Parsknęła cicho pod nosem na myśl o tym, jak to działa w rodzinie Lestrange.
– Bez przesady. Wyobrażasz sobie to? – przed oczami miała Louvaina, który pokazywał jej środkowy palec przez kieszeń, żeby nie było to widoczne tak od razu, ale żeby kuzynka wiedziała. Ich droczenie się o czytanie ksiąg i grzebanie w kwiatkach było zresztą pięknym przykładem, w którym Victoria nie mogła się powstrzymać. Tak samo zresztą jak Louvain. – Jesteśmy sobie lojalni, ale to nie znaczy, że nikt sobie nie dokucza… – o, albo Rodolphus, który kompletnie nie miał rąk do roślin i Victoria wiedziała o tym absolutnie d-o-s-k-o-n-a-l-e, a i tak wysyłała mu mało wymagające rośliny, żeby się z nim trochę podrażnić. Albo zupełnie celowo przestawiała mu meble w mieszkaniu, tak o kilka centymetrów, że niby przypadkiem, a wiedziała, że kuzyn dostanie przez to szału. Dzięki temu musiał o niej myśleć, i na tę świadomość Victoria się uśmiechnęła. – Ba, nie przepuściłabym takiej okazji – i zachichotała cicho i krótko. Czasami zdarzały się bardziej ekstremalne przypadki… Na przykład Primrose tak kiedyś zdenerwowała jednego z kuzynów, że ten wrzucił ją do sadzawki o tu, w Maida Vale. Biedna omal się nie utopiła, gdyby nie ich ojciec, to mogłaby teraz nie mieć siostry. Pamiętała za to jaki ochrzan ten kuzyn potem za to wszystko zebrał i jak bardzo mała Prim się trzęsła ze strachu. – Ale dlatego powiedziałam, żebyś nie dręczył za mocno.
– Ach, czyli patetyczne przemowy, rozumiem – i przerysowane gesty, bo jak inaczej mocniej wydobyć na wierzch i zaznaczyć emocje na deskach teatru?
A potem pomyślała sobie, że odpowiedź, jaką otrzymała na temat Lauretty Selwyn, była niezwykle wyważona i taktowna. Znaczy, że nie. Victoria rzecz jasna kojarzyła jej nazwisko, ale nie była to żadna bliska relacja, zupełnie jak z Cressidą – znane sobie ze słyszenia.
– Nic ci nie obiecam, ale jak nie spróbujesz to się nie przekonasz, nie? – zaśmiała się cicho, prowadząc ich do fontanny, wokół której latały kryształowe kieliszki tylko czekające na to, by zostać pochwycone. – Nie sądzę, żeby było się o co martwić, w drinkach nic nie było. A poza tym jak zostaniesz elfem, to jestem tu tylko ja i obiecuję, że nie zabiorę cię do innych elfów, żebyś się zaznajomił z samicami – zażartowała sobie. – Oczywiście, że mam – pomyślała sobie przy tym o Aidanie, z którym tak się wyzłośliwiali ze sobą… – Aidan to moje oczko w głowie – parsknęła cicho. – Chociaż on jest dla mnie bardziej jak brat, to może powinnam wymienić innego kuzyna – nie miała tu wielkiego problemu, bo w takim razie od razu pomyślała o Rodolphusie.