02.01.2026, 17:11 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.01.2026, 17:12 przez Dora Crawford.)
Pracownia wyglądała staro, ale nie było to nic czego by się nie spodziewała, w końcu cały zamek był niemalże ruiną. Dawne odczynniki, składniki i sprzęt alchemiczny napełniały powietrze jakimś zapachem zgnilizny, który był zaledwie wisienką na torcie wszystkiego, co wpadało im do nosa.
- Nie dotykajcie niczego - powiedziała do towarzyszy, przyglądając się jakiejś szarawej kupce, w której nic nie wskazywało na to czym mogła być kiedyś. Wszystko więc stanowiło tutaj ryzyko, tak jakby kwintopendy nie były wystarczające.
Spojrzenie przesunęło się dalej, omiatając uważnie kolejne elementy pomieszczenia, ostatecznie wyglądając przez znajdujące się w wieży, brudne okno. Na dworze błyszczały gwiazdy i Crawleyówna przez moment przyglądała się tej najjaśniejszej, migoczące pośród mniej wyraźnych sióstr. Pogodna noc, mimo że mieli październik, sprawiała że Syriusz świecił nad wyraz jasno i Dora może rzuciłaby zaraz jakąś ciekawostkę odnośnie warzenia eliksirów w kontekście astronomicznym, ale coś nad nimi trzasnęło.
Drgnęła niespokojnie, wyrwana z zamyślenia i pobłądziła wzrokiem dalej, natrafiając na wielkie, przerażone oczy.
- Nie bój się, nie zrobimy ci krzywdy - dziewczyna uniosła ku górze ręce w pojednawczym geście. Parę kroków i powoli zaczęła zbliżać się do schodów. - Jesteś ranna? Jeśli tu utknęłaś, możemy ci pomóc wyjść z tej wieży - uśmiechnęła się do niej pocieszająco, jednocześnie uważnie przyglądając. Wyglądała koszmarnie - wychudzona, jakby od dawna nie jadła, do tego miała tak chropowaty głos, jakby od dawna albo z nikim nie rozmawiała, albo nic nie piła. Najbardziej jednak chyba martwiła Dorę jej szara skóra. Znaczyć mogła wiele, ale chyba Crawleyówna nie byłaby sobą gdyby pierwsze co jej nie przyszło do głowy to wizyta na cmentarzu z Brenną, o której przecież jeszcze przed chwilą wspominała, a podczas której sama dywagowała na temat żywych trupów.
// percepcja tak zapobiegawczo bo patrzę
// wiedza o świecie (bo nie mam leczenia lol) czy nie potrzebuje pomocy medycznej czy może już nic takiego nie potrzebuje
- Nie dotykajcie niczego - powiedziała do towarzyszy, przyglądając się jakiejś szarawej kupce, w której nic nie wskazywało na to czym mogła być kiedyś. Wszystko więc stanowiło tutaj ryzyko, tak jakby kwintopendy nie były wystarczające.
Spojrzenie przesunęło się dalej, omiatając uważnie kolejne elementy pomieszczenia, ostatecznie wyglądając przez znajdujące się w wieży, brudne okno. Na dworze błyszczały gwiazdy i Crawleyówna przez moment przyglądała się tej najjaśniejszej, migoczące pośród mniej wyraźnych sióstr. Pogodna noc, mimo że mieli październik, sprawiała że Syriusz świecił nad wyraz jasno i Dora może rzuciłaby zaraz jakąś ciekawostkę odnośnie warzenia eliksirów w kontekście astronomicznym, ale coś nad nimi trzasnęło.
Drgnęła niespokojnie, wyrwana z zamyślenia i pobłądziła wzrokiem dalej, natrafiając na wielkie, przerażone oczy.
- Nie bój się, nie zrobimy ci krzywdy - dziewczyna uniosła ku górze ręce w pojednawczym geście. Parę kroków i powoli zaczęła zbliżać się do schodów. - Jesteś ranna? Jeśli tu utknęłaś, możemy ci pomóc wyjść z tej wieży - uśmiechnęła się do niej pocieszająco, jednocześnie uważnie przyglądając. Wyglądała koszmarnie - wychudzona, jakby od dawna nie jadła, do tego miała tak chropowaty głos, jakby od dawna albo z nikim nie rozmawiała, albo nic nie piła. Najbardziej jednak chyba martwiła Dorę jej szara skóra. Znaczyć mogła wiele, ale chyba Crawleyówna nie byłaby sobą gdyby pierwsze co jej nie przyszło do głowy to wizyta na cmentarzu z Brenną, o której przecież jeszcze przed chwilą wspominała, a podczas której sama dywagowała na temat żywych trupów.
// percepcja tak zapobiegawczo bo patrzę
Rzut N 1d100 - 75
Sukces!
Sukces!
// wiedza o świecie (bo nie mam leczenia lol) czy nie potrzebuje pomocy medycznej czy może już nic takiego nie potrzebuje
Rzut PO 1d100 - 63
Sukces!
Sukces!
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.