30.12.2025, 04:47 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.12.2025, 05:00 przez Albert Rookwood.)
Rozmawia z Elliottem Malfoyem, zamierza brać udział w licytacji.
Kraj również można palić bez masek? Ale że politycznie? Na pewno politycznie, przecież nie dosłownie; za dosłowne nie-incognito palenie kraju psy wiozły do Azkabanu. Zachichotała kurtuazyjnie, chociaż tak naprawdę nie dostrzegła błyskotliwości tego komentarza. Może chodziło o to, że licytanci ukrywali swoje twarze, jakby właśnie popełniali ciężkie przestępstwo? Cóż, absolutnie nie wątpiła, że clou całej tej szopki było pranie pieniędzy. Res ipsa loquitur, byli na czystokrwistym evencie.
Następnych słów Elliotta słuchała w ciszy, która zaskoczyła ją samą. Pierdolenie blondaska kompletnie zbiło ją z pantałyku; z początku zwyczajnie nie mogła uwierzyć w jego tupet. Dała mu przecież tak proste zadanie - miał ocenić, czy cycek przypadkiem nie wylewa jej się z gorsetu. "Jeżeli odpowiada ci to, jak mówisz teraz..." - ??? Używała tego głosu od może godziny, jej prawdziwy głos był niski, ciężki i mocny. Męski. Zachrypły, jak na dojrzałego mężczyznę przystało. Fajki mu nie zaszkodzą, co najwyżej pomogą. Animalistyczne, basowe pomruki działały na kobiety jak na kocice w rui.
Cierpliwie wytrzymywała nadmiernie skrupulatną analizę jej sylwetki, łypiąc tylko na Malfoya spode łba. Gdy dotknął jej gorsetu, syknęła i skrzywiła się, jakby co najmniej na nią narzygał. O kontakt bezpośredni też nie prosiła, miał po prostu wyrazić opinię. Przed chwilą wyrażał ich tak wiele, w tak krótkim czasie, co teraz się stało? Nagle zapomniał języka w gębie?
- Nie, nie. Trzeba cierpieć, aby z tobą żyć - mruknęła, zaciągając się dymem z papierosa, którego nie zamierzała gasić. - Jeśli tak swoją żonę szkoliłeś, to się nie dziwię, że zrezygnowała.
Gdzieś pod koniec wypowiadania tego zdania przypomniało jej się, że musiało być żartem. Więc się zaśmiała. O, tak, tak, właśnie - powinna być radosna. Czy czuła się niekomfortowo? Absolutnie nie, to Elliott czuł się niekomfortowo. Właśnie dlatego teraz zachowywał się tak... dziwnie. Jeszcze nie zdążyła skonstruować pełnej hipotezy "po co" i "dlaczego", ale wierzyła, że już niedługo zdąży.
W trakcie podróży do sceny, zsunęła dłoń Malfoya ze swojej talii.
- Jeśli jeszcze raz mnie dotkniesz, to ja dotknę ciebie - szepnęła, odsuwając się na bezpieczną odległość. Odruchowo chciała postraszyć go jeszcze kolejkami w Mungu, ale przypomniało jej się, że blondynka stać na cały sztab prywatnych lekarzy. I na pięć kancelarii prywatnych prawników. Przygryzła wargę, kiedy obce, wyjątkowo nieprzyjemne uczucie zimnym dreszczem przebiegło jej po plecach - uświadomiła sobie, że gdyby Elliott chciał jej coś zrobić, to właściwie nie byłaby w stanie w żaden sposób go zatrzymać.
Poczuła się tak bardzo... obco.
Kraj również można palić bez masek? Ale że politycznie? Na pewno politycznie, przecież nie dosłownie; za dosłowne nie-incognito palenie kraju psy wiozły do Azkabanu. Zachichotała kurtuazyjnie, chociaż tak naprawdę nie dostrzegła błyskotliwości tego komentarza. Może chodziło o to, że licytanci ukrywali swoje twarze, jakby właśnie popełniali ciężkie przestępstwo? Cóż, absolutnie nie wątpiła, że clou całej tej szopki było pranie pieniędzy. Res ipsa loquitur, byli na czystokrwistym evencie.
Następnych słów Elliotta słuchała w ciszy, która zaskoczyła ją samą. Pierdolenie blondaska kompletnie zbiło ją z pantałyku; z początku zwyczajnie nie mogła uwierzyć w jego tupet. Dała mu przecież tak proste zadanie - miał ocenić, czy cycek przypadkiem nie wylewa jej się z gorsetu. "Jeżeli odpowiada ci to, jak mówisz teraz..." - ??? Używała tego głosu od może godziny, jej prawdziwy głos był niski, ciężki i mocny. Męski. Zachrypły, jak na dojrzałego mężczyznę przystało. Fajki mu nie zaszkodzą, co najwyżej pomogą. Animalistyczne, basowe pomruki działały na kobiety jak na kocice w rui.
Cierpliwie wytrzymywała nadmiernie skrupulatną analizę jej sylwetki, łypiąc tylko na Malfoya spode łba. Gdy dotknął jej gorsetu, syknęła i skrzywiła się, jakby co najmniej na nią narzygał. O kontakt bezpośredni też nie prosiła, miał po prostu wyrazić opinię. Przed chwilą wyrażał ich tak wiele, w tak krótkim czasie, co teraz się stało? Nagle zapomniał języka w gębie?
- Nie, nie. Trzeba cierpieć, aby z tobą żyć - mruknęła, zaciągając się dymem z papierosa, którego nie zamierzała gasić. - Jeśli tak swoją żonę szkoliłeś, to się nie dziwię, że zrezygnowała.
Gdzieś pod koniec wypowiadania tego zdania przypomniało jej się, że musiało być żartem. Więc się zaśmiała. O, tak, tak, właśnie - powinna być radosna. Czy czuła się niekomfortowo? Absolutnie nie, to Elliott czuł się niekomfortowo. Właśnie dlatego teraz zachowywał się tak... dziwnie. Jeszcze nie zdążyła skonstruować pełnej hipotezy "po co" i "dlaczego", ale wierzyła, że już niedługo zdąży.
W trakcie podróży do sceny, zsunęła dłoń Malfoya ze swojej talii.
- Jeśli jeszcze raz mnie dotkniesz, to ja dotknę ciebie - szepnęła, odsuwając się na bezpieczną odległość. Odruchowo chciała postraszyć go jeszcze kolejkami w Mungu, ale przypomniało jej się, że blondynka stać na cały sztab prywatnych lekarzy. I na pięć kancelarii prywatnych prawników. Przygryzła wargę, kiedy obce, wyjątkowo nieprzyjemne uczucie zimnym dreszczem przebiegło jej po plecach - uświadomiła sobie, że gdyby Elliott chciał jej coś zrobić, to właściwie nie byłaby w stanie w żaden sposób go zatrzymać.
Poczuła się tak bardzo... obco.