Pojawili się w domu rodziców Prudence po to, aby spakować jej rzeczy. Mieli plan, w sumie całkiem sprytny. Jej mieszkanie aktualnie nie nadawało się do niczego, jednak babka Ellie miała swój własny plan, którym napastowała Prudence już od jakiegoś czasu, jakby przeczuwała to, że przyda jej się dom. Miała swoje sposoby na czytanie przyszłości, nigdy specjalnie nie kryła się z tym przed resztą członków rodziny, najwyraźniej szybciej niż sama Prudence wiedziała, że ta będzie potrzebowała nowego kąta.
Sam pomysł wydawał się Prue nie najgorszy, musieli tylko pomóc jej ogarnąć mieszkanie na Horyzontalnej, które należało do niej, bo nie nadawało się aktualnie do zamieszkania, babka miała to w nosie z twierdząc, że sama sobie z tym poradzi, jednak Prudence nie do końca chciała ją stawiać w takiej sytuacji.
Znaleźli się jednak w mieszkaniu jej rodziców, w jej sypialni z czasów dziecięcych, aby spakować dobytek kobiety. Dom był pusty, rodzice mieli swoje obowiązki, więc poza nimi, kotem i szczurem nie było tutaj nikogo, co w zasadzie raczej było pozytywem. Nie do końca jeszcze wiedziała w jaki sposób powinna przekazać im informację że wyszła za mąż, powinna to zrobić szybko, jak najmniej boleśnie, tyle, że póki co nie nadarzyła się ku temu okazja.
Na niewielkim stoliku nocnym znajdowały się otwarte butelki, jarzębinówka, dereniówka, aroniówka, jeżynówka i inne nalewki spod rąk Penelope. Prue sięgnęła po pierwszą, a później przynosiła kolejne, które miały im ułatwić pakowanie jej dobytku. Na szczęście nie miała zbyt wielu rzeczy, nie musieli spędzić tutaj godzin, w końcu jednak opadła na swoje niezbyt wielkie łóżko z butelką w dłoni, niby nie wypiła wiele, ale już czuła alkohol krążący w jej żyłach. Nie miała najmocniejszej głowy.
- Mam nadzieję, że uda nam się to wszystko ogarnąć zanim wrócą rodzice. - Wolała im się jednak nie pokazywać pijana i szczęśliwa, mogliby mieć w tej sytuacji lekki problem z zaakceptowaniem zmian, jakie pojawiły się w jej życiu, wolała się nimi podzielić na trzeźwo, ale na to dzisiaj było już zbyt późno.
- Najważniejsze, żebyśmy zabrali stąd Necro i kota, wiesz czekałam z kotem na Ciebie, nadal jest po prostu kotem, nie umiałam go nazwać. - Spoglądała na męża nieco błyszczącymi oczami. Niby było już popołudnie, jednak godzina nie należała do najbardziej oczywistych, aby znajdować się w staniu chociaż drobnego upojenia, ale oni mieli co świętować, czyż nie, był to ich miesiąc miodowy.
- Zrób sobie przerwę, to nie ucieknie. - Rzuciła jeszcze do Benjy'ego, bo wydawał się być mocno zaangażowany w pakowanie jej dobytku, sama sięgnęła po butelkę, jedną z wielu i upiła z niej spory łyk, skrzywiła się przy tym okropnie, orzechówka nie była najlepszym wyborem, ale przełknęła zawartość butelki, skoro ta już wpadła jej w dłonie. Benjy zasługiwał na przerwę, tak dzielnie walczył z kartonami, że nie mogła na to patrzeć, powinien nieco odpocząć, napić się czegoś mocniejszego, dzięki temu będzie im łatwiej kontynuować zadanie.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control