03.01.2026, 23:10 ✶
Przychodzi spóźniony wraz z Deirdre, po okazaniu twarzy ochroniarzom, zmienia ją z powrotem w wygląd, który dobrał sobie na bal. Odbiera flakonik z eliksirem, ale jeszcze go nie wypija.
- Daj spokój. Moja mama mawia, że czarodziej nigdy nie jest spóźniony. Nie powinien przychodzić też zbyt wcześnie; zjawia się w samą porę - poprawiając ciepłe futro okalające nagie plecy, zgasił goździkowego papierosa nim zbliżyli się do ochroniarzy.
Rozpoznanie go nie było taką prostą sprawą, bowiem zmienił na czas balu swój wygląd, pozostając jedynie przy preferowanych, kręconych włosach. Choć twarzy nie zasłaniała mu pełnoprawna maska, mógł być kimkolwiek.
Nie potrzebował maski, nosił ją codziennie. Zamiast tego zasłonił twarz zmyślnymi okularami, które przymocowane tak samo skrzętnie, co maska, zasłaniały górną część twarzy. Chętni mogli przejrzeć się w ciemnych zwierciadłach, choć sylwetki okazywały się karykaturalnie zniekształcone. Szafirowe oko wkomponowane w złoty czubek akcesorium śledziło ruchy przebywających w pobliżu gości. Okulary nie były jedyną maską, pod ich materiałem królowały kreski ciemnego makijażu, na myśl przynoszącego czarnego łabędzia. Po oddaniu futra - przecież nie będzie się w nim gotował cały wieczór - poprawił czarne pióra wyrastające z pleców górnej części stroju. Jego przód, pokryty srebrem, złączony był z jasnymi, luźnymi spodniami.
- Zanim zapytasz 'od kiedy to słuchasz matki' - kwestię, którą niby miałaby powiedzieć Dei, przekazał podwyższając tembr głosu, by zrównał się z tym kobiety - Od zawsze. Mogę być przeciwko każdemu innemu autorytetowi z wyjątkiem mamy - przymrużył oczy, zadowolony z zakomunikowanego pół-żartu, acz szybko przypomniał sobie, że poza Lorraine i Baldwinem, jego ulubieni Malfoye nie porażają zrozumieniem komediowych elementów życia - Instrukcja do tej wypowiedzi jest taka, że nie mam zamiaru siłować się na charaktery z Beatrice. Jesteśmy tak samo uparci - i głodni wrażeń, choć matka wolała się do tego nie przyznawać. Prawdopodobnie, aby nie musieć później świecić oczyma przed ojcem.
- Zamierzasz to pić? Szkoda byłoby marnować eliksir. Musimy je oddać przed wyjściem, jeżeli nie wypijemy - obrócił fiolkę, niby klepsydrę, śledząc przemieszczający się, osobliwy płyn.
Trwała licytacja, którą nie był zbytnio zainteresowany. Irytowały go, wolał po prostu za coś zapłacić niż się przekrzykiwać w tłumie. Nie opuszczał Dei na krok, choć nasłuchiwał rozmów gości i obserwował ich stroje.
!balmaskowy
“Why can't I try on different lives, like dresses, to see which one fits best?”
♦♦♦