• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[12.10.1972] let's go | Prudence, Benjy

[12.10.1972] let's go | Prudence, Benjy
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#7
30.12.2025, 22:00  ✶  

Na szczęście to miał być ich ostatni raz w najbliższym czasie w tym miejscu. Drzwi do pokoju znowu zostaną zamknięte i nikt nie będzie zaglądał do jego wnętrza. Będzie stał i czekał na swój moment, chociaż ten raczej nie nastanie. Nie wydawało jej się, aby miała tutaj po cokolwiek wracać, już nie teraz. Wiadomo, rodzice powtarzali jej, że zawsze będzie tu dla niej miejsce, jednak nie sądziła, że kiedykolwiek będzie jej już potrzebne.

- Cieszę się, że się co do tego zgadzamy. - Była ciekawa, ile ma jeszcze ukrytych talentów o których nie miała pojęcia, na pewno sporo, przecież ominęło ich jakieś piętnaście lat życia swojego życia, podejrzewała, że w ciągu tego czasu nauczył się naprawdę wiele, nie wątpiła w to, że nie  raz ją jeszcze zaskoczy.

Nie tak trudno było znaleźć kompromis. Nie zamierzała robić z niego czarnej owcy, te czasy już się skończyły, mógł nią być kiedyś, w innym miejscu, ale teraz był jej mężem, jeśli coś dotyczyło ich razem, to nie widziała innej opcji, jak razem rozwiązywać problem. Tak było najbardziej sprawiedliwie, mieli stać u swego boku, walczyć razem z całym światem, nikt nie mógł im stanąć na drodze, kiedy współpracowali byli dużo silniejsi - nie miała co do tego nawet najmniejszych wątpliwości.

- Tak, nie jesteśmy pierwsi, na pewno mogłabym się z tym pogodzić, wątpię jednak w to, że oni faktycznie wytrzymają, być może z początku będą nieco niezadowoleni, ale w końcu nadejdzie akceptacja, wiesz nie mają nad zbyt wielu. - Pewnie gdyby ilość dzieci Bletchleyów była większa, to mogliby rozważać różne opcje, mieli jednak wyłącznie bliźniaki, nie mogli sobie pozwolić na marnowanie żadnego dziecka, kto im poda szklankę wody na stare lata?

Spodziewała się tego, że ojciec nie będzie szczególnie zadowolony z decyzji, którą podjęli, miał swój plan, swoją wizję, tylko, że to nie było jego życie, tylko jej, musiał więc spasować bo moment, w którym żyła by spełniać oczekiwania innych dobiegł końca, nigdy miał się nie powtórzyć. Pewnie ciężko będzie mu się z tym pogodzić, bo Prue nie należała do buntowników, nigdy nie sprawiała żadnych problemów, a teraz cóż - przeżywała drugą młodość i nadrabiała to wszystko. W końcu czuła, że żyje.

- Wiesz przecież, że rozsądek to niemalże moje drugie imię. Wspomniałeś wcześniej o wizjonerstwie, to też mnie zachęciło, przecież jestem naukowcem, eksperymenty to moja pasja, być może dojdziemy do czegoś nowego, odkrywczego. Nie mogłabym zignorować takiej możliwości. - Spoglądała na niego uśmiechając się od ucha do ucha, wiedziała, że na pewno to doceni, chociaż powinna po prostu któregoś dnia go zaskoczyć, tak to będzie najlepsza opcja. Układała w głowie plan, co oczywiście było po niej widać, bo znowu nieco zmrużyła oczy i na moment się zawiesiła.

- Gwarantuję Ci, że się go nie pozbędziesz z pamięci. - Skoro miał takie podejście, to zamierzała mu obiecać, że dokładnie tak się wydarzy. Doszli już do tego, że te fikuśne koronki nie miały się dłużej marnować, więc zamierzała faktycznie dotrzymać słowa.

Chciała dla niego dobrze, przesunęła się, aby zrobić mu miejsce obok siebie, miał sobie tylko odpocząć, nic więcej. Życie jednak dosyć szybko zweryfikowało ich plany, łóżko nie wytrzymało ciężaru, wystarczyło, że na nim usiadł, właściwie to oparł ciężar swojego ciała, a ono postanowiło dokonać swojego żywota. Trzask, później jego wpadnięcie w tę dziurę. Ten widok... Nie mogła powstrzymać śmiechu. Naprawdę próbowała, ale wyglądał tak cholernie absurdalnie w dziurze, na tym malutkim łóżeczku, baldachim jeszcze całkiem uroczo powiewał nad jego głową. Nieczęsto widywało się podobne rzeczy.

- Wiesz, że nigdy nie wyprę tego ze swojej pamięci, prawda? - Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak pracował jej mózg, nie było szansy na to, aby zapomniała coś takiego, była jeszcze zbyt trzeźwa na ewentualne czarne dziury.

- Po prostu chciałabym mieć szansę zobaczyć Twoje każde wydanie, nie było mnie obok przez tyle lat i widzę, że naprawdę wiele mnie ominęło. - Była ciekawa jak wiele, to pewnie kiedyś uda im się nadrobić, chociaż nie wydawało jej się, że wszystko, ale całkiem zabawne były te momenty, gdy dowiadywała się o nim czegoś zupełnie nowego.

- Istnieją zdjęcia? Teraz Ci nie odpuszczę, będę Cię męczyć, aż mi je pokażesz. - Prue potrafiła być bardzo upierdliwa, kiedy jej na czymś zależało, a w tej sytuacji, no była skłonna zrobić wiele, aby zobaczyć go w warkoczykach, naprawdę wiele

- Tak, bardzo od tyłu, w naprawdę gęstej mgle, najlepiej, aby też jedynym światłem był księżyc, wtedy mogłoby się udać. - Cóż, jego gabaryty... wyróżniały się na tle innych ludzi, nawet mężczyzn, kobiety takich rozmiarów... Pewnie było ich bardzo mało o ile w ogóle istniały.

- Ok prostu nie chcę, żeby coś Cię kłuło w tyłek, wiesz ile osób miewa problemy z drzazgami w różnych miejscach? Nie jesteś pierwszy, z dwojga złego lepsza drzazga w tyłku niż... - Nie dokończyła, ale na pewno był w stanie sam domyślić się gdzie.

- Nikomu nie pisnę słówka, jestem Twoim wspólnikiem w zbrodni, obowiązuje nas dozgonna tajemnica. - Dodała jeszcze bardzo poważnym tonem, naprawdę nie zamierzała puścić pary z ust.

Widziała, że próbował się podnieść, trochę mu to jednak nie szło, zaplątał się strasznie w tych listewkach i materacu. Prue zeskoczyła więc z łóżka i stanęła przed nim, przez chwilę się wpatrywała w to, jak był wkomponowany w to wszystko.

- Dawaj Wielkoludzie. - Wyciągnęła dłoń, aby pomóc mu wstać. Wydawało jej się to całkiem rozsądne, mimo, że przecież był prawie trzy razy od niej cięższy. Zaparła się nogami, jakby to mogło w jakikolwiek sposób jej pomóc.


Rzut N 1d100 - 63
Sukces!
na wyciągnięcie Benjy'ego ( AF ◉◉○○○)


Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (6618), Prudence Fenwick (5134)




Wiadomości w tym wątku
[12.10.1972] let's go | Prudence, Benjy - przez Prudence Fenwick - 28.12.2025, 22:42
RE: [12.10.1972] let's go | Prudence, Benjy - przez Benjy Fenwick - 29.12.2025, 02:19
RE: [12.10.1972] let's go | Prudence, Benjy - przez Prudence Fenwick - 29.12.2025, 10:32
RE: [12.10.1972] let's go | Prudence, Benjy - przez Benjy Fenwick - 29.12.2025, 19:12
RE: [12.10.1972] let's go | Prudence, Benjy - przez Prudence Fenwick - 29.12.2025, 23:38
RE: [12.10.1972] let's go | Prudence, Benjy - przez Benjy Fenwick - 30.12.2025, 17:27
RE: [12.10.1972] let's go | Prudence, Benjy - przez Prudence Fenwick - 30.12.2025, 22:00
RE: [12.10.1972] let's go | Prudence, Benjy - przez Benjy Fenwick - 04.01.2026, 18:52
RE: [12.10.1972] let's go | Prudence, Benjy - przez Prudence Fenwick - 04.01.2026, 22:17

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa