Stella nie należała do osób, które omijały niewygodne tematy. Może czasem powinna, jednak wolała to wyjaśnić, szczególnie, że dosyć mocno zabolała ją ta sprawa. Dlatego też nie czekała z tym, mimo, że wiedziała, że Stanley nie jest dzisiaj w najlepszej formie, ale skoro już się tu znalazł to wolała zrobić od razu.
- Wiesz co, tu nawet nie chodzi o to, że pojawił się ten marsz.- Dostrzegała jego zakłopotanie, kiedy mówił o minionych wydarzeniach. Chyba ślepy by to zauważył. - Wiem, że nie miałeś wpływu na to, że charłacy postanowili akurat wtedy urządzić swoją demonstrację.- Nie był winny temu, że grupa osób postanowiła iść akurat tą drogą, którą wybrała Stella.
- Nie tłumacz się, nie ma to sensu.- Może i faktycznie zbyt mocno zareagowała? Pierwszy raz jednak w całym swoim dotychczasowym życiu znalazła się w takiej sytuacji. Trochę ją to przeraziło, bo nigdy jeszcze nic jej nie zagrażało. Może dlatego szukała winnych i biedny Borgin został jej kozłem ofiarnym? Avery zastanawiała się długo nad tym wszystkim, chyba wczorajszy wieczór i dzisiejszy poranek spowodował, że nieco złagodniała. Nie mogła się przecież złościć na niego w nieskończoność, szczególnie, że przecież okazywał skruchę.
- To fakt, ta manifestacja była czymś zupełnie nowym, najwyraźniej jej przebieg zaskoczył wszystkich.- Pewnie znalazło się wiele osób, takich jak ona, które zupełnie przypadkiem musiały się znaleźć w samym centrum wydarzeń. Nikt nie miał na to wpływu, czy chcieli, czy nie musieli wziąć w niej udział, ewentualnie szybko się stamtąd ulotnić, co wcale nie było takie proste, akurat o tym Stella przekonała się na własnej skórze.
Jego wersja wydarzeń też nie wyglądała specjalnie kolorowo. Najwyraźniej ten cały marsz zaskoczył wszystkich - nawet ministerstwo nie było gotowe na aż takie zamieszanie skoro zaangażowało większość pracowników do ogarnięcia tego wszystkiego. Docierało do niej to, że nie zachowała się do końca w porządku, miała jednak prawo być trochę rozczarowana, w końcu Stanley jej nie poinformował o tym wszystkim i to ją najbardziej zabolało.
- Macie teraz pewnie dużo pracy spowodowanej tym, co się dzieje.- Zdawała sobie sprawę, że nastroje wśród czarodziejów są różne i pewnie niedługo cały ten konflikt jeszcze bardziej eskaluje, przynajmniej takie informacje usłyszała na przyjęciach. Jej to nie dotyczyło, przynajmniej bezpośrednio, inaczej mieli pracownicy ministerstwa, którzy tkwili w samym centrum tych wydarzeń.
- Zdaję sobie sprawę, że w Twoim zawodzie nie wszystko można zaplanować, znaczy teraz to do mnie dotarło.- Wcześniej wydawało jej się, że te zmiany są bardziej sztywne, najwyraźniej nie do końca tak było. Stella zrozumiała na czym polegał problem, Borgin całkiem nieźle jej wszystko zobrazował. Dopijała swoją kawę, kiedy ten zerwał się z kanapy.
- Stanley, wstań.- Zrobiło jej się nawet trochę głupio, że doprowadziła go do takiego stanu, że padł przed nią na kolana. Naprawdę musiało go męczyć to wszystko. - Wszystko jest w porządku.- Nie odtrąciła jego ręki, złapała ją delikatnie. - Następnym razem tylko daj znać, napisz list, cokolwiek, dobrze?- Powiedziała spokojnym tonem.
Panna Avery wybaczyła mu to wszystko. Nie żywiła już urazy, jego wyjaśnienie wystarczyło, aby zmienić jej nastawienie. Uważała jednak, że dobrze zrobiła trzymając go trochę na dystans, przynajmniej mogła stwierdzić, że mu naprawdę na niej zależy.