• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton Las Wisielców [13/10/72] The wind is howling, and the leaves are falling | Benjy, Geraldine

[13/10/72] The wind is howling, and the leaves are falling | Benjy, Geraldine
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#10
04.01.2026, 23:09  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.01.2026, 23:13 przez Benjy Fenwick.)  
Potwór nie odsunął się daleko, został blisko, zbyt blisko, gotowy do kolejnego ruchu, z tą wściekłością trzymaną na krótkiej smyczy. Srebro wciąż tkwiło w jego ciele, krew spływała po sierści, ale on zdawał się tego nie zauważać. Albo uznał, że ból jest akceptowalny. Polana na moment zrobiła się zbyt cicha po wcześniejszym dźwięku, nienaturalnie pusta, jakby świat wstrzymał oddech. A potem wszystko potoczyło się praktycznie błyskawicznie, jednym, gwałtownym ciągiem, gdy nasz przeciwnik postanowił zmienić obiekt zainteresowania, choć bez wątpienia nadal nie zamierzał mi darować, po prostu przekierował swoją uwagę na kogoś, kto pierwszy sprawił mu fizyczny ból.
Geraldine była szybka, zawsze była, ale przeklęta polana znów zrobiła swoje. Trawa pod jej stopą nie ustąpiła tak, jak powinna, ten jeden fałszywy ruch wystarczył, aby ruch nie poszedł gładko. To było zbyt mało, żeby upaść jak amator, ale jednocześnie zbyt dużo, żeby wyprowadzić czysty cios. Ostrze błysnęło i zniknęło, a wilkołak nawet nie zwolnił. To nie było zwykłe potknięcie, przeklęty las dokończył ruch, który wilkołak już zaczął, jakby obaj grali po tej samej stronie, chociaż tylko jeden z nich miał ciało. Był już nisko, niemal przy ziemi, kiedy jej ostrze minęło go o włos, gdy Geraldine poślizgnęła się, cofając dłoń. Srebro przecięło powietrze, a nie mięśnie. Widziałem błysk, widziałem napięcie w jej ramieniu i ten krótki, brutalny moment, kiedy zamiast oporu poczuła pustkę, łapiąc równowagę.
Bestia nie zawahała się ani na moment, nie rzuciła się na oślep, nie próbowała powalić Gerdy całym ciężarem, to był cios oznaczający, precyzyjny jak na coś, co wciąż jeszcze było w połowie człowiekiem. Łapa przecięła przestrzeń krótkim łukiem, pazur zahaczył o jej bok, rozcinając skórę i materiał, płytko, ale celowo - z mojej pozycji tego nie widziałem, jednak krew z pewnością pojawiła się od razu, cienką linią, wystarczającą, by zapach zmienił się w jednej sekundzie. Wilkołak zawarczał nisko, gardłowo, nie był to ryk triumfu, raczej potwierdzenie. Teraz już wiedział, jak pachnie.
Byłem już w ruchu.
Nie krzyczałem jej imienia, nie było na to przestrzeni, to byłoby najgłupsze, co mógłbym teraz zrobić, tym bardziej, że przecież starałem się pozostać jak najbardziej niewidoczny. Normalnie to nigdy nie był dla mnie żaden problem, ale tym razem grunt pod moimi butami był bardziej grząski niż kiedykolwiek wcześniej. Bestia nie patrzyła już bezpośrednio na mnie, ale przecież grała na swoim terenie, był tu alfą, nie pionkiem, mogłem tylko spekulować, jak bardzo pomagało mu miejsce, w którym się znaleźliśmy - i zakładałem najgorsze. Widziałem, jak wilkołak cofnął się o pół kroku, nie uciekając, tylko ustawiając się lepiej, bokiem, z napiętymi mięśniami, z zapachem oznaczonej ofiary, wciąż świeżym w nozdrzach, i srebrnym sztyletem nadal tkwiącym w jego boku. Krew ciekła po futrze, ale nie zwalniał - przeciwnie - wyglądał na kogoś, kto właśnie dostał potwierdzenie, że ta walka będzie warta ceny.
Zszedłem nisko, tak jak on, skracając dystans po linii, która omijała najbardziej śliską część polany. Ciało zrobiło swoje, bezszelestnie, instynktownie. Ziemia pod moimi stopami była ciężka, mokra, gliniasta pod trawą, ale mnie nie zdradziła, jeszcze nie, czułem napięcie w ramionach, w klatce piersiowej, ten znajomy ucisk, który pojawia się, gdy ciało wie więcej niż głowa i zaczyna liczyć sekundy zamiast myśli. Wilkołak był blisko Geraldine, za blisko, nie miałem złudzeń, co zrobi dalej. Oznaczył ją, teraz będzie chciał albo dokończyć, albo zmusić ją do błędu, wciągnąć w zwarcie, w którym jego masa i siła zrobią resztę.
Uderzenie miało przerwać jego rytm, zmusić go do reakcji innej niż kolejny atak na Geraldine. Chciałem go zatrzymać na pół kroku, nawet jeśli oznaczało to wejście w zasięg pazurów, nawet jeśli wiedziałem, że być zapłacę za to później, jego wściekłością. Ostrze poszło po łuku, z całym ciężarem ciała za nim, bez finezji, bez sztuczek, czysta siła i timing. Nie celowałem w głowę ani w serce - wiedziałem, że to za wcześnie, jego masa i tempo to zamortyzują - poszedłem w bok, w tułów, w miejsce poniżej wbitego już sztyletu, tam gdzie mięśnie pracowały najmocniej przy ruchu.
Wiedział. Zanim jeszcze wszedłem w jego zasięg, nim ostrze zdążyło naprawdę nabrać rozpędu, wilkołak już był gotów, to nie było zaskoczenie, tylko oczekiwanie, jakby liczył na to, że zrobię dokładnie to, co zrobiłem. Zablokował mnie błyskawicznie, jego ruch przeciął mój atak w pół drogi, twardo, brutalnie, z siłą, która nie miała nic wspólnego z improwizacją. Łapa uderzyła w moje przedramię, odrzucając ostrze w bok, a w tej samej chwili druga poszła w ruch, pazury rozorały mi bok, poczułem gorąco, aż powietrze uciekło mi z płuc w jednym, krótkim wydechu. Ból pojawił się dopiero ułamek sekundy później, opóźniony, zdradliwy, rozlewający się pod żebrami.
Nie dał mi czasu na cofnięcie się, uderzył mnie całym ciężarem, barkiem, klatką piersiową, masą twardą i nieustępliwą, jakby wpadł we mnie rozpędzony pociąg. Poleciałem do tyłu, moje nogi straciły kontakt z ziemią, a potem polana przyjęła mnie bez litości. Wilgoć wsiąkła mi w plecy, grudka trawy wbiła się w kark, świat na moment zwęził się do jednego, pulsującego punktu bólu.
Leżałem.
I wtedy on się na mnie rzucił. To nie była chaotyczna furia, to było metodyczne, wiedział, że leżę. Wiedział, że teraz jest jego moment.
Cień przykrył mi widok nieba, ciężar uderzył z góry, brutalny, duszący, pazury znów poszły w ruch, zbyt blisko twarzy, zbyt blisko gardła. Czułem jego oddech, gorący i mokry, czułem zapach własnej krwi mieszający się z metaliczną wonią srebra dotykającego wilczego ciała, które wciąż tkwiło w jego boku.
Las odpowiedział głuchym trzaskiem gdzieś dalej, jakby coś pękło. Ziemia pod nami zadrżała, a ja miałem tę krótką, krystalicznie czystą myśl, że jeśli nie podniosę się teraz, pozwolę mu domknąć ten ruch, to Geraldine zobaczy coś, czego nie powinna. Zacisnąłem zęby, ignorując piekący ból w boku i ramieniu. Poprzednie ostrze wypadło mi z dłoni przy uderzeniu, zniknęło gdzieś w trawie, ale druga ręka wciąż była wolna. Zadziałałem instynktownie, bez kalkulacji, bez planu wykraczającego poza najbliższą sekundę. Jedną ręką zaparłem się o jego bark, nie po to, by go zrzucić, tylko by złamać mu linię ruchu, zmusić go do minimalnej korekty ciężaru. Drugą ręką sięgnąłem po drugie ostrze - mniejsze, zakrzywione - nie było miejsca na zamach ani finezję, był nade mną, jego brzuch znajdował się w zasięgu, napięty, pracujący, odsłonięty w tej jednej chwili, gdy przenosił ciężar, żeby dokończyć atak. Wystrzeliłem ostrze w górę, pod kątem, celując tam, gdzie mięśnie spotykały się z masą, gdzie nawet taka bestia musiała się liczyć z bólem. Czułem jego oddech tuż nad sobą, czułem drżenie mięśni, moment napięcia, w którym wszystko zależało od tego, czy broń znajdzie drogę, czy trafi na kość, czy zostanie zbite w ostatniej chwili.

Rzut PO 1d100 - 29
Akcja nieudana

Rzut PO 1d100 - 69
Sukces!

aktywność fizyczna ◉◉◉◉○ - dźgnięcie w brzuch wilkołaka, z intencją przerwania jego ataku i wymuszenia cofnięcia się



[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (10340), Geraldine Greengrass-Yaxley (6001)




Wiadomości w tym wątku
[13/10/72] The wind is howling, and the leaves are falling | Benjy, Geraldine - przez Benjy Fenwick - 25.12.2025, 03:33
RE: [13/10/72] The wind is howling, and the leaves are falling | Benjy, Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 25.12.2025, 19:06
RE: [13/10/72] The wind is howling, and the leaves are falling | Benjy, Geraldine - przez Benjy Fenwick - 25.12.2025, 23:08
RE: [13/10/72] The wind is howling, and the leaves are falling | Benjy, Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 26.12.2025, 09:38
RE: [13/10/72] The wind is howling, and the leaves are falling | Benjy, Geraldine - przez Benjy Fenwick - 26.12.2025, 16:12
RE: [13/10/72] The wind is howling, and the leaves are falling | Benjy, Geraldine - przez Benjy Fenwick - 27.12.2025, 01:33
RE: [13/10/72] The wind is howling, and the leaves are falling | Benjy, Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 01.01.2026, 17:37
RE: [13/10/72] The wind is howling, and the leaves are falling | Benjy, Geraldine - przez Benjy Fenwick - 02.01.2026, 14:34
RE: [13/10/72] The wind is howling, and the leaves are falling | Benjy, Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 04.01.2026, 20:42
RE: [13/10/72] The wind is howling, and the leaves are falling | Benjy, Geraldine - przez Benjy Fenwick - 04.01.2026, 23:09
RE: [13/10/72] The wind is howling, and the leaves are falling | Benjy, Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 06.01.2026, 00:49
RE: [13/10/72] The wind is howling, and the leaves are falling | Benjy, Geraldine - przez Benjy Fenwick - 06.01.2026, 04:53
RE: [13/10/72] The wind is howling, and the leaves are falling | Benjy, Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 06.01.2026, 23:24
RE: [13/10/72] The wind is howling, and the leaves are falling | Benjy, Geraldine - przez Benjy Fenwick - 07.01.2026, 18:29
RE: [13/10/72] The wind is howling, and the leaves are falling | Benjy, Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 08.01.2026, 16:01
RE: [13/10/72] The wind is howling, and the leaves are falling | Benjy, Geraldine - przez Benjy Fenwick - 08.01.2026, 23:50
RE: [13/10/72] The wind is howling, and the leaves are falling | Benjy, Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 09.01.2026, 12:28
RE: [13/10/72] The wind is howling, and the leaves are falling | Benjy, Geraldine - przez Benjy Fenwick - 09.01.2026, 13:50
RE: [13/10/72] The wind is howling, and the leaves are falling | Benjy, Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 09.01.2026, 22:31
RE: [13/10/72] The wind is howling, and the leaves are falling | Benjy, Geraldine - przez Benjy Fenwick - 09.01.2026, 23:20
RE: [13/10/72] The wind is howling, and the leaves are falling | Benjy, Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 10.01.2026, 00:33
RE: [13/10/72] The wind is howling, and the leaves are falling | Benjy, Geraldine - przez Benjy Fenwick - 10.01.2026, 01:50
RE: [13/10/72] The wind is howling, and the leaves are falling | Benjy, Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 10.01.2026, 12:33

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa