś się zmieniło, jeśli tak się nie stanie, będzie ciężko. Może jakoś uda jej się dowlec do dormitorium i tam paść na pysk, spodziewała się, że w takiej sytuacji już dzisiaj nie wstanie.
- Może te Twoje, w święta można wracać do domu, nie trzeba siedzieć w szkole, tylko w towarzystwie tych, których naprawdę się lubi i niczym nie przejmować. - Nie miała problemu z tym, aby podzielić się z nim swoim punktem widzenia. Dla niej to naprawdę był jeden z najlepszych momentów w roku. Nie musiała chować się przed ludźmi, mogła ok prostu być sobą.
- Tak, wszystko się zgadza, jak zawsze mamy inne zdanie, nawet mnie to nie dziwi. - Często się tak zdarzało, przynajmniej aktualnie, kiedyś było zupełnie inaczej, wydawało jej się, że czasem nie zgadzali się ze sobą tylko dlatego, żeby nie wyszło, że mają podobne podejście do jakiegoś tematu.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control