30.12.2025, 21:16 ✶
— Tyle dobrego, że za wami nie poleciał — stwierdził pocieszająco Erik, słysząc historię Dory. — Duchy wydają się być jednymi z najgorszych prześladowców jakich można sobie wymyślić.
Otworzył usta, jakby chciał podsumować komentarz jakąś historyjką, jednak zaraz się powstrzymał. Atmosfera tego miejsca i tak mu się udzielała. Po co jeszcze napędzać sobie stracha tym, że biurokratyzacja Ministerstwa Magii mogła sprawić, że doniesienia o takim prześladowcy mogłyby wcale nie wprawić w działanie wszystkich trybików odpowiednio szybko? Bądź co bądź, ktoś by musiał zbadać takie zgłoszenie. Przeprowadzić jakiś wywiad środowiskowy, włączyć w to wszystko egzorcystę... A samo znalezienie takiego ducha mogłoby nie być zbyt łatwe, gdyby zdecydował się po prostu unikać konfrontacji ze służbami bezpieczeństwa, czyż nie?
Po wejściu do środka nie mieli zbytnio możliwości, aby kontynuować tę dyskusję, ponieważ spośród cieni wyłoniła się... dziewczyna. Nieznajoma. Erik uniósł delikatnie różdżkę tak, aby jej czubek został skierowany w stronę intruza.
— … A ty żyjesz? — wymsknęło mu się chwilę po słowach Jonathana.
Wzrok Longbottom utkwił w dziewczynie. Na jego twarzy malowała się mieszanka zdezorientowania i autentycznego podziwu, jakby z jednej strony był w stu procentach pewien, że kobieta ta nie miała prawa tu być, a z drugiej rozsądek podpowiadał mu, że skoro stała mu przed oczami, to faktycznie nie mogła to być żadna zjawa, a żywy człowiek. Człowiek, który najwyraźniej sporo tutaj wycierpiał, sądząc po jej wyglądzie i odzieniu.
— Kim ty właściwie jesteś? — dorzucił, mimowolnie zaciskając mocniej palce na rączce swojej magicznej różdżki.
Czy to był ktoś od Frassera i Owensa? Jakaś współpracowniczka ekipy, która przybyła tu wcześniej? A może jakaś zbłąkana podróżniczka, która z jakiegoś powodu postanowiła się schronić na wyspie pełnych kwintopedów? Erik zerknął kątem oka na Dorę, zastanawiając się, co ona o tym wszystkim myśli. Co jak co, ale raczej żadne z nich nie spodziewało się natknąć tutaj na kogoś takiego. Starał się skupić na najbardziej prawdopodobnym scenariuszu, bo chyba nawet jemu ciężko by było uwierzyć, że mieli teraz z kimś, kto zamieszkiwał tę wyspę jeszcze za czasów McClivertów. To by było... niemożliwe, prawda? Z drugiej strony widzieliśmy już bardziej nieprawdopodobne rzeczy, skomentował bezgłośnie mężczyzna.
Otworzył usta, jakby chciał podsumować komentarz jakąś historyjką, jednak zaraz się powstrzymał. Atmosfera tego miejsca i tak mu się udzielała. Po co jeszcze napędzać sobie stracha tym, że biurokratyzacja Ministerstwa Magii mogła sprawić, że doniesienia o takim prześladowcy mogłyby wcale nie wprawić w działanie wszystkich trybików odpowiednio szybko? Bądź co bądź, ktoś by musiał zbadać takie zgłoszenie. Przeprowadzić jakiś wywiad środowiskowy, włączyć w to wszystko egzorcystę... A samo znalezienie takiego ducha mogłoby nie być zbyt łatwe, gdyby zdecydował się po prostu unikać konfrontacji ze służbami bezpieczeństwa, czyż nie?
Po wejściu do środka nie mieli zbytnio możliwości, aby kontynuować tę dyskusję, ponieważ spośród cieni wyłoniła się... dziewczyna. Nieznajoma. Erik uniósł delikatnie różdżkę tak, aby jej czubek został skierowany w stronę intruza.
— … A ty żyjesz? — wymsknęło mu się chwilę po słowach Jonathana.
Wzrok Longbottom utkwił w dziewczynie. Na jego twarzy malowała się mieszanka zdezorientowania i autentycznego podziwu, jakby z jednej strony był w stu procentach pewien, że kobieta ta nie miała prawa tu być, a z drugiej rozsądek podpowiadał mu, że skoro stała mu przed oczami, to faktycznie nie mogła to być żadna zjawa, a żywy człowiek. Człowiek, który najwyraźniej sporo tutaj wycierpiał, sądząc po jej wyglądzie i odzieniu.
— Kim ty właściwie jesteś? — dorzucił, mimowolnie zaciskając mocniej palce na rączce swojej magicznej różdżki.
Czy to był ktoś od Frassera i Owensa? Jakaś współpracowniczka ekipy, która przybyła tu wcześniej? A może jakaś zbłąkana podróżniczka, która z jakiegoś powodu postanowiła się schronić na wyspie pełnych kwintopedów? Erik zerknął kątem oka na Dorę, zastanawiając się, co ona o tym wszystkim myśli. Co jak co, ale raczej żadne z nich nie spodziewało się natknąć tutaj na kogoś takiego. Starał się skupić na najbardziej prawdopodobnym scenariuszu, bo chyba nawet jemu ciężko by było uwierzyć, że mieli teraz z kimś, kto zamieszkiwał tę wyspę jeszcze za czasów McClivertów. To by było... niemożliwe, prawda? Z drugiej strony widzieliśmy już bardziej nieprawdopodobne rzeczy, skomentował bezgłośnie mężczyzna.
(Percepcja) Rzut na dziewczynę x1
Rzut Z 1d100 - 21
Akcja nieudana
Akcja nieudana
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞