04.01.2026, 12:33 ✶
Zerknęła na mężczyznę, lekko unosząc brew. Że niby ich alkohol był zbyt słaby, by go spić? Faye pokręciła głową. Nie wierzyła w te przechwałki, chociaż wiedziała doskonale, że tak zwana mocna głowa zależała od wielu czynników. Może faktycznie osoby, pochodzące ze wschodu, miały w genach jakąśtam odporność? A może po prostu ten tu nie pił nic mocniejszego od najtańszej ognistej? Nie wiedziała, ale chyba tez nie chciała wiedzieć. Wzruszyła więc ramionami, chcąc zmyć z siebie te rozmyślania. Dla niej alkohol w zbyt dużej ilości okazał się destrukcyjny. Czasem trzeba było wiedzieć, kiedy ze sceny zejść. Gdyby nie spiła się wtedy z Leviathanem, to być może nie wzięliby ślubu. Alexander rozmyślał teraz o swoim z ukochaną, której nienawidził - a ona rozmyślała o ślubie z mężczyzną, którego nie lubiła. Z tym, że jego ślub miał dopiero nadejść, a jej: miał się zakończyć rozwodem. Oby wszystko poszło po ich myśli.
Gdy tak mówił o tym, za kogo go uważają, Faye wzięła spory łyk whisky, a zamiast zapity - zaciągnęła się papierosem. Oczy jej nie łzawiły: nie tylko on miał "mocną głowę".
- A w sumie to... Co tu robisz? - nie oskarżała go o szpiegowanie, ale była szczerze zainteresowana co też tu go sprowadziło. Wiązało się to z prostym faktem: nieczęsto miała do czynienia z obcokrajowcami, chociaż sama swego czasu często podróżowała po świecie. Ale było to związane z pracą. - Wolny kraj... Bo jest wolny, ale to oznacza, że ludzie swoje myślą. Dużo z nich myli wolność słowa z możliwością wyrażania swoich krzywdzących opinii.
Powiedziała, zaciągając się papierosem. Ona uważała, że wolność kończyła się tam, gdzie zaczynała się wolność drugiego człowieka. Dlatego nie wchodziła w szczegóły wojny, która trwała obecnie. Mugolaki, mugole, półkrwi... Niech sobie żyją, nie obchodzili jej za bardzo. Byli częścią ekosystemu - Faye uważała, że naruszanie tej niestabilnej symbiozy może doprowadzić do katastrofy.
- Poza tym wiesz... Trwa wojna, więc ta wolność to różnie może być odbierana - czy wiedział, co się działo w Anglii? chyba nie, chociaż musiał słyszeć o tym, co się stało 8 września. Odwróciła się tak, by móc opierać plecy swobodnie o ladę. Wolała krzesła niż stołki barowe właśnie z powodu braku oparcia. - Praca.
Wzruszyła ramionami.
- Zajmuję się łapaniem magicznych stworzeń, jeden z moich przełożonych wpadł na jakiś trop i ma tam jechać niedługo, więc... Uznał, że weźmie mnie ze sobą - wyjaśniła najzwięźlej jak tylko umiała. - Faye Travers.
Uścisnęła mu dłoń, uśmiechając się lekko.
- Ciesz się, że cię ominęło. To był istny chaos. Cały Londyn płonął, dlatego teraz tak wyglądają nasze ulice. Co więcej: oberwało się też okolicznym wioskom, jak na przykład Dolinie Godryka. Tam mieszkam, ale już niedługo. Parter mojego domu został doszczętnie spalony, na szczęście piętro udało się uratować. Ale nie wiem, czy konstrukcja wytrzyma, więc szukam nowego lokum. I tak miałam dużo szczęścia, bo niektórym doszczętnie spłonęły domy.
Gdy tak mówił o tym, za kogo go uważają, Faye wzięła spory łyk whisky, a zamiast zapity - zaciągnęła się papierosem. Oczy jej nie łzawiły: nie tylko on miał "mocną głowę".
- A w sumie to... Co tu robisz? - nie oskarżała go o szpiegowanie, ale była szczerze zainteresowana co też tu go sprowadziło. Wiązało się to z prostym faktem: nieczęsto miała do czynienia z obcokrajowcami, chociaż sama swego czasu często podróżowała po świecie. Ale było to związane z pracą. - Wolny kraj... Bo jest wolny, ale to oznacza, że ludzie swoje myślą. Dużo z nich myli wolność słowa z możliwością wyrażania swoich krzywdzących opinii.
Powiedziała, zaciągając się papierosem. Ona uważała, że wolność kończyła się tam, gdzie zaczynała się wolność drugiego człowieka. Dlatego nie wchodziła w szczegóły wojny, która trwała obecnie. Mugolaki, mugole, półkrwi... Niech sobie żyją, nie obchodzili jej za bardzo. Byli częścią ekosystemu - Faye uważała, że naruszanie tej niestabilnej symbiozy może doprowadzić do katastrofy.
- Poza tym wiesz... Trwa wojna, więc ta wolność to różnie może być odbierana - czy wiedział, co się działo w Anglii? chyba nie, chociaż musiał słyszeć o tym, co się stało 8 września. Odwróciła się tak, by móc opierać plecy swobodnie o ladę. Wolała krzesła niż stołki barowe właśnie z powodu braku oparcia. - Praca.
Wzruszyła ramionami.
- Zajmuję się łapaniem magicznych stworzeń, jeden z moich przełożonych wpadł na jakiś trop i ma tam jechać niedługo, więc... Uznał, że weźmie mnie ze sobą - wyjaśniła najzwięźlej jak tylko umiała. - Faye Travers.
Uścisnęła mu dłoń, uśmiechając się lekko.
- Ciesz się, że cię ominęło. To był istny chaos. Cały Londyn płonął, dlatego teraz tak wyglądają nasze ulice. Co więcej: oberwało się też okolicznym wioskom, jak na przykład Dolinie Godryka. Tam mieszkam, ale już niedługo. Parter mojego domu został doszczętnie spalony, na szczęście piętro udało się uratować. Ale nie wiem, czy konstrukcja wytrzyma, więc szukam nowego lokum. I tak miałam dużo szczęścia, bo niektórym doszczętnie spłonęły domy.