03.01.2026, 11:35 ✶
– Tak, na zatyczce tamtej też taka była, a przynajmniej tak mi się wydaje, bo nie zdążyłam się dokładnie przyjrzeć. Róża na zatyczce, pachną różami, wrzucone w ziemię w rozarium i pojawiły się akurat równo z różami… – wyliczyła Brenna. Przez chwilę jeszcze pozostawała pochylona, wodząc spojrzeniem wokół, a nawet schyliła się jeszcze bardziej, zaglądając pod najbliższy krzak, ale w końcu westchnęła i wyprostowała się, godząc się z myślą, że chyba nic więcej teraz nie znajdą. – Trudno mi uwierzyć, że nie mają ze sobą niczego wspólnego – stwierdziła w zamyśleniu, chociaż jeśli ostatnio pojawiły się i na Polanie Ognisk… choć… przecież wtedy nie było tam wejścia do limbo i nikt nie strzegł dróg do Kniei. O ile teraz ciężko było tam zakopać takie flakoniki, to czy ktoś mógł zrobić to wtedy? A może Victoria miała rację i pojawienie się samych róż było naturalnym zjawiskiem, a ten eliksir ktoś zakopał, żeby z kolei… jakoś na nie wpłynąć? Machnęła tylko ręką odnośnie chusteczki: to nie było ważne, istotniejsze, że na rękach Victorii nie powinien zostać ten bardzo podejrzany eliksir.
– Czyli… skoro kiedyś tu już były i teraz pojawiły się znowu… to może albo po wytępieniu coś zostało w ziemi, i faktycznie to zjawisko sprawiło, że znowu zaczęły kwitnąć, albo ktoś przyniósł tu sadzonki, żeby wykorzystać okazję? Ale znowu. Mamy ten eliksir, który pojawił się jednocześnie z nimi. Jakaś odżywka, żeby rosły lepiej? Coś, co ma je przerobić w mordercze rośliny, które opanują Londyn? Albo otworzyć drugie wejście do Limbo w ogrodach Lestrangów? – zastanawiała się głośno, obrócona ku kwiatom, zapatrzona w czarne róże. Ostatnie zdanie rzuciła w pierwszej chwili ot tak, w ramach zwykłej paplaniny, ale zaraz zmarszczyła brwi, jakby faktycznie zaczęła się nad tym zastanawiać. – Wiem, to brzmi głupio – westchnęła zaraz samokrytycznie. I pomyślała o tym tylko dlatego, że Victoria wspominała o tym, że róże pojawiły się kiedyś i na Polanie Ognisk, gdzie pewnie zasłona między światami była cieńsza. – Ale że specjaliści mówili o Beltane i Samhain, a jak szukałam informacji wyszło, że we dwa momenty granica jest najcieńsza, to chyba trochę weszło mi to do głowy. A teraz jak wspomniałaś o różach na polanie zaczęłam się zastanawiać, gdzie ewentualnie można by otworzyć przejście? Spodziewałam się… spodziewałam się Polany Ognisk, bo jest najbardziej oczywista i… cóż, wuj śnił o tym, że nasz dom spłonie – dodała z pewnymi oporami. Uprzedzała Victorię, że niektórzy mają dziwne wizje, ale niechętnie wspominała, że ta wizja dotyczyła konkretnego miejsca.
I samego Morpheusa.
Ale o tym, że w tym śnie płonął, patrząc na mroczny znak i dym nad Warownią… to nie było coś, o czym mogła opowiadać, jeśli on nie chciał o tym mówić.
Nie sądziła, nie podejrzewała, że ogień nadejdzie tak wcześnie i że nie spadnie wcale na Dolinę Godryka, zaczynając się od Polany, na której zwykle świętowano sabaty.
– Ale w sumie to jest teraz dobrze strzeżona, a te widma pewnie rzuciłyby się na każdego, to już sama nie wiem. Chociaż otwieranie wrót do zaświatów w waszej altanie byłoby chyba głupie – mruknęła, przenosząc spojrzenie na Victorię. – Sądzisz, że ci pozwolą? Przekazywałam informacje do DT, ale cóż… niewymowni to niewymowni… głównie milczą – stwierdziła i skrzywiła się. Sama na Polanie Ognisk pewnie do niczego by się nie przydała, ale… – Jest tam drzewo. Rośnie do góry nogami. Wygrzebaliśmy was spod niego. Myślałam, że wyrosło z Limbo, wiesz, przeszło na drugą stronę. Wtedy. Ale mogło się pojawić z powodu tego szaleństwa z roślinami.
– Czyli… skoro kiedyś tu już były i teraz pojawiły się znowu… to może albo po wytępieniu coś zostało w ziemi, i faktycznie to zjawisko sprawiło, że znowu zaczęły kwitnąć, albo ktoś przyniósł tu sadzonki, żeby wykorzystać okazję? Ale znowu. Mamy ten eliksir, który pojawił się jednocześnie z nimi. Jakaś odżywka, żeby rosły lepiej? Coś, co ma je przerobić w mordercze rośliny, które opanują Londyn? Albo otworzyć drugie wejście do Limbo w ogrodach Lestrangów? – zastanawiała się głośno, obrócona ku kwiatom, zapatrzona w czarne róże. Ostatnie zdanie rzuciła w pierwszej chwili ot tak, w ramach zwykłej paplaniny, ale zaraz zmarszczyła brwi, jakby faktycznie zaczęła się nad tym zastanawiać. – Wiem, to brzmi głupio – westchnęła zaraz samokrytycznie. I pomyślała o tym tylko dlatego, że Victoria wspominała o tym, że róże pojawiły się kiedyś i na Polanie Ognisk, gdzie pewnie zasłona między światami była cieńsza. – Ale że specjaliści mówili o Beltane i Samhain, a jak szukałam informacji wyszło, że we dwa momenty granica jest najcieńsza, to chyba trochę weszło mi to do głowy. A teraz jak wspomniałaś o różach na polanie zaczęłam się zastanawiać, gdzie ewentualnie można by otworzyć przejście? Spodziewałam się… spodziewałam się Polany Ognisk, bo jest najbardziej oczywista i… cóż, wuj śnił o tym, że nasz dom spłonie – dodała z pewnymi oporami. Uprzedzała Victorię, że niektórzy mają dziwne wizje, ale niechętnie wspominała, że ta wizja dotyczyła konkretnego miejsca.
I samego Morpheusa.
Ale o tym, że w tym śnie płonął, patrząc na mroczny znak i dym nad Warownią… to nie było coś, o czym mogła opowiadać, jeśli on nie chciał o tym mówić.
Nie sądziła, nie podejrzewała, że ogień nadejdzie tak wcześnie i że nie spadnie wcale na Dolinę Godryka, zaczynając się od Polany, na której zwykle świętowano sabaty.
– Ale w sumie to jest teraz dobrze strzeżona, a te widma pewnie rzuciłyby się na każdego, to już sama nie wiem. Chociaż otwieranie wrót do zaświatów w waszej altanie byłoby chyba głupie – mruknęła, przenosząc spojrzenie na Victorię. – Sądzisz, że ci pozwolą? Przekazywałam informacje do DT, ale cóż… niewymowni to niewymowni… głównie milczą – stwierdziła i skrzywiła się. Sama na Polanie Ognisk pewnie do niczego by się nie przydała, ale… – Jest tam drzewo. Rośnie do góry nogami. Wygrzebaliśmy was spod niego. Myślałam, że wyrosło z Limbo, wiesz, przeszło na drugą stronę. Wtedy. Ale mogło się pojawić z powodu tego szaleństwa z roślinami.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.