03.01.2026, 18:54 ✶
KeylethNico uprzejmie zaczął pod nosem powtarzać cedzak druszlak durszlak cedzak... sito?
Skupiona skupiony na pracy nie zauważał pojawiania się kolejnych osób w kuchni, nie był to pierwszy raz, kiedy przez królewstow Lewisa McKinnona przewijało się mnóstwo osób. Tak długo jak mieli ręce czyste i nie podjadali zbyt ostentacyjnie?
Nie był pewien ostatniej zasady, może to tylko ona miała szczęście, i nie dostawała po łapach zbyt mocno, ale wszystko pachniało tak wspaniale.
– Gruszki? Czy ktoś powiedział gruszki? – powiedzieć, że kochała gruszki to mało. Poderwała się na równe nogi, ekscytacja parowała uszami, no bo przecież nie pamiętała kiedy ostatnim razem miała gruszkę w ustach. A jeszcze jeśli do nich dodać Wielki Talent i lata doświadczeń (jakby Lewis robił słodycze jeszcze w łonie swojej matki, Keyleth była gotowa w to uwierzyć. To, albo, że ma w sobie ducha wybitnego kucharza, który przed wiekami gotował dla cesarza.
Podrywając się z miejsca przegapiła moment, gdy magia uciekła jej z dłoni. Koszula i kolorowe koraliki pozostały, tylko skóra stała się zdecydowanie bardziej ciemna, oczy jasne, włosy dłuższe. Pozostawiła za sobą sito. Znaczy cedzak. Znaczy cokolwiek z dziurami miała przed momentem i zaczęła się tłoczyć w okolicach nieznajomego z darami, zaciągając się mocno, choć aby spośród tych wszystkich zapachów zapewne byłoby trudno wyłapać jej ten.
– Ale to są takie miękkie i słodkie czy raczej kwaśne i twarde? – dopytywała zaciekawiona, nie oczekując w sumie, że w tym hehe rejwachu ktokolwiek ją usłyszy.
Skupiona skupiony na pracy nie zauważał pojawiania się kolejnych osób w kuchni, nie był to pierwszy raz, kiedy przez królewstow Lewisa McKinnona przewijało się mnóstwo osób. Tak długo jak mieli ręce czyste i nie podjadali zbyt ostentacyjnie?
Nie był pewien ostatniej zasady, może to tylko ona miała szczęście, i nie dostawała po łapach zbyt mocno, ale wszystko pachniało tak wspaniale.
– Gruszki? Czy ktoś powiedział gruszki? – powiedzieć, że kochała gruszki to mało. Poderwała się na równe nogi, ekscytacja parowała uszami, no bo przecież nie pamiętała kiedy ostatnim razem miała gruszkę w ustach. A jeszcze jeśli do nich dodać Wielki Talent i lata doświadczeń (jakby Lewis robił słodycze jeszcze w łonie swojej matki, Keyleth była gotowa w to uwierzyć. To, albo, że ma w sobie ducha wybitnego kucharza, który przed wiekami gotował dla cesarza.
Podrywając się z miejsca przegapiła moment, gdy magia uciekła jej z dłoni. Koszula i kolorowe koraliki pozostały, tylko skóra stała się zdecydowanie bardziej ciemna, oczy jasne, włosy dłuższe. Pozostawiła za sobą sito. Znaczy cedzak. Znaczy cokolwiek z dziurami miała przed momentem i zaczęła się tłoczyć w okolicach nieznajomego z darami, zaciągając się mocno, choć aby spośród tych wszystkich zapachów zapewne byłoby trudno wyłapać jej ten.
– Ale to są takie miękkie i słodkie czy raczej kwaśne i twarde? – dopytywała zaciekawiona, nie oczekując w sumie, że w tym hehe rejwachu ktokolwiek ją usłyszy.