03.01.2026, 00:18 ✶
- A to nie tak, że sitko może być cedzakiem? Ale cedzak już chyba nie może być sitkiem. Może to jak z kwadratem i prostokątem - podzielił się swoją złotą myślą, która najlepiej jakby nią została. Wypowiadanie jej na głos było wątpliwą strategią socjalizowania się, ale nie miał zamiaru pozwolić, aby go to zatrzymało.
- Takie świeże? Czy zwykłe chleby. W sensie surowe czy już upieczone? - instrukcje były niejasne, ale już powoli przesuwał się w stronę spiżarni, aby wykonać powierzone zadanie. Wolał niczego nie opóźniać. Chwilę mu zawsze zajmowało, aby przyzwyczaić się do kuchennego chaosu.
Nim zdążył dobrze usłyszeć odpowiedź zniknął za drzwiami do spiżarni i przyniósł, miał nadzieję, to o co był proszony. Tylko to znalazł w koszyku.
- To chyba te? - dopytał na głos, woląc zwrócić uwagę na to, aby Lewis na nie spojrzał nim cokolwiek z nimi zrobi. Wolał nie spieprzyć dania, tylko dlatego że chciał pomóc.
Ominęła go połowa opowieści o śnie, a też pojawiły się w kuchni kolejne osoby. Wydawało mu się, że pomieszczenie było za małe już na nich trzech, a co dopiero. No cóż, przynajmniej nie będzie im zimno. Kuchnia była przeciwieństwem chłodu już wcześniej, przez buchający piekarnik, podziękował sobie, że ubrał podkoszulek żonobijkę, bo poczuł jak pierwsze krople potu zaczynają formować się na karku pod gęstymi falami włosów. Nie minęła chwila, jak pożałował, że nie ma na sobie czegoś lepiej wyglądającego.
Gość, z którym się przywitał, a który wydukał coś pod nosem w stylu 'mhhemm' miał zajebisty outfit. Julien zmarszczył brwi. Czyżby spodnie były aż tak ciasne? Znał ten ból.
- Ej zajebisty strój, ale potrzeba ci jakiegoś fartucha, bo ujebiesz sobie wszystko w kuchni - odsunąwszy się od centrum wydarzeń, aby nie ograniczać Lewisowi ruchów, przysunął się bliżej Flynna i Aseny.
- Gruszki przyniosłeś na coś? Lewis, potrzebujesz gruszek? - zdecydował, że dopyta, chcąc przebić się przez zaspy, łysinę Woody'ego i chyba jego dupę. Nie był pewien o czym jest rozmowa.
- Takie świeże? Czy zwykłe chleby. W sensie surowe czy już upieczone? - instrukcje były niejasne, ale już powoli przesuwał się w stronę spiżarni, aby wykonać powierzone zadanie. Wolał niczego nie opóźniać. Chwilę mu zawsze zajmowało, aby przyzwyczaić się do kuchennego chaosu.
Nim zdążył dobrze usłyszeć odpowiedź zniknął za drzwiami do spiżarni i przyniósł, miał nadzieję, to o co był proszony. Tylko to znalazł w koszyku.
- To chyba te? - dopytał na głos, woląc zwrócić uwagę na to, aby Lewis na nie spojrzał nim cokolwiek z nimi zrobi. Wolał nie spieprzyć dania, tylko dlatego że chciał pomóc.
Ominęła go połowa opowieści o śnie, a też pojawiły się w kuchni kolejne osoby. Wydawało mu się, że pomieszczenie było za małe już na nich trzech, a co dopiero. No cóż, przynajmniej nie będzie im zimno. Kuchnia była przeciwieństwem chłodu już wcześniej, przez buchający piekarnik, podziękował sobie, że ubrał podkoszulek żonobijkę, bo poczuł jak pierwsze krople potu zaczynają formować się na karku pod gęstymi falami włosów. Nie minęła chwila, jak pożałował, że nie ma na sobie czegoś lepiej wyglądającego.
Gość, z którym się przywitał, a który wydukał coś pod nosem w stylu 'mhhemm' miał zajebisty outfit. Julien zmarszczył brwi. Czyżby spodnie były aż tak ciasne? Znał ten ból.
- Ej zajebisty strój, ale potrzeba ci jakiegoś fartucha, bo ujebiesz sobie wszystko w kuchni - odsunąwszy się od centrum wydarzeń, aby nie ograniczać Lewisowi ruchów, przysunął się bliżej Flynna i Aseny.
- Gruszki przyniosłeś na coś? Lewis, potrzebujesz gruszek? - zdecydował, że dopyta, chcąc przebić się przez zaspy, łysinę Woody'ego i chyba jego dupę. Nie był pewien o czym jest rozmowa.
I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you