28.12.2025, 13:35 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.12.2025, 13:38 przez Anthony Shafiq.)
Anthony J. Shafiq nienawidził lasu i była to nienawiść wzajemna. Las zimą wydawał się jeszcze gorszy. Zimniejszy. Mokrzejszy. Irytujący w samym sercu swojego istnienia.
A jednak nie zamieniłby się ani na moment, teraz z parą swoich najlepszych przyjaciół tutaj, pośród drzew, na powietrzu, które powinno znajdować się zdecydowanie po drugiej stronie okna, gdy człowiek wygrzewa swoje stare nastoletnie kości przy kominku.
Milczał przez całą drogę, uważając na swoje wrażliwe gardło. Nie musiał z resztą starać się o wypełnianie przestrzeni dźwiękowej mając u swojego boku kogoś takiego jak Jonathan, dla którego aktywne milczenie najprawdopodobniej sprawiało realny, fizyczny ból.
Mimo wszystko jednak, gdy przystanęli, nie wywrócił oczami na wyrażenie pragnienia ściącia głowy trzem bałwanom. Czy rzeczywiście o to chodziło? Nie był pewien, w pewnym momencie dość niegrzecznie wyłączając się i skupiając tylko na ciepłym tembrze głosu Selwyna i kolejnych krokach.
Ta podróż nigdy się nie skończy - myślał jeszcze przed chwilą, ale teraz na szczęście mógł przystanąć i toczyć kule… oczywiście magią, no bo przecież nie ubrudziłby sobie rąk…
Oczywiście szło mu wybitnie dobrze. Kula zdecydowanie przewyższała najśmielsze oczekiwania wszystkich zebranych, Anthony szczęśliwie nim dał się pochłonąć swojej nieposkromionej ambicji przypomniał sobie, że jeszcze powinien utoczyć dwie pozostałe.
- Trochę szkoda będzie im obcinać te głowy- przyznał cicho, mając na myśli oczywiście tylko swojego bałwana, który był taki piękny, nawet jeśli dopiero ulepił w pocie czoła i bólu nadgarstka, którym kręcił różdżką kołowe ruchy nadające odpowiedni kierunek rzeźbie na miarę Michała Anioła, a druga była w trakcie. - Czy w takim razie wyczarujemy im jakieś… peleryny? Tak żeby byli bardziej czarnoksięscy? Albo groźne miny z… szyszek? - powątpiewał czy z szyszek da się komukolwiek zrobić groźną minę, ale - co musiał przyznać - nawet się zaangażował w tę zabawę.
A jednak nie zamieniłby się ani na moment, teraz z parą swoich najlepszych przyjaciół tutaj, pośród drzew, na powietrzu, które powinno znajdować się zdecydowanie po drugiej stronie okna, gdy człowiek wygrzewa swoje stare nastoletnie kości przy kominku.
Milczał przez całą drogę, uważając na swoje wrażliwe gardło. Nie musiał z resztą starać się o wypełnianie przestrzeni dźwiękowej mając u swojego boku kogoś takiego jak Jonathan, dla którego aktywne milczenie najprawdopodobniej sprawiało realny, fizyczny ból.
Mimo wszystko jednak, gdy przystanęli, nie wywrócił oczami na wyrażenie pragnienia ściącia głowy trzem bałwanom. Czy rzeczywiście o to chodziło? Nie był pewien, w pewnym momencie dość niegrzecznie wyłączając się i skupiając tylko na ciepłym tembrze głosu Selwyna i kolejnych krokach.
Ta podróż nigdy się nie skończy - myślał jeszcze przed chwilą, ale teraz na szczęście mógł przystanąć i toczyć kule… oczywiście magią, no bo przecież nie ubrudziłby sobie rąk…
Turlanie kuli magią translokacji na poziomie zdolnego ucznia Hogwartu czyli ◉○○○○ Translokacja
Rzut O 1d100 - 69
Sukces!
Sukces!
Oczywiście szło mu wybitnie dobrze. Kula zdecydowanie przewyższała najśmielsze oczekiwania wszystkich zebranych, Anthony szczęśliwie nim dał się pochłonąć swojej nieposkromionej ambicji przypomniał sobie, że jeszcze powinien utoczyć dwie pozostałe.
- Trochę szkoda będzie im obcinać te głowy- przyznał cicho, mając na myśli oczywiście tylko swojego bałwana, który był taki piękny, nawet jeśli dopiero ulepił w pocie czoła i bólu nadgarstka, którym kręcił różdżką kołowe ruchy nadające odpowiedni kierunek rzeźbie na miarę Michała Anioła, a druga była w trakcie. - Czy w takim razie wyczarujemy im jakieś… peleryny? Tak żeby byli bardziej czarnoksięscy? Albo groźne miny z… szyszek? - powątpiewał czy z szyszek da się komukolwiek zrobić groźną minę, ale - co musiał przyznać - nawet się zaangażował w tę zabawę.