Przynajmniej jedno z nich spało dzisiaj spokojnie. Stellę męczyły przeróżne myśli, później ten sen. Nie wypiła wczoraj na tyle dużo, żeby się znieczulić, w przeciwieństwie do Borgina dla którego jej kanapa stała się bardzo wygodnym łożem. Gdyby tylko wiedziała, że tak będzie może i by mu spróbowała nieco uprzykrzyć życie, albo i nie, nie była przecież aż tak wredna. Stanley nie zaszedł jej aż tak za skórę, aby mścić się na nim w ten sposób.
Nie podejrzewała nawet, że Borgin będzie próbował spełnić swoją obietnicę. Nie sądziła, że o niej pamięta. W końcu był wczoraj bardzo pijany, wydawało jej się, że raczej niewiele z tego pozostało mu w pamięci, zdziwiłaby się wręcz, gdyby było inaczej. Jak widać znowu się myliła, bo miał zamiar wyjść stąd dyskretnie. Na całe szczęście przyszła kara za te ekscesy, pojawił się kac. Ciekawe, czy bardzo go bolało jak do mieszkania wpadały promienie słońca, które zwiastowały nowy dzień. Na szczęście dzisiaj nie był to jej problem.
Mieszkanie Stelli nie było specjalnie uporządkowane. Jej matka często powtarzała, że dużo większą wagę powinna przywiązywać do tego, aby panował w nim ład. Trudno jednak było o to dbać, kiedy musiała jakoś pomieścić rzeczy związane ze swoją artystyczną działalnością. Starała się, żeby miało to wszystko ręce i nogi, jednak wychodziło różnie. Na pewno wyglądało dużo lepiej od mieszkania samotnego faceta, jej wyobrażenie na temat takich osobników było dosyć negatywne. Zdarzało jej się bywać u swoich kuzynów i zastanawiała się, jak właściwie można tak żyć. Nigdy jednak tego nie komentowała, nie była to jej sprawa. Jedynie pocieszała się, że z nią nie jest aż tak źle.
Dostrzegła, że Stanley łapie się za głowę. Nie był to dla niego lekki poranek. Zdecydowanie. Obudził się u niej. Musiała być ostatnią osobą u której chciałby się znaleźć w takim stanie. Tak się jej przynajmniej wydawało. Czy tego chciał, czy nie zauważyła, że źle się czuje. Zresztą nie musiała być wyśmienitym obserwatorem, domyśliła się, że dokładnie tak będzie. Na samo wspomnienie wczorajszych wydarzeń uśmiech pojawiał się jej na ustach. Nie widziała go jeszcze w takim stanie, nie spodziewała się, że będzie dane zresztą też zobaczyć. Każdemu czasem mogła zdarzyć się niedyspozycja związana ze zbyt dużą ilością wypitego alkoholu, jednak nie każdy przy okazji skusiłby się na podobne zachowania. Ona zapewne, gdyby poczuła, że jest źle po prostu poszłaby spać, zniknęła dyskretnie, by nie zwracać na siebie uwagi.
Musiał sporo myśleć o tym wszystkim, skoro postanowił się do niej wybrać. Wiadomo, jak to jest z osobami, które za dużo wypiją. Wtedy decydują się podjąć decyzję, na które trudno było im się zdecydować, kiedy umysł był trzeźwy. Podejrzewała, że to było przyczyną. Stella skutecznie stawiała mur, odgradzała się od niego. Miała spory żal o to, że ją wtedy wystawił. Nie do końca docierało do niej, że taką już miał pracę. Nie do końca rozumiała, że niektórzy są zależni od wyżej postawionych, w końcu ona sama miała wolny zawód i była sobie szefem. Powinna trochę szerzej spojrzeć na problem, a nie obrażać się jak jakiś dzieciak, ale tego nie zrobiła.
Usłyszała nawet to jego japierdole, które wyburczał gdzieś pod nosem. Nie zwiastowało to niczego dobrego, czy bardzo żałował, że się tutaj wczoraj znalazł? Czy powinna o to pytać, nadal nie do końca wiedziała, jak się zachować. Czy wypadałoby, aby mu przypomniała o wszystkim o czym rozmawiali, czy lepiej będzie jeśli zostawi to dla siebie. Zawsze mogłaby skorzystać z tych argumentów kiedyś indziej, jak z tajnej broni. Może i była to lepsza opcja, nie będzie nic mówić, chyba że zapyta, wtedy będzie musiała nieco nagiąć prawdę.
- Nie ma szans, jakbym Cię zabiła, to by było zbyt proste.- Posłała mu uśmiech, widać było, że jest w zdecydowanie lepszym stanie niż młodzieniec na jej kanapie. Bawiło ją to nawet, miała przewagę, ból głowy nie przeszkadzał jej w myśleniu. Upiła łyk gorącej kawy z kubka, który trzymała w ręce. W sumie było to nawet bardziej mleko z kawą.
- Musisz trochę pocierpieć, zasłużyłeś sobie na to.- Widziała, że ma pewien problem z tym, aby się podnieść, cóż było to zrozumiałe. Nigdy nie wiadomo, jak organizm zareaguje po takim ciężkim wieczorze. Nachyliła się nad stołem i przesunęła bliżej niego szklankę z wodą, tak, żeby mógł po nią sięgnąć bez najmniejszego problemu. - Nie wyglądasz najlepiej.- Nie, żeby chciała być niemiła, po prostu stwierdziła fakt. - Wyspałeś się chociaż, czy było niewygodnie?- Jej pytania na pewno nie były komfortowe, kiedy towarzyszył mu ból głowy. - Jeśli boli Cię głowa, to musisz mieć pretensje do tej szafki.- Pokazała palcem o którą jej chodzi. - Trochę z nią wczoraj walczyłeś. - Zawsze dobrze znaleźć winnego swojemu nieszczęściu.
Była ciekawa, co siedzi w jego głowie. Czy będzie zamierzał jej powiedzieć, po co tutaj wczoraj przyszedł. Czy raczej zacznie unikać tematu. Nie znała do jeszcze na tyle, żeby móc przewidzieć jego zachowanie. Wpatrywała się w niego bardzo uważnie, nie wyglądała na zdenerwowaną, wręcz przeciwnie, jakby ten wczorajszy wieczór nieco ją uspokoił i sprawa związana z marszem charłaków miała odejść w zapomnienie. Może więc to wcale nie był taki głupi pomysł, aby się tu pojawić. Stella nie miała aż takiego złego i zimnego serca jak mogłoby się wydawać.