Przypatrując się wszystkim atrakcjom, jakie ten bal miał do zaoferowania, licytacja była jedną z tych, jakich pominąć nie mógł. Powoli skierował się do sali, do której byli zapraszani goście i chociaż chciał zagaić osobę odpowiedzialną za organizację to ta szybko umknęła gdzieś dalej. Może to i lepiej? Kiedy wspominał niektóre takie wydarzenia, to potem potrafiły być słane przeciągłe spojrzenia z wymalowanym na twarzach "na pewno ktoś dostał w łapę parę galeonów". Bezsensem było przecież kierowanie się myślą, że maska zapewni jakąkolwiek anonimowość.
Pooglądał nieco wystawę, zaciekawiony, co zostanie przygotowane - bo szykowano parę niespodzianek. To, co dało się odkopać w zasobach Lestrange zwabiło tutaj zapewne niejednego konesera. Albo i ciekawskich, którzy nawet nie zamierzali niczego kupować. Laurent chciał przetracić trochę pieniędzy - do tego, że te potrafiły być wspaniałą zabawą i relaksujące, przekonała go skutecznie Olivia. I wcale nie musiały być przy tym duże. Tutaj nie miał co prawda kompanii swojej przyjaciółki, ale za to obejrzał się nieco na zbierające się osobistości i poszukiwał również wzrokiem samej Victorii, ciekaw, czy się zjawi. Czy w ogóle ktoś z Lestrange mógł brać udział w tej licytacji? Z jednej strony, tak sobie pomyślał, mogłoby zostać to uznane za próbę przekrętu, z drugiej - rodzina Lestrange była duża... ach... co za różnica zresztą. Tak długo, jak te pieniądze zostaną przelane i poświęcone czemuś lepszemu, niż ta obrzydliwa wojna - było dobrze.
Spojrzał na biuletyn informacyjny, by się zapoznać z tutejszymi zasadami licytacji. To, że chciał przeznaczyć pieniądze na coś dobrego, nie znaczyło jeszcze, że zrobiłby to... tak po prostu. To jest coś, co przychodziło mu nadmiernie ciężko - wydawanie pieniędzy. Pozbywanie się złota i klejnotów. Miał potrzebę gromadzenia ich, najchętniej ubierałby się w nie i... zresztą - widać to było po jego stroju i biżuterii. Może i była subtelna, by nie przytłaczać jego nimfiej urody, ale oszczędności na szlachetnych kamieniach czy próbie złota stwierdzić nie można było. Więc? Pieniądze. Jedna z wielu słabości. Zależało mu więc na tym, żeby kupić coś, co chociaż komuś bliskiemu by się przydało, albo... ładnie by wyglądało na wystawie w domu. Może nowym domu? Może...
Zajął swoje miejsce, założył nogę na nogę i spojrzał na piękny grzebień, który został wyciągnięty jako pierwszy. Rękodzielnicza sztuka o ciekawych właściwościach. Niekoniecznie dla niego.