Nie miał wsparcia. Wszyscy tu obecni przy stole, bronili Lorien. Tylko on jeden, widział w niej wroga. Żmiję, która wpełzła do ich rodziny mieszając w głowach. Choć niewiele lat życia jej pozostało, czy ktoś jeszcze umrze przez nią? Tylko on wiedział jaka była prawda. Tylko on jeszcze żył, aby to pamiętać.
Nie miał wsparcia nawet w babce, co nie powinno go dziwić. Mówiła mądrze. Zwróciła istotną uwagę na siłę rodu. Siłę zjednoczonej rodziny. I choć sam w młodości buntował się ojcu, Francis potrafił go sprowadzić na ziemię. Czy podobnie Philomena, przemówiła mu do rozsądku?
Wspominając o służbie, Richard jedynie zerknął kątem oka, czy czasem nie próbowali już czekać na rozkazy, aby siłowo go wyprowadzić. Aurorski instynkt zaczął czujniej reagować na otoczenie. Nie. Nie chciał przekonywać się o sile tutejszej służby. Szanownej Philomenie, nie odpowiedział. Być może dlatego, że miała rację. A tej nie chciał jej widocznie przyznać.
Alexander udzielał odpowiedzi na jego pytania. Argumentami, które mogły dolewać oliwy do ognia, ale były w zupełności prawdziwym spojrzeniem na problem finansowy, który był również znany Richardowi. I teraz po śmierci brata, sam będzie się z nim mierzył.
Wspominaniem o plotkach, kuzyn przesadził. Richard nie czytywał kolumn plotkarskich. Nie sięgał po czasopisma Czarownica i tego podobnych. Większość mógł usłyszeć, dowiedzieć podczas rozmów, czy przeczytać tylko wtedy, gdy ktoś mu pokaże gazetę, stronę i artykuł. Jak wtedy, gdy Lorien go wezwała w sprawie przeprowadzonego wywiadu z jego synem Charlesem w Czarownicy.
Richard nie odezwał się aby skomentować odpowiedzi Alexandra. Mógłby to zrobić, ale ciągnąc tę rozmowę, mógłby sobie bardziej zaszkodzić. A wtedy, mogą go siłą wyrzucić. Przeleciał wzrokiem po kobietach, jakby wyczekujące jego reakcji, podjęcia decyzji. Wiedział, że mocno przekroczył granice i tylko córka obok, wciąż trzymająca go za rękę, hamowała jego agresję.
Wiedział, że był na przegranej pozycji.
Wiedział, że miał tylko jedno wyjście.
Jeżeli nie zrobi to, czego się od niego teraz oczekuje, może już nigdy tutaj nie wracać. Spojrzał ponownie na swoją szklankę, wypełnioną najstarszą whisky w tej posiadłości. Poruszył dłonią niepewnie, po to, aby po chwili ująć tę szklankę w dłoń. Alexander swoją dzierżył już podczas swojej mowy. Wspominając wcześniej, czy też upominając, że już nie tylko toast ma wznieść, ale i zgodnie z jej prośbą – przeprosić ją.
Richard spojrzał na Lorien, niezmiennym spojrzeniem niechęci do niej.- Lorien.. Przepraszam za swoje słowa.
Uniósł szklankę w jej kierunku na znak wzniesienia zdrowia i toastu, upił parę łyków tej whisky. Wykonał polecenie Głowy tej Rodziny. Ukorzył się. Bo musiał. Odstawił szklankę na miejsce, niedopitą, gdy Alexander postanowił wręczyć mu prezent, wołając znów służbę. Richard nie miał pojęcia co on tym razem kombinuje, ale kiedy zobaczył znajomy mu obraz, powrócił spojrzeniem na kuzyna nie dowierzając. Prezent na pojednanie? A jednocześnie przestroga, jak sam powiedział. Błędne koło powtarzającej się historii w tej rodzinie.
Richard nie odpowiedział. Jedynie skinął głową w potwierdzeniu i jednocześnie w podziękowaniu. Zabierze umarłych ze sobą.
Nie odzywał się już w tej chwili więcej. Chyba, że zostanie o coś zapytany. Uwagę przeniósł na córkę, którą poproszono o zagranie.