03.01.2026, 11:56 ✶
Twarz Ceolsige pozostawała obrazem uprzejmego zainteresowania. Jej błękitne oczy z wprawą godną bywalczyni salonów krążyły płynnie między rozmówcami, oddając uwagę temu, kto akurat zabierał głos.
Gdy Urd wspomniała o swoim domu i braku przywiązania do niego, Ceolsige oparła głowę na wnętrzu wysuniętej dłoni, w geście pełnym swobody. Posłała kuzynce ciepły, pokrzepiający uśmiech. Był to krótki gest, który wypłynął ze szczerej sympatii i zrozumienia. Ułożyła głowę tak, by Urd mogła poczuć, że w tym tłumie, przy tym stoliku, to konkretne spojrzenie i zrozumienie są zarezerwowane wyłącznie dla niej.
Postanowiła rozmydlić nieco dywagacje o hodowli, zanim Lazarus rozkręci się na dobre w temacie karmienia i osiągną one poziom typowo techniczny. Temat hodowli był interesujący, ale niebezpiecznie blisko zbliżał się do tego praktycznego aspektu, który sprawiał zawsze problem dla jej koncentracji w naukach przyrodniczych.
– Na Nokturnie niestety powróciło już zwyczajowe zagęszczenie tego typu… karmy – stwierdziła z lekkim przekąsem. – Karaluchy i inne szkodniki lgną do ruin. Kilka pułapek i tak miałam w planach rozstawić, więc kwestia wyżywienia ewentualnego pupila rozwiązałaby się sama.
Wykonując niedbały, płynny ruch dłonią, odgarnęła niesforny, jasny kosmyk na plecy. Jej wypielęgnowany paznokieć wskazującego palca nakreślił cienką linię tuż pod kością szczęki, akcentując smukłość szyi.
– Co do bezpieczeństwa, to jestem przekonana, że estetyka jadowitych gatunków przechyla szalę. – dodała, a jej usta wygięły się w rozbawionym uśmiechu, nadając wypowiedzi żartobliwy ton. – Trucizna wszak od wieków ma kobiecą urodę.
Nie czekając na odpowiedź, Ceolsige znów przeniosła uwagę na Urd, by z przekorą odnieść się do jej uwagi o modzie. - Jak jednak słusznie wytknęłaś dusiciel lepiej koresponduje z nazwiskiem. - dokończyła unosząc lekko brew.
– W kwestii futer… Cóż, mam już w sąsiedztwie jedną fretkę, która chyba zbyt swobodnie poczyna sobie między regałami mojego kantoru – rzuciła lekko, mając na myśli pewną zmiennokształtną znajomą, a w jej oczach zapaliły się figlarne ogniki. – Jakiś dodatkowy drapieżca w domu mógłby nieco utemperować jej charakter. Pajęcza pułapka albo chłodne, łuskowe objęcie mogłoby być… pouczające.
Mówiła to tonem niewinnej anegdoty, choć jej myśli, krążąc wokół "łuskowych objęć" i obecności Urd, na moment przyspieszyły rytm serca, co dość skutecznie starała się ukryć pod maską nonszalancji.
– Zresztą, mam kilka pustych pokoi. Jeden dodatkowy lokator nie zrobi różnicy – dodała, a dwuznaczność tego zaproszenia zawisła w powietrzu tylko na chwilę, zanim Ceolsige sięgnęła po kubeczek, by podelektować się kolejnym łykiem trunku, którego smak stawał się coraz bardziej intrygujący.
Odstawiła naczynie i korzystając z pytania, które Lazarus zadał wcześniej, wplotła własną propozycję, naturalnie i niezobowiązująco.
– Skoro już przy pobycie jesteśmy… Moja matka prosiła, by przekazać, że gorąco zaprasza cię na sobotni obiad, jeśli znajdziesz chwilę w kalendarzu – powiedziała, spoglądając na Urd enigmatycznie znad rantu kubka. – Oczywiście wiesz, że u mnie też zawsze jesteś mile widziana. O ile nie będzie ci przeszkadzał zapach dymu, który wciąż nieco trzyma się ścian i okolicy.
Gdy Urd wspomniała o swoim domu i braku przywiązania do niego, Ceolsige oparła głowę na wnętrzu wysuniętej dłoni, w geście pełnym swobody. Posłała kuzynce ciepły, pokrzepiający uśmiech. Był to krótki gest, który wypłynął ze szczerej sympatii i zrozumienia. Ułożyła głowę tak, by Urd mogła poczuć, że w tym tłumie, przy tym stoliku, to konkretne spojrzenie i zrozumienie są zarezerwowane wyłącznie dla niej.
Postanowiła rozmydlić nieco dywagacje o hodowli, zanim Lazarus rozkręci się na dobre w temacie karmienia i osiągną one poziom typowo techniczny. Temat hodowli był interesujący, ale niebezpiecznie blisko zbliżał się do tego praktycznego aspektu, który sprawiał zawsze problem dla jej koncentracji w naukach przyrodniczych.
– Na Nokturnie niestety powróciło już zwyczajowe zagęszczenie tego typu… karmy – stwierdziła z lekkim przekąsem. – Karaluchy i inne szkodniki lgną do ruin. Kilka pułapek i tak miałam w planach rozstawić, więc kwestia wyżywienia ewentualnego pupila rozwiązałaby się sama.
Wykonując niedbały, płynny ruch dłonią, odgarnęła niesforny, jasny kosmyk na plecy. Jej wypielęgnowany paznokieć wskazującego palca nakreślił cienką linię tuż pod kością szczęki, akcentując smukłość szyi.
– Co do bezpieczeństwa, to jestem przekonana, że estetyka jadowitych gatunków przechyla szalę. – dodała, a jej usta wygięły się w rozbawionym uśmiechu, nadając wypowiedzi żartobliwy ton. – Trucizna wszak od wieków ma kobiecą urodę.
Nie czekając na odpowiedź, Ceolsige znów przeniosła uwagę na Urd, by z przekorą odnieść się do jej uwagi o modzie. - Jak jednak słusznie wytknęłaś dusiciel lepiej koresponduje z nazwiskiem. - dokończyła unosząc lekko brew.
– W kwestii futer… Cóż, mam już w sąsiedztwie jedną fretkę, która chyba zbyt swobodnie poczyna sobie między regałami mojego kantoru – rzuciła lekko, mając na myśli pewną zmiennokształtną znajomą, a w jej oczach zapaliły się figlarne ogniki. – Jakiś dodatkowy drapieżca w domu mógłby nieco utemperować jej charakter. Pajęcza pułapka albo chłodne, łuskowe objęcie mogłoby być… pouczające.
Mówiła to tonem niewinnej anegdoty, choć jej myśli, krążąc wokół "łuskowych objęć" i obecności Urd, na moment przyspieszyły rytm serca, co dość skutecznie starała się ukryć pod maską nonszalancji.
– Zresztą, mam kilka pustych pokoi. Jeden dodatkowy lokator nie zrobi różnicy – dodała, a dwuznaczność tego zaproszenia zawisła w powietrzu tylko na chwilę, zanim Ceolsige sięgnęła po kubeczek, by podelektować się kolejnym łykiem trunku, którego smak stawał się coraz bardziej intrygujący.
Odstawiła naczynie i korzystając z pytania, które Lazarus zadał wcześniej, wplotła własną propozycję, naturalnie i niezobowiązująco.
– Skoro już przy pobycie jesteśmy… Moja matka prosiła, by przekazać, że gorąco zaprasza cię na sobotni obiad, jeśli znajdziesz chwilę w kalendarzu – powiedziała, spoglądając na Urd enigmatycznie znad rantu kubka. – Oczywiście wiesz, że u mnie też zawsze jesteś mile widziana. O ile nie będzie ci przeszkadzał zapach dymu, który wciąż nieco trzyma się ścian i okolicy.