04.01.2026, 00:24 ✶
Sala balowa, staję się widzialna, sięgam po płonące drinki
Charlotte prychnęła. Nie wiedzieć czemu oboje zwracali się do siebie głównie drugimi imionami, chociaż mieli piękne pierwsze. Ale nie pytała, nie wnikała i nie dociekała - dla niego była Bellą, a on dla niej Matim, i to nie tylko podczas tego zamaskowanego balu, a podczas prawdziwego życia. Nie prychnęła więc na nazwanie jej tak a nie inaczej - prychnęła na tę nieelegancką insynuację, że je jak ktoś, kto nigdy nie widział sztućców. Jakby nie była Mulciberówną, która przecież odebrała odpowiednie wykształcenie i zostały jej wpojone odpowiednie maniery. To, że przy ludziach ze Ścieżek zachowywała się swobodniej nie znaczyło, że nie potrafiła wtopić się w tłumek bogatych dupków, których tu było pełno.
- Sugerujesz, że jem wydając z siebie odgłosy, nieprzystające damom? - zapytała z udawanym oburzeniem, wciąż ściskając jego dłoń. Owszem, mogłaby mu się wyrwać i korzystać z tego, że była wciąż niewidzialna, ukryć się za jakąś kotarą i patrzeć, jak próbuje ją znaleźć: ba, gdyby nie byli na tak wystawnym przyjęciu, pewnie by to zrobiła. Ale teraz...
Teraz po pierwsze: zobaczyła swoje palce, kurczowo zaciskające się na dłoni mężczyzny. Po drugie: jedzenie w sali balowej kusiło ją jak na kreskówkach. Niewidzialna woń przekąsek mamiła jej nos, rozpychała się w nozdrzach i pobudzała wszystkie zmysły. No zjedz mnie, darmowe nie tuczy.
- Właśnie, widziałeś się ostatnio z synem? Co u niego? - zwolniła nieco korku z kilku powodów, ale głównym i najważniejszym były chyba obcasy. Nie była przyzwyczajona do szybkiego marszu w tak wysokich butach, poza tym miała długą suknię, o którą nie chciała się potknąć. - Ach.
Westchnęła, zwalniając kroku. Uniosła dłoń przed oczy i obróciła nią kilka razy. Nie skomentowała tego pitolenia o poważnym wdowcu, bo oboje wiedzieli, że do poważnego było mu daleko.
- Widać mnie. Zabawa się skończyła - powiedziała nieco smutnym tonem, bo nie zdążyli nawet przejść połowy dystansu. Niby fajny ten eliksir, ale jakiś takiś krótki. - Masz może ochotę na drinka? Ciekawe, czy ten ogień parzy. Swoją drogą robią wrażenie, prawda?
Bo ona miała, skoro już znajdowali się przy stole. Po krótkim namyśle wzięła dwa, żeby jeden podać swojemu towarzyszowi. Miała ochotę zatańczyć, ale muzyka ucichła, więc pozostało jedno. Tj. dwa. Pić i jeść.
!plonacedrinki