Odwrócił swoją uwagę od sceny, na której rozgrywała się główna atrakcja tego miejsca, by spojrzeć na osobę, która dosiada się obok. Tylko zerknął. Dopiero jego głos pozwolił mu dobrze rozpoznać osobę, która w tej przyjemnej atmosferze postanowiła do niego dołączyć. Albo zwykły zbieg okoliczności go do niego popchnął.
Jego twarz przyozdobił wdzięczny uśmiech. Maska tym bardziej utrudniała stwierdzenie, czy był on jednym z tych, za którymi Laurent zwykł się kryć, czy może szczery. Z obecności Atreusa się cieszył, a z jego pytania?
- Nie pogardziłbym kolacją z Louvainem. - Powiedział przyciszonym głosem. Ten automatycznie dopasowywał się do dość spokojnej atmosfery tego miejsca. Szepty dobiegały to z jednej, to z drugiej strony, ale gwar nie wynosił się ponad tłum. To nie był targ w Camden, tutaj przecież licytowali sami dżentelmeni i damy! Albo przynajmniej osoby, które za takowych chciały uchodzić. - Myślisz, że musiałbym ją licytować? - Niczym niewinna cnotka powachlował się programem, który przeglądał i trzymał w drugiej dłoni. Widząc znak licytującego i uniesioną tabliczkę kuzyna - sam uniósł swoją, podbijając cenę o kilka sykli.
Laurent był święcie przekonany, że wcale nie potrzebował do tego licytacji. I prawie brzmiało tak, jakby tylko czekał na prowokację kuzyna, żeby ten powiedział: taaak, potrzebujesz tego! Tylko po to, żeby mógł mu udowodnić, że jest inaczej. Nie, to nie było zbyt typowe dla Laurenta. Chodzenie na zakłady nie było czymś, z czego dałby się rodzinie poznać, jakby klątwa Prewettów go ominęła. Był jednak na balu, na którym chciał się bawić i nie myśleć o tym, że wszystkie cienie i maski na twarzach go w gruncie rzeczy przerażały i miał ochotę oprzeć dłoń na ramieniu kuzyna i już go nie puszczać. Próbował każdą komórkę swego ciała skupiać na rzeczach przyjemniejszych.
Nr.3 - podbijam o 8 sykli - czyli 20 galeonów i 8 sykli
// Przewaga: bogacz