29.12.2025, 13:15 ✶
– Nie podczas Beltane. Wtedy było tylko światło. Ale… próbowałam z widmowidzeniem. Tyle że nie zobaczyłam za dużo, dranie są oklumentami, jedynie, że dwóch śmierciożerców zdobyło kamienie dla Voldemorta. I tak, Harper wie – powiedziała Brenna, krótko streszczając w sumie to co najważniejsze, pomijając szczegóły wcześniejszego śledztwa (i to, czego ujawnić nie mogła, czyli udziału Arabelli Bulstrode i jej syna).
Potem nie miała już okazji rozwinąć myśli, bowiem zamieniona w wilka nie mogła się komunikować werbalnie. Dziwnie musiały tutaj wyglądać, ciemny, wielki wilk i ciemnowłosa kobieta, spacerujące po północy jedynie w bladym, magicznym świetle, pośród czarnych róż. Brenna jednak nie zastanawiała się nad tym, w zwierzęcej formie skupiona bardziej na zapachach i dźwiękach niż rozważaniach, jakie są szanse, że ktoś z rodziny czy ogrodników wybierze się na nocną przechadzkę.
Kiwnęła łbem na pytanie Victorii, raz, później drugi, a potem przysunęła na moment nos w pobliże miejsca, w którym rano znajdowała się fiolka. Strzygła uszami, ale wyglądało na to, że tym razem źródło dźwięku nie bierze się dokładnie z tego miejsca. Jedyne, czego była pewna, to że przypominało to z rana – i że rozbrzmiewało gdzieś… z dołu. Wciąż z nosem przy ziemi przesuwała się dalej, raz wciskając wilczy łeb nawet pod krzew róż w rozarium, bo była pewna, że coś znajduje się tu, blisko.
Kichnęła znowu i wycofała się, niepewna, czy gdzieś pośród krzewów wyrósł kwiat księżycowej rosy, czy może po prostu w nozdrza wdziera się zapach mokrej ziemi. A potem wreszcie obie dostrzegły coś, jakby błysk – tak delikatny, że za dnia można by go przegapić.
Brenna ruszyła w tę stronę, ale zaraz się wycofała, gdy zdała sobie sprawę z tego, że grzebiąc w ziemi łapami, prawdopodobnie uszkodzi to, co znajdowało się w ziemi. Celowo jednak wstrzymała się z przybraniem ludzkiej formy: tak choćby łatwiej będzie jej ocenić, jeżeli coś wyczuje, czy pachnie faktycznie sadzą, czy wczoraj tylko się jej wydawało.
Potem nie miała już okazji rozwinąć myśli, bowiem zamieniona w wilka nie mogła się komunikować werbalnie. Dziwnie musiały tutaj wyglądać, ciemny, wielki wilk i ciemnowłosa kobieta, spacerujące po północy jedynie w bladym, magicznym świetle, pośród czarnych róż. Brenna jednak nie zastanawiała się nad tym, w zwierzęcej formie skupiona bardziej na zapachach i dźwiękach niż rozważaniach, jakie są szanse, że ktoś z rodziny czy ogrodników wybierze się na nocną przechadzkę.
Kiwnęła łbem na pytanie Victorii, raz, później drugi, a potem przysunęła na moment nos w pobliże miejsca, w którym rano znajdowała się fiolka. Strzygła uszami, ale wyglądało na to, że tym razem źródło dźwięku nie bierze się dokładnie z tego miejsca. Jedyne, czego była pewna, to że przypominało to z rana – i że rozbrzmiewało gdzieś… z dołu. Wciąż z nosem przy ziemi przesuwała się dalej, raz wciskając wilczy łeb nawet pod krzew róż w rozarium, bo była pewna, że coś znajduje się tu, blisko.
Kichnęła znowu i wycofała się, niepewna, czy gdzieś pośród krzewów wyrósł kwiat księżycowej rosy, czy może po prostu w nozdrza wdziera się zapach mokrej ziemi. A potem wreszcie obie dostrzegły coś, jakby błysk – tak delikatny, że za dnia można by go przegapić.
Brenna ruszyła w tę stronę, ale zaraz się wycofała, gdy zdała sobie sprawę z tego, że grzebiąc w ziemi łapami, prawdopodobnie uszkodzi to, co znajdowało się w ziemi. Celowo jednak wstrzymała się z przybraniem ludzkiej formy: tak choćby łatwiej będzie jej ocenić, jeżeli coś wyczuje, czy pachnie faktycznie sadzą, czy wczoraj tylko się jej wydawało.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.