• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[09/10/1972] If you close the door, the night could last forever | Benjy, Prudence

[09/10/1972] If you close the door, the night could last forever | Benjy, Prudence
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#7
29.12.2025, 21:55  ✶  
Patrzyłem na nią i wiedziałem, że to jest dokładnie ten moment, którego wcześniej zawsze nam brakowało - nie pośpiech, nie adrenalina, nie ucieczka przed konsekwencjami, tylko czas, czysty, rozciągnięty, należący do nas. Świadomość tego osiadała we mnie ciężko i przyjemnie, jak ciepło wody, która otulała skórę, pozwalając nam zatrzymać się jeszcze na chwilę w tym zawieszeniu. Wszystko, co ważne, działo się pomiędzy spojrzeniami, w tym powolnym narastaniu napięcia, które znałem aż za dobrze. Czułem, jak rośnie, stając się niemal bolesne, ale w tym bólu było coś nagradzającego. Całe to czekanie, wszystkie lata niedopowiedzeń, wszystkie momenty, w których trzeba było się wycofać o krok za wcześnie - teraz nic nie pchało nas do ucieczki, mogliśmy pozwolić sobie na to, żeby wszystko działo się wolno, metodycznie, z pełną świadomością tego, kim jesteśmy i co do siebie czujemy. Jej oczy błyszczały, a ja widziałem w nich odbicie własnego głodu. Liczyła się tylko ona, ten sposób, w jaki na mnie patrzyła, bez wstydu, bez zahamowań, wreszcie mając pełne prawo do każdej myśli, jaka się pojawiała. No - może nie tej jednej, tutaj doceniałem kunszt artystyczny, ale zamierzałem podważyć jej reakcję.
- Ty? Nie pamiętasz? - Mruknąłem cicho, kręcąc głową. Spojrzałem na nią podejrzliwie, bardziej spod brwi, kątem oka, niż wprost, z tym uśmiechem, który zwykle oznaczał, że zupełnie czegoś nie kupowałem. - Nieee… Ty zawsze pamiętasz. - Spojrzałem jej prosto w oczy, bez złośliwości, raczej z czymś na granicy rozbawienia i niedowierzania. - Selio będziesz udawaś, sze to akulat wypadło ci z głowy? - Uniosłem brwi, tym razem z czymś pomiędzy rozbawieniem a rezygnacją, jakbyśmy właśnie natknęli się na fakt, którego nie dało się już obejść żadnym „to niemożliwe”. - Ty, któla pamiętasz losmowy spszed lat słowo w słowo, kto gdzie stał, kto jak na kogo patszył. - Rzuciłem lekko, jakby to był szczegół organizacyjny, a nie wspomnienie, które właśnie wróciło. Pokręciłem głową wolno.
Pozwoliłem, by moje palce zatrzymały się na moment, dokładnie tam, gdzie wtedy trafiła - nie wskazywałem wprost, nie musiałem, to było bardziej sugestią niż dowodem, prowokacją podszytą rozbawieniem.
- Wiesz - dodałem lekko, niemal żartobliwie - pamięś bywa wybiólcza, szczególnie kiedy człowiek balso chce wieszyś, sze czegoś nie zlobił. Najwylaśniej ciebie tesz to dotyczy, hm? - Spojrzałem na nią spod rzęs, obserwując, jak próbuje to sobie poukładać. Dałem jej chwilę. Jeszcze jedną. Jeszcze odrobinę.
- Ale ciało… - Westchnąłem cicho, przesuwając językiem po wnętrzu policzka. - Ciało nie kłamie. - Zawiesiłem głos. Cofnąłem dłoń, ale tylko po to, by po chwili znów oprzeć ją o brzeg wanny, bliżej niej. - Pamięś ciała jest blutalnie szczela. - Powiedziałem niżej. Zaraz znowu, półautomatycznie, przesunąłem dłonią po własnym boku, leniwie, tym razem odtwarzając w pamięci mapę nie tak dawnych momentów - tych, po których przez kilka dni nosiłem pod koszulą wyraźne pamiątki, nie wyglądałem na kogoś, kto miałby do nich pretensje. - Nie da się jej oszukaś.
Woda znów zafalowała, piana była coraz mniej skuteczna w udawaniu zasłony, oparłem przedramię o brzeg wanny, pochylając się ku niej, wystarczająco blisko, żeby nie było mowy o przypadkowości. Uśmiech sam rozciągnął mi się na ustach, niewinny tylko z nazwy, a oczy błysnęły mi w półmroku wanny, zdradzając, że jej konsternacja została przyjęta i odpowiednio zinterpretowana. Przesunąłem spojrzeniem po twarzy Prue, potem niżej, leniwie, jakbym układał w głowie mapę dobrze znanego terytorium.
- Zostawiłaś mi wtedy balso soczystą malinkę. - Powiedziałem wprost, bez przesady, bez upiększeń. - W miejscu, któle było… Wyjątkowo widoczne. - Uniosłem brwi, jakby to był fakt czysto techniczny, a nie wspomnienie, które wciąż potrafiło rozgrzać skórę. Woda była ciepła, piana falowała cicho, ale napięcie między nami miało w sobie coś ostrzejszego, coś, co nie miało nic wspólnego z relaksem.
- Bądźmy szczeszy. Nigdy nie byłaś szadnym niewiniątkiem. - Oparłem się wygodniej, wodząc spojrzeniem po suficie, jakby próbował odtworzyć coś z pamięci, ale bez przesadnej gorliwości. - A ja tesz, dla odmiany, nie byłem wielkim kusicielem. Nikt nikogo nie ciągnął na siłę. Laczej… Spotykaliśmy się dokładnie w połowie dlogi. Kaszde s nas lobiło potem dokładnie to, co umiało najlepiej. Bo zobacz - parsknąłem cicho, jakby mnie to bawiło bardziej, niż powinno - opielałaś mi się całkiem umiejętnie. Jusz następnego dnia dałaś mi kosza. - Westchnąłem krótko. - I to nie był szaden „zostańmy pszyjaciółmi” kosz. - Pokręciłem głową. - To był posządny, jednoznaczny kosz. Kosz-kosz. Taki, po któlym nie ma się wątpliwości. - Dodałem na koniec, tonem niemal rozrywkowym, jakby chodziło o anegdotę, a nie coś, co wtedy faktycznie zostawiło ślad. - Konsekwentnie się wycofałaś. Ale wciąsz… Tak. Szczesze? - Zawiesiłem głos na moment, dokładnie wystarczająco długo, żeby mogła pomyśleć, że zaraz to podważę. Zamiast tego wzruszyłem ramionami, po czym zerknąłem na nią spod rzęs. - To właściwie jedyna sensowna welsja wydaszeń, jaką mam. Cała leszta bszmi goszej. - Przyznałem w końcu.
Nigdy nie byliśmy normalni, nigdy nie zamierzałem tego zmieniać, a zwłaszcza już nie teraz - było w tym coś wyzwalającego, ta świadomość, że nie musimy się dopasowywać do cudzych definicji. Byliśmy kompatybilni w tej naszej nienormalności, w tym sposobie, w jaki potrafiliśmy się prowokować, czytać bez słów, przesuwać granice. Epizody faktycznie przestały nas dotyczyć - wszystko, co było urwane, niedokończone, zostawione w pół kroku, właśnie traciło znaczenie. Zostawało tylko to, co trwałe - to, że byliśmy w swoich życiach już na stałe, osiadało we mnie spokojnie, ciężko, jak coś, co wreszcie znalazło właściwe miejsce.
Nie odwróciłem wzroku, gdy piana ustąpiła, nawet nie drgnąłem, patrzyłem, jawnie, bez próby udawania obojętności, pozwalając spojrzeniu sunąć tam, gdzie wcześniej bąbelki udawały barierę. Nie dlatego, że brakowało mi kontroli, tylko dlatego, że nie było już potrzeby jej udowadniać. Przesunęła się, odsłaniając więcej, świadomie, prowokacyjnie, a napięcie między nami zgęstniało do tego stopnia, że niemal czułem je na języku. Woda falowała cicho wokół naszych ciał, Londyn za oknem istniał już tylko jako odległe światło. Była moją żoną, nie musiałem się hamować, nie musiałem też niczego przyspieszać, ta noc i tak należała do nas, a ja miałem zamiar smakować ją dokładnie tak, jak na to zasługiwała. Zatrzymałem się na tej granicy, tuż przed ruchem, który zmieniłby wszystko, pozwalając, by napięcie zrobiło swoje.
Poczułem jej dotyk, delikatny, precyzyjny, opuszek palca muskający czekoladę na mojej skórze, to było wystarczające, żeby wszystko we mnie się napięło. Nie potrzebowałem więcej, żeby wiedzieć, że ten moment jest nieodwołalny, właśnie przekraczaliśmy bardzo umowną linię, za którą nie było już miejsca na grę w powściągliwość. Wyciągnąłem rękę i w końcu również ją dotknąłem, najpierw opuszkami palców, ledwie, na załamaniu piany i skóry, jakbym sprawdzał, czy to nadal rzeczywistość, czy już coś, co mi się śniło między jednym przeklętym zleceniem a drugim. Ciepło było natychmiastowe, realne, rozbrajające, przesunąłem kciuk wolno, świadomie, obserwując jej reakcję, ucząc się jej na nowo, mimo że znałem ją od tygodni. Teraz było inaczej, teraz nie było ucieczek, przerw, zniknięć. Uniosłem dłoń i objąłem jej nadgarstek, nie zatrzymując ruchu, tylko prowadząc go dalej, jakbyśmy oboje wiedzieli, dokąd to zmierza. Wanna była już tylko miejscem, nie granicą, a to, co wisiało między nami, było gęste, pewne i wreszcie wolne od ucieczek.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (11753), Prudence Fenwick (8934)




Wiadomości w tym wątku
[09/10/1972] If you close the door, the night could last forever | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 25.12.2025, 01:41
RE: [09/10/1972] If you close the door, the night could last forever | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 26.12.2025, 12:59
RE: [09/10/1972] If you close the door, the night could last forever | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 26.12.2025, 19:41
RE: [09/10/1972] If you close the door, the night could last forever | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 27.12.2025, 15:52
RE: [09/10/1972] If you close the door, the night could last forever | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 28.12.2025, 02:45
RE: [09/10/1972] If you close the door, the night could last forever | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 29.12.2025, 00:06
RE: [09/10/1972] If you close the door, the night could last forever | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 29.12.2025, 21:55
RE: [09/10/1972] If you close the door, the night could last forever | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 03.01.2026, 16:30
RE: [09/10/1972] If you close the door, the night could last forever | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 04.01.2026, 02:11
RE: [09/10/1972] If you close the door, the night could last forever | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 05.01.2026, 01:04
RE: [09/10/1972] If you close the door, the night could last forever | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 06.01.2026, 22:47
RE: [09/10/1972] If you close the door, the night could last forever | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 08.01.2026, 11:34
RE: [09/10/1972] If you close the door, the night could last forever | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 09.01.2026, 03:44
RE: [09/10/1972] If you close the door, the night could last forever | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 12.01.2026, 21:30

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa