31.12.2025, 11:37 ✶
– Zastanawiam się, czy jeśli ci powiem, zaginę wkrótce w tajemniczych okolicznościach, utopiona w jednej z sadzawek w Maida Vale i sama stanę się tym utopcem… – stwierdziła Brenna, z pewnym namysłem, jakby faktycznie rozważała, czy Atreus po zdradzeniu jego tajemnicy ją zamorduje (nie żeby nikt nie widział tej przemiany…). – Mówisz, że maski dodają odwagi? – mruknęła, to zdanie wypowiadając jednak już bez śladu poprzedniego zastanowienia czy wesołości.
Za maską ginąłeś.
W masce mogłeś popełniać największe zbrodnie, bo byłeś bezkarny…
Jej skojarzenia zdecydowanie biegły w złym kierunku.
Całe szczęście, że Victoria wymieniła imię Lyssy, bo jeszcze Brenna na słowa o dziwnej kobiecie spytałaby, czy to był ktoś z Dołohovów: a tak jednak zorientowała się, że prawdopodobnie mają przed sobą córkę Vakela.
– Powiedziała chociaż coś ciekawego? Gdyby to był sabat, pomyślałabym, że chodzi o Szeptuchę, ale nie wyobrażam sobie, aby ją tu zaproszono – stwierdziła, wpinając srebrzystą spinkę z powrotem na miejsce, chociaż miała wrażenie, że chyba czesała się dziś po pracy w zbyt dużym pośpiechu i fryzura nie dotrwa do północy. A potem zamarła, z dłonią wciąż uniesioną, z palcami przy umykającym niewoli spinek kosmykiem włosów, ale patrzyła nie na swoje odbicie, a na to Lyssy. I z jej ust wyrwało się coś, co brzmiało, jakby kaszlnięciem próbowała zamaskować… jakiś inny dźwięk. Może śmiech, może jęk rozpaczy.
– Czy powinnam kupić Aidanowi podręcznik zachowania na randkach? – spytała, może ich, a może siebie samej, chwytając w końcu zagubiony kosmyk i poprawiając spinkę. Cieszyła się, że nie zdążyła zdjąć maski, i ta wciąż przynajmniej częściowo kryła wyraz jej twarzy… chociaż gdy skierowała spojrzenie na Lyssę, to po prawdzie bez tej maski jej mina wyrażałaby po prostu współczucie. Sama prawdopodobnie nie byłaby szczególnie poruszona taką opowieścią, ale kiedy ona gdzieś z kimś szła, czasem kończyło się to wypadkami samochodowymi i pościgami. A Lyssa była młodą dziewczyną, która chyba przyjechała do Anglii stosunkowo niedawno. Brenna nieraz ocierała łzy koleżanek w Hogwarcie, dla których pierwsza randka kończyła się czymś w rodzaju „bo powiedziaaaał, że Heidi na niego leeeci!”. – Domyślam się, że kolejnej randki nie będzie.
Za maską ginąłeś.
W masce mogłeś popełniać największe zbrodnie, bo byłeś bezkarny…
Jej skojarzenia zdecydowanie biegły w złym kierunku.
Całe szczęście, że Victoria wymieniła imię Lyssy, bo jeszcze Brenna na słowa o dziwnej kobiecie spytałaby, czy to był ktoś z Dołohovów: a tak jednak zorientowała się, że prawdopodobnie mają przed sobą córkę Vakela.
– Powiedziała chociaż coś ciekawego? Gdyby to był sabat, pomyślałabym, że chodzi o Szeptuchę, ale nie wyobrażam sobie, aby ją tu zaproszono – stwierdziła, wpinając srebrzystą spinkę z powrotem na miejsce, chociaż miała wrażenie, że chyba czesała się dziś po pracy w zbyt dużym pośpiechu i fryzura nie dotrwa do północy. A potem zamarła, z dłonią wciąż uniesioną, z palcami przy umykającym niewoli spinek kosmykiem włosów, ale patrzyła nie na swoje odbicie, a na to Lyssy. I z jej ust wyrwało się coś, co brzmiało, jakby kaszlnięciem próbowała zamaskować… jakiś inny dźwięk. Może śmiech, może jęk rozpaczy.
– Czy powinnam kupić Aidanowi podręcznik zachowania na randkach? – spytała, może ich, a może siebie samej, chwytając w końcu zagubiony kosmyk i poprawiając spinkę. Cieszyła się, że nie zdążyła zdjąć maski, i ta wciąż przynajmniej częściowo kryła wyraz jej twarzy… chociaż gdy skierowała spojrzenie na Lyssę, to po prawdzie bez tej maski jej mina wyrażałaby po prostu współczucie. Sama prawdopodobnie nie byłaby szczególnie poruszona taką opowieścią, ale kiedy ona gdzieś z kimś szła, czasem kończyło się to wypadkami samochodowymi i pościgami. A Lyssa była młodą dziewczyną, która chyba przyjechała do Anglii stosunkowo niedawno. Brenna nieraz ocierała łzy koleżanek w Hogwarcie, dla których pierwsza randka kończyła się czymś w rodzaju „bo powiedziaaaał, że Heidi na niego leeeci!”. – Domyślam się, że kolejnej randki nie będzie.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.