– Lubię noc i czarny kolor, to pewnie pasuje – interesowała się też wampirami, ale tego nie dodała. Czy to się wpisywało w słowo „mroczni”? Najpewniej tak. A czy była surowa? Cóż… Tak, zwłaszcza dla samej siebie. Dla otoczenia również potrafiła taka być, zwłaszcza, jeśli na czymś jej zależało, albo jeśli coś było ważne. Ale poza tym, miała też w sobie zaskakująco dużo delikatności jak na wychowanie w tak chłodnych i surowych warunkach, i wcale nie chodziło o angielską pogodę. – Mogłaby cię przerobić co najwyżej na eliksir wielosokowy – rzuciła i uśmiechnęła się unosząc jeden kącik ust w górę. – I co? Groźba działała? Byłeś grzeczny? – bo że był urwisem można było sobie całkiem łatwo wyobrazić. Christopher wiedział jak się zachować w towarzystwie, teraz spokojnie można go było nazwać dżentelmenem, ale przy tym nie był tym mężczyzną, który nie potrafi żartować. Kwestia dystansu do siebie i otoczenia była inną sprawą, ale Victoria dobrze pamiętała jego rocznik w Hogwarcie, bo przecież był na roku z jej siostrą i kuzynostwem (i to w jednym domu), miała więc na nich oko, wiedziała więc, że Chris nie był najspokojniejszym pod słońcem dzieckiem.
Kiedy weszli do oranżerii, ona wcale się za dzieckiem nie rozglądała, bo już po trzech sekundach wiedziała, że są tutaj sami. Stanęła blisko wejścia, wdychając ciężki, oszałamiający i przytłaczający zapach, jaki wydzielały kwiaty wewnątrz, również te unoszące się w powietrzu jak duchy. Nasłuchiwała charakterystycznego brzęczenia elfów. Po chwili podeszła za to wprost, jak po sznurku, do róży wyrastającej w bardzo starej donicy, takiej kompletnie niepasującej do całej reszty rzeczy, jakie znajdowały się w ogrodzie i tutaj. Bioluminescencyjne liście dawały trochę światła, tak jak blask księżyca, który nie rozpraszał się na szklanych ścianach.
– Nie. Tu nie ma żadnego dziecka – odparła i jednym ruchem ściągnęła rękawiczkę z prawej dłoni, by swoją lodowatą skórą przejechać po płatkach czarnej róży. Były mokre, jakby kwiat przed chwilą zapłakał. I wtedy usłyszała ciche kroki, ale nawet się nie odwróciła. – Wróżki to też nie były. Elfy nie są za wysokie… Dorosłe są dużo mniejsze nawet od ludzkiego noworodka. Nie jestem w stanie ci wyjaśnić co to było, ale już to kilka razy widziałam – kontynuowała, nadal patrząc na różę, które niczemu tu nie zawiniła, a jednak nie powinno jej tutaj być.