04.01.2026, 15:30 ✶
Później tej nocy.
Ciepła, śródziemnomorska bryza szumiałam ponad pokładem jachtu. Jej harmonijne powiewy wprawiały plątaninę sznurków dziobowej szarki w melodyjny, wibrujący szelest. Delikatny szum przywodził na myśl świerszcze w letni wieczór pośród złotych pól.
Gdzieś pod kojącym szelestem brzmiała zdecydowanie bardziej rozrywkowa nuta. W innym rytmie wprawiająca w wibracje pokład od kroków, tańców i szaleństw dekadenckiej imprezy. Imprezy, która zdecydowanie trwałą już zbyt długo by ktokolwiek z jej uczestników rejestrował jakikolwiek aspekt rzeczywistości. Rzeczywistość balujących definiowana byłą obecnie już tylko przez ułudę trucizn jakie zażyli by zataczać kolejne piruety w tańcu. Szaleństwa jednak powoli dogasały i co rusz czyjś pijacki rechot grzęzł w dźwiękach chrapania.
Ponad jachtem, nad spokojnym morzem śródziemnym rozpościerał się bezmiar nieba. Na atłasowej czerni perliście lśniły rzędy gwiazd w jedwabnej, skrzącej poświacie drogi mlecznej. Teraz, kiedy większość świateł na pokładzie byłą wygaszona, niebo uchylało czarny płaszcz odsłaniając wdzięki nocy, do tej pory skryte, zawstydzone sztucznym światłem ludzkiej ignorancji.
Ceolsige kołysała się leniwe rozpostarta na siatce ponad pokładem. W spokoju przyjęły swoje ograniczenia, zadowolona, że udało się jej zająć wygodną pozycję na linkach. Nieco wygiętą do tyłu z ręką wyciągniętą nad głowę. Asekuracyjna tylko nieco wymuszona poza, nie chciała by biodra osunęły się pomiędzy siatki. Już czuła się wystarczająco omotana siecią, o którą zaparła się jedną nogą, drugą podkurczając w kolanie.
Spoglądała na migoczący nad głową nieboskłon. Wysoko nad nią feeria srebrzystych odcieni zdobiła płótno granatowych odcieni. Zaśmiała się w duchu rozbawiona swoim, niemal poetyckim nastrojem. Nie mogła jednak odmówić pięknu nieba nad spokojnym morzem, z dala od zgiełku miast. Jeden jaśniejszy punkt tuż ponad jej polem widzenia przykuł jej uwagę. Odruchowo zadarła głowę, czego od razu pożałowała. Gwałtowny ruch sprawił, że kilka linek przeskoczyło pod jej ciałem.
Zjechała kawałek w dół, jeszcze bardziej podkurczając kolano. Zachichotała z własnej niezdarności. Z tego typu zadaniami zazwyczaj radzi sobie magią, jak każdy cywilizowany czarodziej. Jednak w tej sytuacji był pewien młodzieńczy urok, który skusił ją do wspięcia się tak wysoko na siatkę. Spojrzała rozbawiona na towarzyszkę.
- Zdradzieckie te sznurki. - Niby się tłumaczyła, ale tak naprawdę wypowiedź była tylko kontynuacją chichotu. Miała dobry humor. Łup jest tam gdzie być powinien, a niespodziewane towarzystwo okazało się nader przyjemne. Podciągnęła się trochę na poprzednią pozycję ponownie zadzierając głowę, odsłaniając smukłą szyję by spojrzeć, niemal za siebie, w poszukiwaniu blasku. Jej oczy skoncentrowały się na blasku, który teraz odbił się w jej źrenicach. Była tam. Piękna, jaśniejąca gwiazda. Największa i najjaśniejsza, trochę na wschód od centrum nieba. Pod nią zwężająca się wstęga jej mniejszych sióstr, których blask atmosfera planety zamieniała w kuszące migotanie.
- Niczym oko nieba roniące srebrzyste łzy. - Przemknęło jej przez myśl. Dopiero kiedy echo jej słów dotarło do jej uszu uświadomiła sobie, że myśl cichym szeptem wyrwała się spomiędzy warg. Nie ruszając głową skierowała spojrzenie na towarzyszkę. - Miałaś okazją ją oglądać? Mam wrażenie, że pojawiła się po raz pierwszy.
Ciepła, śródziemnomorska bryza szumiałam ponad pokładem jachtu. Jej harmonijne powiewy wprawiały plątaninę sznurków dziobowej szarki w melodyjny, wibrujący szelest. Delikatny szum przywodził na myśl świerszcze w letni wieczór pośród złotych pól.
Gdzieś pod kojącym szelestem brzmiała zdecydowanie bardziej rozrywkowa nuta. W innym rytmie wprawiająca w wibracje pokład od kroków, tańców i szaleństw dekadenckiej imprezy. Imprezy, która zdecydowanie trwałą już zbyt długo by ktokolwiek z jej uczestników rejestrował jakikolwiek aspekt rzeczywistości. Rzeczywistość balujących definiowana byłą obecnie już tylko przez ułudę trucizn jakie zażyli by zataczać kolejne piruety w tańcu. Szaleństwa jednak powoli dogasały i co rusz czyjś pijacki rechot grzęzł w dźwiękach chrapania.
Ponad jachtem, nad spokojnym morzem śródziemnym rozpościerał się bezmiar nieba. Na atłasowej czerni perliście lśniły rzędy gwiazd w jedwabnej, skrzącej poświacie drogi mlecznej. Teraz, kiedy większość świateł na pokładzie byłą wygaszona, niebo uchylało czarny płaszcz odsłaniając wdzięki nocy, do tej pory skryte, zawstydzone sztucznym światłem ludzkiej ignorancji.
Ceolsige kołysała się leniwe rozpostarta na siatce ponad pokładem. W spokoju przyjęły swoje ograniczenia, zadowolona, że udało się jej zająć wygodną pozycję na linkach. Nieco wygiętą do tyłu z ręką wyciągniętą nad głowę. Asekuracyjna tylko nieco wymuszona poza, nie chciała by biodra osunęły się pomiędzy siatki. Już czuła się wystarczająco omotana siecią, o którą zaparła się jedną nogą, drugą podkurczając w kolanie.
Spoglądała na migoczący nad głową nieboskłon. Wysoko nad nią feeria srebrzystych odcieni zdobiła płótno granatowych odcieni. Zaśmiała się w duchu rozbawiona swoim, niemal poetyckim nastrojem. Nie mogła jednak odmówić pięknu nieba nad spokojnym morzem, z dala od zgiełku miast. Jeden jaśniejszy punkt tuż ponad jej polem widzenia przykuł jej uwagę. Odruchowo zadarła głowę, czego od razu pożałowała. Gwałtowny ruch sprawił, że kilka linek przeskoczyło pod jej ciałem.
Zjechała kawałek w dół, jeszcze bardziej podkurczając kolano. Zachichotała z własnej niezdarności. Z tego typu zadaniami zazwyczaj radzi sobie magią, jak każdy cywilizowany czarodziej. Jednak w tej sytuacji był pewien młodzieńczy urok, który skusił ją do wspięcia się tak wysoko na siatkę. Spojrzała rozbawiona na towarzyszkę.
- Zdradzieckie te sznurki. - Niby się tłumaczyła, ale tak naprawdę wypowiedź była tylko kontynuacją chichotu. Miała dobry humor. Łup jest tam gdzie być powinien, a niespodziewane towarzystwo okazało się nader przyjemne. Podciągnęła się trochę na poprzednią pozycję ponownie zadzierając głowę, odsłaniając smukłą szyję by spojrzeć, niemal za siebie, w poszukiwaniu blasku. Jej oczy skoncentrowały się na blasku, który teraz odbił się w jej źrenicach. Była tam. Piękna, jaśniejąca gwiazda. Największa i najjaśniejsza, trochę na wschód od centrum nieba. Pod nią zwężająca się wstęga jej mniejszych sióstr, których blask atmosfera planety zamieniała w kuszące migotanie.
- Niczym oko nieba roniące srebrzyste łzy. - Przemknęło jej przez myśl. Dopiero kiedy echo jej słów dotarło do jej uszu uświadomiła sobie, że myśl cichym szeptem wyrwała się spomiędzy warg. Nie ruszając głową skierowała spojrzenie na towarzyszkę. - Miałaś okazją ją oglądać? Mam wrażenie, że pojawiła się po raz pierwszy.