• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[12.10.1972] let's go | Prudence, Benjy

[12.10.1972] let's go | Prudence, Benjy
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#9
04.01.2026, 22:17  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.03.2026, 17:38 przez Prudence Fenwick.)  

Nie przywiązywała do tego miejsca jakiejś szczególnej wagi, to już od dawna nie był jej dom, raczej pokój do którego mogła wrócić, gdyby coś poszło nie tak, nie korzystała z tej możliwości przez wiele lat, nigdy nie było, aż tak źle, żeby musiała to robić. No poza tym ostatnim razem, kiedy faktycznie wszystko się posypało, to jednak było już za nią, zdecydowanie wolała opuścić to miejsce, zamknąć za sobą drzwi i pozwolić na to, by na meblach znowu zaczęły opadać drobiny kurzu. Nie znosiła prosić o pomoc, wracać z podkulonym ogonem, ale w tym przypadku nie miała innego wyboru.

To jednak minęło, ten krótki epizod w jej życiu minął, na całe szczęście, bo nie uważała za szczególnego osiągnięcia wracanie pod dach rodziców po ponad dekadzie. Jasne, dobrze było wiedzieć, że miała miejsce do którego mogła wrócić, jednak wolała nie mieć ku temu kolejnych okazji.

Udało im się znaleźć nowy dom, dzięki czemu mogli zabrać stąd jej rzeczy i rozpocząć układanie swojego własnego świata gdzieś indziej, wcale nie tak daleko, babka okazała się mieć bowiem wcale nie najgorszy pomysł, na który przystali.

Wiedziała, że rodzice mogą różnie zareagować na podjęte przez nich decyzje. To mogło być dla nich niespodziewane, a raczej na pewno miało być, tak samo jak to, że ich jedyna córka nie chciała, aby znaleźli się przy niej podczas tak ważnego dnia, nie zamierzała jednak się tłumaczyć ze swojego zachowania, była dorosła, mogła robić co chciała, wierzyła zresztą, że z czasem zrozumieją jej wybór, nie wszystko dało się bowiem przewidzieć, czy zaplanować i to była jedna z takich sytuacji.

- W końcu zrozumieją, wybaczą, przejdzie im, zresztą nigdy dotąd nie zrobiłam niczego, aby się na mnie chociaż przez chwilę zezłościli, więc to też może być ciekawym doświadczeniem. - Należała raczej do tych idealnych latorośli, które przynosiły swoim rodzicom wyłącznie dumę, zawsze musiał być jednak ten pierwszy raz, czyż nie? To był chyba ten moment w jej życiu.

- Szkoda tylko, że będziesz tego świadkiem, sama nie wiem, czego się po nich spodziewać, ale z czasem powinni to zrozumieć. - W końcu była to ich wspólna decyzja, postanowili wziąć ślub nikomu nic nie mówiąc, chcieli połączyć ze sobą swoje drogi życia i to zrobili. Było to całkiem logicznym posunięciem.

- Wypadłeś stamtąd z hukiem, chociaż wymyślili całkiem niezłą bajeczkę, sama wierzyłam w to, że postanowiłeś podbijać Australię. - Nie mogli sobie przecież pozwolić na to, żeby coś nadszarpnęło ich reputację, wygodniej było wymyślić opowieść, swoją własną narrację. Prue miała świadomość, że świat z którego pochodził Benjy był bardzo brutalny, rządził się swoimi prawami, pewnie miał wymyśloną rolę, jaką powinien w nim grać, kiedy jeszcze nie było go w planach, nikt nie patrzył na to, czego chciał, czego pragnął, musiał się dostosować do ogólnie przyjętej wizji. Mało kto miał w sobie tyle odwagi, aby to wszystko porzucić, uciec od tego, tak naprawdę nadal nie miała pojęcia, jak wiele kosztowało go podjęcie takiej, a nie innej decyzji, zresztą nie wydawało jej się, aby akurat on był szczęśliwy gdyby musiał tańczyć tak jak mu zagrają. Zawsze robił to, na co miał ochotę.

Potwierdził jej słowa, no jasne, że była naukowcem, nie mogła ignorować kolejnych możliwości pogłębiania swojej wiedzy, każda dziedzina życia, była ku temu odpowiednia, tacy jak ona musieli korzystać z okazji, które same się pojawiały, to był jeden z takich momentów. - Prawda, trafił mi się idealny kompan do przeprowadzania takich doświadczeń, sporo już widziałeś, masz ogromną wiedzę, nie wypada zignorować możliwości. Trzeba będzie oficjalnie rozpocząć te badania, jak nieco się rozgościmy w naszym nowym domu. Będziemy musieli bardzo dokładnie je przeprowadzić, tak, aby nic nam nie umknęło, a później wszystko odpowiednio udokumentować, sądzę jednak, że efekty będą na tyle zadowalające, że może się okazać, że to będzie pierwszy z wielu eksperymentów o które się pokusimy, wróżę nam doskonałą współpracę przez lata. - Cóż, poniekąd potwierdzili chęć tej współpracy nakładając sobie obrączki na palce, mieli czas, mogli pozwolić sobie na naprawdę wiele podobnych eksperymentów, które mogły im przynieść same korzyści. Tak, to miał być dopiero początek, a mieli przecież całe lata życia przed sobą.

- Te w Mungu były paskudne, kanarkowe, podejrzewam, że wiele osób zrezygnowało z pracy właśnie przez nie, nikt nie wygląda w tym dobrze, ale powinnam mieć gdzieś coś bardziej odpowiedniego, ze stażu, czy coś. - Skoro sam o tym wspomniał to zamierzała dorzucić i kitelek do ich zaplecza, nie zamierzała odbierać mu tej przyjemności, pewnie znalazłaby coś jeszcze, gdyby nieco dokładniej przejrzała swoje wszystkie rzeczy, będzie musiała to zrobić, żeby pewnego pięknego dnia, czym go zaskoczyć. To był dalekosiężny plan, powoli układała sobie w głowię listę rzeczy, które mogą pomóc jej w realizacji go.

Benjy zamknął karton, miał do niej dołączyć na tym miniaturowym łóżeczku, odpoczynek należał mu się po tym, jak dzielnie walczył z jej rzeczami i nie narzekał, tyle, że los miał co do tego zdecydowanie inne zdanie. Ledwie usiadł na krańcu materaca, a rozległ się trzask, nie było już ratunku, zapadł się dość niezgrabnie, nie zdążył zareagować, mebel nie wytrzymał jego ciężaru, zdecydowanie był stworzony tylko i wyłącznie dla nastoletnich dziewczynek.

Trudno jej się było opanować, bo ten widok, był naprawdę zabawny. Popłakała się ze śmiechu, chociaż wiedziała, że nie była to dla niego komfortowa sytuacja, musiał jej to wybaczyć. Powinni chyba niedługo opuścić to miejsce, nawet meble im sugerowały, że czas na nich.

- Systematyczne niszczenie wizerunku brzmi bardzo brutalnie, bardziej ujęłabym to jako zdolność kamuflażu, odkrywanie swoich ukrytych osobowości, każdy miewał w swoim życiu nie do końca przemyślane decyzje. Zresztą nie sądzę, aby faktycznie którakolwiek z nich byłaby w stanie wpłynąć na Twój autorytet. - Naprawdę była ciekawa, co ją ominęło przez tę ponad dekadę, kiedy tak o tym mówił jeszcze bardziej rozbudzał jej ciekawość. Miała świadomość, że niektóre eksperymenty pewnie prosiły się o zapomnienie, jednak na tym polegała droga w poszukiwaniu siebie, czyż nie?

- Były podejmowane z chwilową pełną świadomością, jak się się jest młodym to ma się wrażenie, że wszystko się wie najlepiej, na tym chyba to polega. Kiedy jednak tak o tym mówisz, to prosi się o to, abym jakoś namówiła Cię do demonstracji tych wszystkich wersji Twojej osobowości, poszukiwania własnego ja musiały być naprawdę intensywne. - Skoro wszystko zaczynało się na warkoczykach, które już nie były szczególnie typowe, to ciekawe, co jeszcze miał do ukrycia. Gdy mówił o tym w ten sposób to prosiło się o to, aby spojrzeć na dowody i móc ocenić, czy faktycznie było tak źle.

- Zawsze da się dopasować jakąś koncepcję. - Uśmiechnęła się z racji na to, że w końcu się z nią zgodził. Byłby naprawdę uroczą dziewczynką, pewnie każdy schodziłby jej z drogi, nie chcąc znaleźć się zbyt blisko. To była naprawdę zabawna wizja.

Widziała, że próbował się wydostać z pułapki, w której się znalazł, jednak łóżko nie chciało go wypuścić, nadal tkwił między tymi deskami, nie mógł się z nich wyrwać, kto by się spodziewał, że taki mebelek może mieć w sobie, aż tak ogromną determinację?

- Wiesz jak to jest, strzeżonego Merlin strzeże, lepiej zapobiegać niż później szukać rozwiązań. - Jedna mała drzazga potrafiła powodować naprawdę ogromny dyskomfort, szczególnie kiedy miała znajdować się w takich miejscach, warto było więc rzucić na to okiem, i się jej pozbyć, jeśli faktycznie postanowiła się tam zagnieździć.

Podjął kolejną próbę wydostania się ze swojej tymczasowej pułapki, jednak i ona zakończyła się niepowodzeniem, stwierdziła, że jest to odpowiedni moment na to, aby zaangażować się w sprawę, nie mogła tak stać i patrzeć, musiała reagować. Nie, żeby spodziewała się tego, że jej działania mogą przynieść jakikolwiek efekt, bo przecież jego masa... cóż, bardzo przekraczała tę jej, ale Prue nie poddawała się bez walki. Wyciągnęła więc dłoń w jego kierunku, chciała się do czegoś przydać.

- Wiem, ale co z tego? W małym ciele duży duch, czy coś. - Uśmiechnęła się szeroko, oczywiście, że było to zuchwałe, miało zakończyć się raczej niepowodzeniem, jednak nie zmieniało to faktu, że zamierzała podjąć próbę. Razem zawsze było łatwiej radzić sobie z przeciwnościami losu. Nie miała pojęcia, jak do tego doszło, jakimś cudem jednak współpraca popłaciła, Benjy wydostał się spomiędzy tych desek, które chwilę wcześniej nie chciały go wypuścić. Odnieśli spektakularny sukces, co niesamowicie ją cieszyło.

Gdy stanął stabilnie na nogach przyciągnął ją do siebie, tego się nie spodziewała, więc udało mu się to zrobić jednym, płynnym ruchem. Wystarczyła sekunda, aby znalazła się tuż obok niego, nie, żeby jej to przeszkadzało.

- Przecież jestem, i nigdzie się nie wybieram. - Zawsze miała być tuż obok, gotowa go wesprzeć, jeśli tylko będzie tego potrzebował. Nic więcej nie miało znaczenia oprócz tego, że w końcu mieli siebie.

Złożył pocałunek na jej włosach, a później zamknął ją w swoich ramionach, uśmiechała się nadal sama do siebie, nigdzie nie czuła się tak bezpieczna, jak w jego ramionach, wtedy wszystko przestawało istnieć, świat wydawał się zatrzymywać w miejscu, a istotne było tylko to, że są razem i nic nie miało ich więcej rozdzielić.


Koniec sesji


Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (6618), Prudence Fenwick (5134)




Wiadomości w tym wątku
[12.10.1972] let's go | Prudence, Benjy - przez Prudence Fenwick - 28.12.2025, 22:42
RE: [12.10.1972] let's go | Prudence, Benjy - przez Benjy Fenwick - 29.12.2025, 02:19
RE: [12.10.1972] let's go | Prudence, Benjy - przez Prudence Fenwick - 29.12.2025, 10:32
RE: [12.10.1972] let's go | Prudence, Benjy - przez Benjy Fenwick - 29.12.2025, 19:12
RE: [12.10.1972] let's go | Prudence, Benjy - przez Prudence Fenwick - 29.12.2025, 23:38
RE: [12.10.1972] let's go | Prudence, Benjy - przez Benjy Fenwick - 30.12.2025, 17:27
RE: [12.10.1972] let's go | Prudence, Benjy - przez Prudence Fenwick - 30.12.2025, 22:00
RE: [12.10.1972] let's go | Prudence, Benjy - przez Benjy Fenwick - 04.01.2026, 18:52
RE: [12.10.1972] let's go | Prudence, Benjy - przez Prudence Fenwick - 04.01.2026, 22:17

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa